Ze Smoleńska na Krym i z powrotem w 15 dni na motorze

Ze Smoleńska na Krym i z powrotem w 15 dni na motorze

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

watch foto Na wjeździe do Kurska

http://xn--80aebj1cya4a.xn--p1acf/monetary/zakladki-metamfetamin-v-mosalske.html odcinek 1

watch Wyruszam żegnany przestrogami, żebym uważał „bo jak oni jeżdżą!” i żebym się nie dał obrabować ani zabić. Niektórzy pukają się w głowę, że jadę samotnie i to tak daleko, aż od Smoleńska po Krym. Faktycznie, uzbierało się w sumie 6736 km. To mój czwarty wyjazd na motorze do Rosji, co prawda pierwszy samotny, więc wiem, że są to wszystko opinie bez pokrycia i jednym z celów tej wycieczki jest właśnie odczarowanie uprzedzeń. Martwię się raczej tym, że rozczaruje kibiców, nie przywiozę żadnych opowieści mrożących krew w żyłach bo będzie to taki sam, tylko dłuższy spacer, jak powiedzmy wypad do Pragi czy Budapesztu. Na „szczęście” wydarzył się mały incydent więc nie wróciłem z całkiem pustym notatnikiem…

click Dwa tygodnie wcześniej kończę 77 lat, więc jako motyw podróży wymyślam hasło „Nie przyjmuję starości do wiadomości!”. Zamawiam stosowną nalepkę i oklejam nią motocykl. W Rosji tłumaczyłem to jako „Ignoruję starzenie się”, budziło sympatię.

follow link DSC_1019 (1)

Закладки марки в Кудымкаре see url Mińsk czyli największe zaskoczenie (580 km od domu)

go site Po białoruskiej stronie granicy jakieś drobne zamieszanie. Dwóch mundurowych z psem biegiem leci nad brzeg rzeki, startuje motorówka, personel posterunku obserwuje wydarzenia z mostu. „Czy to była próba przerwania granicy ?”- pytam przystojną wopistkę. „Ja nie skażu”. Ale po niecałej godzinie jestem już odprawiony, w niedziele ruch jest mały.

go to site Na granicy spotykam Wadima, Ukraińca pracującego w Moskwie, wraca na motocyklu z Warszawy od syna, który u nas studiował. Po drodze, chce jeszcze odwiedzić rodzinę na Ukrainie. Uprzedzam go, że znajomi motocykliści z Anglii stracili pięć godzin na przejściu ukraińsko-rosyjskim. „Ee – macha ręką lekceważąco – ja znam przejazdy bokami. Już dwa razy tak wjechałem do Rosji z Ukrainy”

http://rrsoluciones.com/loyalty/metodon-v-moskve.html IMG_20160516_121816 (1)

http://reflections.sienaheights.edu/widespread/kupit-kokos-yakutsk.html foto Bibloteka Narodowa w Mińsku

source url Po przekroczeniu granicy w Terespolu opuszczam zatłoczone i wąskie szosy na naszej „zielonej wyspie dobrobytu” – lub do wyboru: „kraju w ruinie” – i wjeżdżam na szerokie aleje Brześcia. Mijam jakieś zakłady o nowoczesnej architekturze i modernistyczne bloki mieszkalne. Całkiem wielkomiejsko i dostatnio. Czysto, schludnie, porządnie. Autostradą z Brześcia do Moskwy pokonuję błyskawicznie ponad 300 km do Mińska. Po obu stronach ogromne pola bardzo starannie uprawione, na moje oko magistra rolnictwa, zbiory zbóż sięgną tu 40-50q/ha.

как делать инъекцию амфетамина видео IMG_20160516_121930

Закладки гашиш в Лангепасе Cóż my wiemy o Mińsku? Ot jakaś podrzędna stolica biednego kraju rządzonego przez ograniczonego dyrektora sowchozu. A tu patrzę i oczom nie wierzę! Blisko dwumilionowa metropolia, z ulicami szerokimi nawet na 100 metrów. Panoramę miasta określają fascynujące kształty tak eleganckich apartamentowców jakby wyszły z pracowni najlepszych architektów świata. Mińsk, przed wojną, która zaczęła się tu w 1941 r, liczył 300 tys. mieszkańców, a w 1944 r, po wyzwoleniu – 50 000. Miasto było doszczętnie zburzone, odbudowano je z rozmachem, na szczęście przyśpieszonym w ostatnich latach, dzięki czemu stalinowski neoklasycyzm przesłoniła nowoczesna architektura.

enter site DSC_1014

Купить закладки LSD в Калининграде  

foto W Brześciu

Dla polskiego turysty nie będzie szokiem jeśli go w zamożnej Europie okradną, tak jak moich znajomych, którym w Hiszpanii, na stacji benzynowej wybito szybę i jeszcze oponę przecięto, żeby nie mogli gonić złodziei. W końcu wszyscy wiedzą, kogo oprócz faktycznych uchodźców z Syrii zaprosiła do Europy Angela Merkel. I wszyscy zdają sobie sprawę, że branżę złodziejską zasilili najlepsi specjaliści z Europy Wschodniej, z bułgarskimi i rumuńskimi Cyganami na czele ( teraz obowiązuje jakaś dwie nazwy tej mniejszości, ale jeszcze ich sobie nie przyswoiłem). Największy szok spotkałby naszego turystę nie na Zachodzie lecz w Mińsku. Tak wielka jest przepaść między tym co się „wie”, a tym co widać.

Wieczorem w hotelu popatruję na telewizor, w którym leci jakiś zupełnie nie poprawny politycznie program o ukraińskich oddziałach SS i wdaje się w rozmowę z bufetową. Ale to chyba jakaś podstawiona agentka służb. Wszyscy przecież wiemy w jak głębokim kryzysie jest ten ten kraj i jak bardzo tęsknią za demokracją uciśnieni Białorusini. A tu baba udaje zadowoloną, opowiada, że rodzina, która ma troje dzieci otrzymuje od państwa mieszkanie. Jak za sowieckich czasów korzysta się z powszechnego lecznictwa, sanatoriów. Emerytury są uczciwie rewaloryzowane i jej 90 -letnia matka, ma emeryturę na poziomie jej pensji  (rewaloryzacja autora wyniosła 0,24 proc.). O dyktatorze wyraża się, że to „dobry chaziaj”, który nic nie sprzedał. „Sami produkujemy wszystko, telewizory, lodówki, autobusy, trolejbusy, a ostatnio nawet wagony do mińskiego metra”.

go Smoleńska smuta (946 km od domu)

Na granicy białorusko-rosyjskiej samochody tylko zwalniają. Rosyjski pogranicznik pokazuje, żebym jechał. „Ale ja jestem z Polski!” – pytam z ostrożności. „Paszport u was jest? Wiza jest?”. „Jest!”. „No, to dawaj, dawaj!” – popędza mnie nie żądając dokumentów.

W Smoleńsku przedzieram się przez całe miasto szukając zarezerwowanego hotelu. Później już nie powtórzę tego błędu, będę się zatrzymywał w mijanych otelach lub gostinicach, żadnych zbędnych rezerwacji. Jest godzina szczytu, samochody pędzą slalomem między dziurami, zagłębionymi na 20 cm studzienkami kanalizacyjnymi i innymi przeszkodami naturalnymi. Jak na ironię co chwila stado rozpędzonych maszyn zwalnia z powodu leżących policjantów. O ile istnieją drogi między miastami w Rosji, lepsze lub gorsze, ale są, o tyle ulice w miastach są w skandalicznym stanie, dziura na dziurze! Nawet w dużych miastach tylko przelotowe arterie są zbudowane z asfaltu, w bocznych ulicach asfalt jest w mniejszości, przeważają dziury. Dziękuję Bogu, że jadę maszyną typu podróżne enduro, skonstruowanym właśnie do takich warunków.

Zatrzymuję się na co drugim skrzyżowaniu pytając o drogę. Jakiś młody mężczyzna na rowerze najpierw mi długo i cierpliwie tłumaczy, a potem zapełnia cyrylicą całą kartkę wskazówkami jak dojechać. A żegnając się mówi „Widzisz jaki mamy stosunek do Polaków. My naprawdę nie zabiliśmy waszego prezydenta!”. Nóż otwiera się w kieszeni…

Oczywiście nie jestem w stanie rozczytać jego bazgrołów i za chwilę znów zatrzymuję przechodniów. Nie, nie byłem tak lekkomyślny, żeby wybrać się do Rosji bez nawigacji. Tylko nie umiem jej uruchomić… Dopiero w Kursku podszedł do mnie rosyjski motocyklista, który nazajutrz zaholował mnie do swojego znajomego dilera Germiny i ten ustawił mi sprzęt. A póki co otwieram Goclever Maps w tablecie, w miejscach gdzie jest wi-fi i uczę się drogi na pamięć…

Na noc staję w dość podłym hotelu, przypominający zaniedbany hotel robotniczy. Łazienka i toaleta na korytarzu, wspólne dla mężczyzn i kobiet, prysznic piętro niżej. Nie ma papieru toaletowego, są za to kosze do których się wrzuca zużyte „podtarcie”, żeby nie zapychać kanalizacji. Pocieszeniem jest cena: 500 rubli (1$ = 64 ruble). Dość depresyjnie działa taki hotel, zwłaszcza, że zaczyna lać deszcz. I pada przez większość następnych dni. Statystycznie w maju jest tu średnio 16 dni deszczowych. No dobrze, ale dlaczego wszystkie przypadły w drugiej połowie tego miesiąca, w czasie mojej podróży? Nazajutrz uciekam z miasta, które już kiedyś poznałem i które – poza kilkoma pięknymi widokami z zabytkami nad Dnieprem – robi wrażenie bardzo zaniedbanego. W Onecie trafiam na artykuł o tym grodzie z historią sięgającą IX wieku. Śródtytuły: „Bród i zbrodnie”, „Posępny nastrój”, „Nędza w blasku złota” itd. świadczą, że nie jestem w swoich odczuciach odosobniony…

Brak komentarzy

Skomentuj