Wieczny odpoczynek racz…

Wieczny odpoczynek racz…

Nowela


Leżąca na stoliku komórka cicho zawibrowała, a z przedpokoju dał się słyszeć stłumiony dzwonek do drzwi. Jan Snop spojrzał na ekran komórki. Pokazywała parę stojącą przed drzwiami. W średnim wieku, dobrze ubrani. Mężczyzna w słomkowym kapeluszu z dużym rondem chroniącym od słońca, ona, nieco młodsza, wyraziście umalowana z kokieteryjnie przekrzywionym różowym bereciku na głowie. Uśmiechali się do kamery nad drzwiami. Wyglądali sympatycznie. Budzili zaufanie. Jan wprowadził trzycyfrowy kod do komórki. Drzwi wejściowe bezszelestnie się otwarły.

Jan siedział w fotelu i próbował czytać, ale wciąż zapadał w drzemkę. Teraz przez otwarte drzwi obserwował przedpokój. Drzwi wejściowe rozsunęły się bezszelestnie.Kobieta i mężczyzna stali w progu wahając się czy wejść dalej.

– Proszę, proszę. Proszę śmiało wejść. I na wprost do salonu. – zaprosił nieznajomych Jan, nie ruszając się z fotelu, bo kiedy ma się 87 lat człowiek się oszczędza. – A nakrycia głowy powieście na wieszaku.

Weszli, on pierwszy,  w  krótkich spodniach i niebieskiej koszuli. Kobieta w luźnej sukni z koronki. On trzymał dużą skórzaną aktówkę, ona damską torebkę mocno czymś wypchaną.

– Chaim  Płoński z NRP – przedstawił się. – A to moja asystentka Wiera Kurcenbaum. Jesteśmy ze stowarzyszenia Na Ratunek Polakom, pewnie pan słyszał o nas.

– A, słyszał, słyszał – potwierdził Jan. Kto by nie słyszał o organizacji o której radio i telewizja bębniły od rana do wieczora. W dłoniach nieznajomych ukazały się legitymacje. Czekali aż gospodarz je sprawdzi. Jan nakierował na nie obiektyw kamery z komórki. Na żółto zamrugał napis – „Autentyczne”.

– Siadajcie. Co was do mnie sprowadza?

Przysiedli na kanapce naprzeciwko gospodarza. Mężczyzna wyjął z aktówki jakiś formularz. Kobieta postawiła  torebkę na podłodze przy swoich nogach.

– Jak pan wie zajmujemy się między innymi pomocą dla starszych ludzi – zaczął facet.

– Choć w pana przypadku to określenie całkiem nie pasuje – zaszczebiotała kobieta, posyłając mu uśmiech i spojrzenie a la księżna Diana do fotografów – absolutnie nie wygląda pan na swoje skończone 87 lat.

Skurwiele, przygotowali się – pomyślał Jan. – No więc konkretnie co was do mnie sprowadza.

Jako były wojskowy nie lubił owijać w bawełnę.

– Dbamy o godne życie Polaków – ciągnął nieznajomy – a kiedy przychodzi jego kres troszczymy się o bezbolesne, przyjemne przenosiny naszych podopiecznych na drugi świat.

O cholera, pomyślał gospodarz. Coś musi być w tych plotkach, że NRP zajmuje się eutanazją.

– Dzięki postępom medycyny starsi ludzie już nie chorują, ale nie udało się zatrzymać procesów starzenia się komórek mózgu. Starzy ludzie, zdrowi na wskroś fizycznie zapadają na niewydolność psychiczną. Zapadają w apatię, która przeradza się w depresje. -mówił mężczyzna, a kobieta  ruchem całego  ciała potwierdzała  jego słowa, sama  się nie odzywając. – Życie tych ludzi staje się udręką. To co przeżywają jest gorsze od bólu fizycznego. Samotność staje się torturą. Panie Janie czy w głębi duszy zgadza się pan ze mną? – zadał retoryczne pytanie  Chaim Płoński. – Raz na tydzień rozmawia pan z kurierem, który przynosi panu zakupy. Z rodziną widział się pan ostatni raz – mężczyzna zajrzał w papiery – ponad dwa lata temu z prawnuczką. Dwa miesiące temu weterynarz musiał uśpić pańskiego kota, który żył z panem 17 lat i trzy miesiące. Nasz sygnalista raportował, że pan płakał. Nie z radości. Z cierpienia!

Cholera wszystko o mnie wiedzą, pomyślał JS.

Dalszą indagację przerwał dźwięk syreny. To sygnał, że zbliża się najgorętszy moment dnia. Na dzień dzisiejszy prognoza mówiła o 73 stopniach Celsjusza. Syrena zawyła jeszcze raz. W oknach salonu mieszkania Słupa automatycznie opadły termoizolacyjne żaluzje, a klimatyzacja weszła na wyższy stopień pracy. Automatycznie zapaliły się światła.

,Gospodarz wziął komórkę do ręki i głośno i wyraźnie powiedział – Proszę trzy kawy, słodzik, mleko. Poszedł do kuchni, czekając aż automat przygotuje zamówione napoje popatrzył co się dzieje na ulicy. Na monitorze wiszącym na ścianie włączał kolejne kamery. Ulice były kompletnie puste, jak wymiecione, albo po ataku bomby promiennej. Ani człowieka, ani psa czy jakiegoś ptaka. Wszyscy pochowali się przed upałem o temperaturze bliskiej temperatury ścinania się białka. Panowała absolutna cisza przerywana trzaskami rozszerzających się od ciepła metalowych części konstrukcji budynków. Nagle zza zakrętu wyjechała karetka błyskając niebieskimi  światłami. Z włączonymi światłami zatrzymała się dwa domy dalej. Z samochodu wytoczyły się niezgrabnie dwie postacie w kombinezonach termoizolacyjnych z plecakami w których znajdowała się aparatura ochładzająca powietrze do oddychania. Przez śluzę termiczną weszli na klatkę schodową niosąc nosze. W godzinach największego upału, kiedy nie było ludzi na ulicach, żadnych gapiów rządnych sensacji ,brygady Oczyszczania Miasta usuwały ciała ofiar upałów. Ludzi zmarłych z bardziej lub mniej naturalnych powodów. Kiedyś przyjadą i do mnie, pomyślał JS. Ale jeszcze nie teraz, pocieszył się.

– Przepraszam panie Płoński, ale to moja sprawa jak często widzę się z rodziną i jak się czuję – powiedział dość oschle Jan stawiając na stole filiżanki z kawą.

-O, nie  panie Słup. Tu się pan myli! Nie zostawimy pana samego z pańskimi problemami. Nasze państwo zbudowane na fundamencie solidarności ludzkiej nikogo nie zostawia bez pomocy.

-Właśnie do tego została stworzona nasza organizacja – z nieśmiałym uśmiechem wtrąciła kobieta. Na Pomoc Polakom – dodała i spojrzała wymownie w oczy gospodarzowi. Już się nie uśmiechała, patrzyła jak nauczycielka na krnąbrnego ucznia.

– Nie pozwolimy nikomu cierpieć, choć doskonale rozumiemy, że cierpienie może stać się silniejsze niż chęć zachowania życia. I wtedy również jesteśmy w stanie pomóc. Najwybitniejsi uczeni i najbardziej technologiczne koncerny farmaceutyczne przygotowały na zamówienie Na Pomoc Polakom środek, który przynosi cierpiącym ulgę. Raz na zawsze. Z pomiarów fal elektromagnetycznych mózgów pacjentów, którym poddano ów środek wynika, że ten czas potrzebny na przeniesienie ze stanu cierpienia w stan błogostanu jest najszczęśliwszym w całym ich  dotychczasowym życiu. I jeśli czegoś żałują to tylko tego, że nie mogą tego przeżyć jeszcze raz.

– No dobrze, jak będę bardzo cierpiał to poproszę o pomoc – powiedział JS starając się rozładować coraz bardziej napiętą atmosferę.

– Ha,ha,ha żeby to było takie proste – zaśmiał się gość. – Cierpienie bywa tak silne, że ludzie odchodzą od zmysłów i nie są w stanie podjąć samodzielnie decyzji. JEDYNIE SŁUSZNEJ DECYZJI – powtórzył z naciskiem.

– I właśnie od tego jesteśmy my – wtrąciła kobieta. Znów patrzyła zalotnie.

– Tak – potwierdził mężczyzna – mamy ankietę, która pomaga zainteresowanemu naukowo stwierdzić w jakim punkcie znajduje się jego życie.

– Czy muszę wypełniać tę ankietę?- spytał JS.

– Nie, to my ją wypełnimy. Pan musi tylko odpowiadać na stawiane pytania. – to znów wtrąciła się kobieta.

– Muszę? A jak nie zechcę? To co mi zrobicie?

– Nie, no nic panu nie zrobimy. Ankieta jest zupełnie dobrowolna – on

– Żeby zbadać stan w jakim pan się znajduje albo wypełnimy ankietę tu i teraz albo zaprosimy pana do najbliższego oddziału Na Pomoc Polakom. – ona

– A jeśli się nie zgłoszę?

-No nie panie Janie. Na taki krok decydują się tylko desperaci tak nieszczęśliwi, że musimy za nich podejmować decyzje. A pan jest w dobrej formie… – to znów on w przyjacielskim tonie.

-Panie Chaimie, co pan mi sugeruje?!

– Wiera, wytłumacz panu.

Kobieta wzięła ze stosika jeden arkusz i przysunęła się do stolika. Pochyliła się nad dokumentem. Jej obfite piersi zawisły nad stolikiem, a dekolt ukazał jakby dwa półdupki. Jan Słup patrzył i patrzył.

– W zeszłym miesiącu kupił pan 12 chlebów, z czego trzy zmarnował  i wyrzucił. Kupił pan: masła trzy kostki, cukru trzy kilogramy – podniosła głowę znad papieru i wtrąciła – to nie wie pan, że cukier jest niezdrowy? Dalej kupił pan mięsa i przetworów mięsnych, w sumie 4 kilogramy. Itd. Itd. Jak dietetyczka ze Stowarzyszenia Na Ratunek Polakom wyliczyła zużył pan w zeszłym miesiącu żywność o wartości 98 200 kalorii. Na wytworzenie tej ilości węglowodanów i białek uprawy rolne bezpośrednio i pośrednio, wliczając paliwa do traktorów, energie elektryczną, produkcję nawozów  itd. wypuściły do atmosfery nie mniej niż 65 ton dwutlenku węgla, a hodowla zwierząt – nie mniej niż 40 ton. A więc sto ton gazu cieplarnianego. I dlatego jeśli uzna pan, że już nie musi przyczyniać się do dalszego ocieplania atmosfery naszej planety to proszę nam to powiedzieć. My ze swej strony ułatwimy panu zorientować się w kwestii perspektyw dalszego życia.

Kobieta zakończyła, poprawiła się na kanapie i zaczęła coś majdrować przy swoich butach. Popatrzyła na zegarek, mężczyzna też to zrobił. Zawyła syrena odwołująca alarm termiczny. Można już było wyjść na zewnątrz bez odzieży ochronnej.

– No, to na nas już czas – stwierdził Chaim Płoński. Gospodarz podał obojgu rękę, najpierw uścisnął dłoń ,zadziwiająco zimną, kobiety potem grubą jak bochen rękę mężczyzny, odprowadził ich do drzwi i wrócił na kanapę.

Ta rozmowa wprawiła go we wspaniały humor. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Ale czuł się szczęśliwy jak nigdy przedtem. Wciąż widział piersi kobiety wyglądające w dekolcie jak dwa wielkie półdupki. Euforia narastała, ale poczuł się też trochę senny. Kiedy układał się na kanapie  do drzemki spadły mu okulary. Pochylił się po nie i wtedy zobaczył pod stolikiem, przy kanapie, w miejscu gdzie siedziała kobieta nieduży pojemnik metalowy. Cienkim strumykiem wydobywał się z niego gaz, który poruszał frędzlami obrusa. Było mu tak dobrze i tak doskonale obojętne co się dalej  stanie, że już miał zamiar ułożyć się na kanapie. Ale , zastanawiał się później jak to się stało, wstał, otworzył szeroko okno i drzwi na balkon, a potem wrócił po ów pojemnik i wyrzucił go na ulicę.

Paweł Kapuściński

Brak komentarzy

Skomentuj