W Polsce pracownik kosztuje 120 proc. jego płacy brutto w Niemczech 111...

W Polsce pracownik kosztuje 120 proc. jego płacy brutto w Niemczech 111 proc.

ZUS skubie pracodawców

Czy w Polsce występuje  specyficzny populizm liberalny – nazwałbym go antypaństwowym – kierowany  do pracodawców, a operujący bardzo nośną tezą, że głównym hamulcem rozwoju przedsiębiorczości są wysokie obciążenia kosztów pracy. Czy to prawda czy mit? Porównałem obciążenia wynagrodzeń w Polsce i w kraju, który jest prymusem gospodarki europejskiej – w Niemczech. Ich gospodarka pędzi do przodu,  zatrudnienie bije historyczne rekordy,  zabezpieczenia i świadczenia społeczne stoją  na bardzo wysokim poziomie więc i rozwiązania systemowe wydają się godne naśladowania. Wniosek z tego porównania – w tytule!

W Niemczech są szczególne, u nas nie znane obciążenia jak np. podatek kościelny (Kirchensteuer), który wynosi 8 proc. – 9 proc. liczonych od wartości podatku od wynagrodzeń (od Lohnsteuer, a nie od wynagrodzenia brutto). Innym, zresztą kwestionowanym obecnie, szczególnym obciążeniem płac jest  narzut solidarnościowy (Solidaritaetszuschlag), który oblicza się też na bazie podatku od wynagrodzeń – wynosi  5,5 proc. kwoty podatku dochodowego (ma służyć wyrównaniu poziomu życia w b. NRD z tym jakim cieszą się mieszkańcy w starych landach). Ale podstawowe obciążenia płacy to tak jak u nas składki socjalne i podatek dochodowy.

Podatek od wynagrodzeń u naszych sąsiadów mieści się w szerokich granicach od 14 proc. do 45 proc., podczas gdy u nas są tylko dwa progi: 18 proc. podatku naliczanego przy dochodach do  85 528 zł rocznie i 32 proc. przy uzyskaniu dochodu wyższego od tej kwoty. Ale nie podatki od wynagrodzeń lecz ogólna suma obciążeń, szczególnie tych socjalnych decyduje o tym jak bardzo skurczy się kwota wynagrodzenia netto w porównaniu z tą  figurującą w umowie o pracę –  płacą brutto.

Prześledźmy to na przykładzie takiej samej kwoty zarobków w złotych i w euro – 10 000 miesięcznie. Porównanie to uprościmy czyli nie uwzględnimy np. zasiłku rodzinnego, który w Niemczech (na pierwsze i drugie dziecko, potem więcej) wynosi 190 euro bez względu na dochody, a w Polsce przy progu poniżej 674 zł dochodu na osobę waha się w zależności od wieku dziecka od 95 zł do 135 zł. Pominiemy koszty uzyskania przychodu odliczanego od podstawy opodatkowania (111,25 zł kiedy podatnik pracuje i mieszka w tej samej miejscowości lub 135,06 zł gdy dojeżdża). Nie są to duże pieniądze. Istotne znaczenie mają  natomiast duże różnice w wysokości kwoty wolnej od podatku, która u nas wynosi 3019 zł rocznie ( i ma być lub jest teraz podwyższana),a w Niemczech 8652 euro dla singli względnie 17 304 euro dla małżeństw lub par partnerskich.

 W Niemczech  podatki i  odpisy zmniejszają płacę  z 10 000 euro brutto do 5347 euro netto

Od zarobku miesięcznego 10 000 euro brutto fiskus zabierze Hansowi  za pośrednictwem jego pracodawcy 3532 euro na podatki (3112 podatku od wynagrodzeń, 171 euro narzutu solidarnościowego,249 podatku kościelnego). Pracodawca musi też potrącić i odprowadzić  1121 euro tytułem ubezpieczeń społecznych (594 euro ubezpieczenia emerytalnego, 95 euro ubezpieczenia od bezrobocia, 365 euro ubezpieczenia zdrowotnego i 98 euro na opiekę). Łącznie podatki i ubezpieczenia społeczne pomniejszą pensję brutto o 4653 euro. Inaczej mówiąc Hans znajdzie w kopercie z wypłatą około 53,5 proc tego wynagrodzenia brutto jakie uzgodnił z pracodawcą.

W Polsce pracownik z umową o pracę na 10 000 zł brutto otrzymuje na rękę 7034 zł

Janowi pracodawca odciągnie od  płacy brutto 818 zł jako zaliczkę na podatek dochodowy (PIT) i 2148 zł składek socjalnych (976 zł na ubezpieczenie emerytalne, 150 zł na ubezpieczenie rentowe, 245 zł na ubezpieczenie chorobowe i 777 zł na ubezpieczenie zdrowotne). Po tych potrąceniach Janowi zostanie  około 70 proc kwoty brutto.

Czyli polski pracownik jest w lepszej sytuacji niż jego niemiecki kolega. Przy porównaniach obciążeń płacy brutto nie ma  bowiem znaczenia, że ponad 5 tys. euro  to dużo więcej pod względem siły nabywczej niż 7000 zł. W obu krajach 85 proc. pracobiorców zarabia poniżej 10 000, obojętne  złotych czy euro. Zwraca natomiast uwagę to, że o ile w Niemczech pracownik płaci trzy razy wyższą kwotę podatku niż kosztują go wszystkie składki na Krankenkasse, to w Polsce jest odwrotnie:  ZUS zabiera  prawie trzy razy więcej niż fiskus.

Ale prześledźmy jeszcze obciążenie pracodawcy składkami socjalnymi  naliczanymi od płac pracowników w obu tych krajów. Bo płaci je nie tylko sam zatrudniony, ale też  pracodawca.

W Niemczech koszt pracy jest tylko o 11 proc. wyższy od płacy brutto

W Niemczech pracodawca przy wynagrodzeniu 10 000 euro brutto musi odprowadzić na zabezpieczenie socjalne 1062 euro ( w tym: 594 euro ubezpieczenia emerytalnego, 95 euro ubezpieczenia od bezrobocia, 318 euro ubezpieczenia chorobowego i 55 euro ubezpieczenia na opiekę). A zatem zatrudniony z wynagrodzeniem brutto 10 000 euro (z czego pracownik otrzymuje 53,5 proc) kosztuje pracodawcę 11062 euro i jest to o około 11 proc. więcej niż płaca brutto.

W Polsce koszt pracy jest o 20 proc. wyższy od płacy brutto

Polski pracodawca, który wypłacił swojemu pracownikowi nieco ponad 70 proc. z kwoty jego wynagrodzenia brutto (a resztę z tych 10 000 zł  brutto  przekazał ZUS-owi i fiskusowi) musi jeszcze odprowadzić rozliczne składki socjalne: 976 zł ubezpieczenia emerytalnego, 650 zł rentowego, 180 zł wypadkowego. A ponadto wpłacić 245 zł na fundusz pracy i 10 zł na fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych. W sumie czyni to 2061 zł. A zatem pracownik z wynagrodzeniem 10 000 zł brutto kosztuje jego pracodawcę 1261 zł czyli o ponad 20 proc. więcej.

Nic zatem dziwnego, że polscy przedsiębiorcy starają się zatrudniać na tzw. umowy śmieciowe. Chronią przed żarłocznym ZUS-em nie tylko swoje finanse, ale też zapewniają wyższe wypłaty swoim pracownikom. W naszym przykładzie płacy brutto  10 000 zł pracownik otrzyma na rękę nieco ponad 7 000 zł przy zwykłej umowie o pracę, ale  aż 8435 zł przy umowie zleceniu i jeszcze więcej bo 8560 zł złotych jeśli będzie miał umowę o dzieło.

Również pracodawcy znacząco spadną całkowite koszty pracy. Przy zwykłej umowie o pracę przedsiębiorca musi dopłacić do płacy brutto 2 061 zł, a przy umowie zleceniu tylko 1565 zł (jedynie 900 zł ubezpieczenia zdrowotnego i 665 zł zaliczki na PIT). W przypadku umowy o dzieło dodatkowy koszt – ponad wynagrodzenie brutto – wynosi tylko 1440 zł (zaliczki na PIT).

A więc to co wydaje się populizmem na użytek klasy średniej – piętnowanie wysokich kosztów pracy w Polsce – jest niestety faktem…

Paweł Kapuściński

 

Brak komentarzy

Skomentuj