Włoski minister stracił stołek przez zegarek syna

Włoski minister stracił stołek przez zegarek syna

Minister transportu Włoch stracił stołek przez zegarek syna

Są trzy rodzaje korupcji. Elegancka łapówka to jakiś „drobiazg” o wartości proporcjonalnej do wyświadczonej „przysługi”. Ostatnio panuje wśród łapówkarzy moda na drogie zegarki. W tej kategorii korupcji częste są też atrakcyjne wycieczki, weekendy w SPA czy choćby wystawne biesiady w drogich lokalach. Wprawdzie w Niemczech stracił robotę poprzedni prezydent za korzystanie z fundowanego pobytu w hotelu, ale w Polsce praktycznie nic przyjmującemu łapówkę w tej formie nie grozi. Śledztwo zostanie skierowane na boczny tor, będzie się np. latami dociekało dlaczego decydent nie wpisał zegarka w oświadczenie majątkowe, a nie skąd wziął pieniądze na jego zakup. Tu wystarczy powiedzieć cokolwiek, byleby się przy tym samemu nie roześmiać np. że się majątek wygrało w kasynie lub, że rodzice emeryci latami zbierali na ten cel. Łapówka jeszcze bardziej bezpieczna dla obu stron to odwdzięczenie się za „przysługę”np. ustawienie przetargu w formie zatrudnienia na ciepłej posadzie protegowanego beneficjenta łapówki. Zawsze można się spierać, że dwudziestoparoletni świeżo upieczony absolwent ma tak wysokie kwalifikacje, że należała mu się pensja członka zarządu z kilku dziesięcioletnim doświadczeniem. I wreszcie trzeci rodzaj łapówki najbardziej bezpośredniej, niczym nie maskowanej ale wymagającej od obu stron dużej bezczelności to słynna kopertówa czy może walizka pieniędzy jak w przypadku afery gruntowej. Jak jednak wynika ze skandalicznego wyroku sądu w sprawie Mariusza Kamińskiego w Polsce bardziej niebezpieczne jest ściganie takich przestępstw niż ich popełnianie.

Miał pecha Mauruzi Lupi, że był przez ostatnie dwa lata ministrem transportu i infrastruktury rządu włoskiego, a nie polskiego. We Włoszech wyleciał z posady za Rolexa o wartości 10 350 euro, który podarował jego synowi pewien przedsiębiorca budowlany przypadkowo wygrywający większość przetargów na państwowe inwestycje. W Polsce nikt by na to nawet nie zwrócił uwagi, syn nie miał przecież obowiązku wypisywania oświadczeń majątkowych. Kolegom z włoskiego rządu i z koalicji nie podobało się również to że zaprzyjaźniony przedsiębiorca fundował przeloty żonie ministra i w końcu zmusili go do do dymisji. W Polsce lobby łapówkarskie nazwałoby to brutalnym mieszaniem się w prywatne życie rodziny zasłużonego polityka. Ministrowi zarzucano również, że prosił podległego sobie urzędnika o pomoc w znalezieniu pracy dla syna,  który właśnie skończył studia i podwładny znalazł posadę – w firmie tego samego zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy. Gdyby u nas ktokolwiek usiłował robić z tego powodu zarzut politykowi usłyszałby od naszych moralnych autorytetów, że syna ministra nie wolno dyskryminować z powodu stanowiska jego ojca.

Brak komentarzy

Skomentuj