W kwietniu na narty na motorze

W kwietniu na narty na motorze

http://www.glasshaus.cl/dish/kupit-zakladki-kokain-v-pavlove.html W kwietniu na narty na motocyklu
Ranek 1 kwietnia przywitał mnie ulewnym deszczem i temperaturą około 10 stopni. Ochoty na wyjazd nie miałem żadnej, ale tak szeroko rozkolportowałem ideę łączenia dwóch hobby – motocykla i nart – że nie wypadałoby mi ogłosić, że był to tylko prima aprilis. Już nie wspominając o tym, że Mirek, wiózł mi już sprzęt ze swoją grupą autobusową. Około drugiej po południu przestało padać więc ruszyłem i z jednym zatrzymaniem na tankowanie – mój GS 1200 Adv. stawia do dyspozycji 30 l paliwa – popędziłem do Mikulowa.
Stara maksyma motocyklowa powiada, że nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani motocykliści. Ja byłem dobrze ubrany, więc nie odczuwałem zimna. Z niezrozumiałych jednak przyczyn nie mogłem przez pierwsze pół godziny w hotelu powstrzymać szczękania zębów, choć w ubraniu wlazłem pod kołdrę.
Nazajutrz Austria rozświetlona słońcem, wiatraki miarowo mielące ciepłe powietrze, pola intensywnie zielone, drzewa obsypane zieloną mgiełką, kwitnące na biało sady i na żółto krzewy. W Stockerau szczęśliwie pomyliłem drogę i zamiast na St. Polten pojechałem na Prahę. W nagrodę mogłem wrócić na autostradę przepiękną drogą 19, która malowniczo wije się wśród pól tak zadbanych jakby to były ogrody i mijając ciche wioski wyglądające jak ekskluzywne dzielnice willowe.

http://www.rganoosheh.ir/bottom/kupit-spays-petrozavodsk.html DSC_0804

watch Za Salzburgiem, na granicy z Niemcami wielokilometrowy korek spowodowany kontrolami mającymi wyłapać nieproszonych gości hurtowo zaproszonych przez panią Merkel. Przedzierałem się między dwoma szeregami aut, co nie było łatwe bo kierowcy w korku nie patrzą w lusterka, a na dodatek nie poznałem jeszcze szwabskiego patentu na włączenie migających świateł awaryjnych. Nie ma oddzielnego przycisku jak we wszystkich normalnych motorach czy autach lecz trzeba po obu stronach kierownicy – też idiotyczny patent – równocześnie nacisnąć prawy i lewy kierunkowskaz. Ale do Fulpnes za Insbruckiem dotarłem przed godziną 16-tą.

DSC_0805
Fulpnes to urocze miasteczko, które jest tak ładne, że sama egzystencja w nim jest przyjemnością. Jeździmy na lodowcu Stubai. Śniegu w bród, pierwszego dnia zjechaliśmy z Robertem i Zbyszkiem, też fanami motocykli, nawet do samego dołu. Później trzeba było kończyć zjazd na stacji pośredniej.
Narciarstwo lodowcowe ma trochę inny charakter niż w zwykłych górach, gdzie są lasy, urokliwe schroniska, malownicze hale, gdzie jest po prostu ładniej. Narty na lodowcu pod względem sportowym są bez zarzutu, świetny śnieg, urozmaicone trasy. Ale jest to jednak fabryka, masowe ćwiczenia narciarskie, wciąż w tłumie, a posiłki spożywa się w wielkich zakładach gastronomicznych w stylu restauracji na dworcach kolejowych.
Trzeciego dnia załamała się pogoda, wiatr unieruchomił wyciągi, kto chciał mógł sobie kupić dzienny bilet na miejscowej górze w Fulpnes. Potem wiatr ucichł, ale zaczęły się mgły.

DSC_0797
Z niepokojem analizuję prognozy pogody, oby nie było śniegu. Był, ale w nocy. Przed wyjazdem muszę zgarnąć z motoru śnieg, temperatura parę stopni powyżej zera, mży deszcz. Przed wjazdem na autostradę szosa wznosi się lekko w górę i mżawka zamienia się w słaby opad śniegu. Ale potem jest już dobrze, tylko deszcz, a czasem nawet słońce. Kiedy rozgaszczam się w hotelu w Mikulowie reszta towarzystwa wyrusza właśnie autobusem do Warszawy. Dotrą tam kilka godzin przede mną. Od Brna do samego domu intensywnie pada lub leje jak z cebra. Ale to nic nie szkodzi, a wręcz przeciwnie, ulewa zmywa policję drogową, mogę więc bezpiecznie jechać z normalną szybkością 160-170 km/godz.
pawelkapuscinski.pl

Brak komentarzy

Skomentuj