Ukraina jak Kuba w 1962

Ukraina jak Kuba w 1962

Odbudowa imperium rosyjskiego czy kryzys kubański na odwrót? Szukając analogii historycznych do obecnej sytuacji w Europie sięga się często do 1914 r., a konflikt ukraiński tłumaczy chęcią odbudowy przez Putina imperium przynajmniej w granicach b. ZSRR, a może nawet Rosji carskiej. Chyba jednak bardziej przypomina to kryzys kubański z 1962 r…

Sowieci rozsierdzeni ulokowaniem przez USA w latach 1959 -1960 rakietowych pocisków balistycznych w Wielkiej Brytanii, Włoszech i Turcji podjęli bezczelną próbę zmianę układu sił na swoją korzyść. Na początku sierpnia 1962 r Amerykanie zauważyli, że Rosjanie budują na Kubie wyrzutnie rakiet atomowych. Zrealizowanie tych planów stworzyłoby niesłychanie niebezpieczną sytuacje na świecie. Pomijając nawet pokusę dla sowieckich władców Kremla zniszczenia w ciągu paru minut Stanów Zjednoczonych, to ulokowanie atomowych rakiet na Kubie mogłaby doprowadzić do wybuchu III wojny światowej wskutek zwykłego nieporozumienia, bo Amerykanie nie mieliby czasu na czekanie aż się pomyłka wyjaśni. Odpowiedzialność już nie tylko za bezpieczeństwo własnego kraju, ale wręcz losy świata zmusiła ówczesnego prezydenta USA, Johna Kennedy do zdecydowanego działania. Nie zważając na lamenty radzieckich dyplomatów i protesty lewicowych pacyfistów na Zachodzie, że łamie przepisy prawa międzynarodowego, narusza suwerenność Kuby i zagraża wolności żeglowania po wodach międzynarodowych, Kennedy ogłosił blokadę transportu środków bojowych na Kubę.

Mimo to w stronę wyspy popłynęły radzieckie frachtowce z olbrzymimi kadłubami rakiet na pokładach. Do ich ochrony 1 października wyruszyły z baz radzieckich cztery okręty podwodne i dwa inne operujące już na zachodnim Atlantyku. Amerykańska marynarka i lotnictwo ustaliły pozycję tych okrętów, co było o tyle łatwiejsze, że miały na szczęście napęd konwencjonalny więc musiały co pewien czas wynurzać się na powierzchnie w celu naładowania akumulatorów. 24 października o godz. 10 sekretarz obrony McNamara zaalarmował prezydenta Kennedy, że pierwsze dwa statki z ładunkiem rakietowym znajdują się już tylko kilka mil od strefy blokady. Prezydent uświadomił władcom Kremla, że jeśli spróbują złamać blokadę zatopi ich statki. Równocześnie na morzu trwała wojna nerwów. Amerykanie przy pomocy sonaru i małych ładunków wybuchowych sygnalizowali radzieckim podwodniakom polecenie natychmiastowego wynurzenia się. Jeden z rosyjskich kapitanów wydał już nawet rozkaz uzbrojenia torpedy w głowicę atomową i jak wykazało śledztwo w sprawie tego incydentu miał powiedzieć załodze „Zdmuchniemy ich teraz! Umrzemy, ale zatopimy ich wszystkich”. Na szczęście – a wojna była już o włos – kłopoty z napędem zmusiły go do wynurzenia się, a potem w asyście amerykańskich okrętów został odholowany przez holownik radziecki do bazy w Rosji. Inny groźny incydent przydarzył się stronie amerykańskiej, kiedy ścigana łódź podwodna zeszła na głębokość 250 metrów i zastawiła pułapki akustyczne, które amerykański operator sonaru pomylił z odgłosem odpalenia torped. Sekundy dzieliły od wystrzelenia przez amerykański niszczyciel samonaprowadzających się torped i miotaczy rakietowych bomb głębinowych. Trwała ofensywa dyplomatyczna. 28 października Chruszczow ustąpił i zawrócił okręty, a na wyspie zdemontował i wywiózł zainstalowane już wyrzutnie. Amerykanie zapłacili za to porozumienie zobowiązaniem do nieagresji na Kubę i wycofaniem swoich rakiet z Turcji. Nie przemoc, ale realistyczna dyplomacja zakończyła ten konflikt, który był groźny dla świata nie tylko w jego najgorętszej fazie, ale byłby potencjalnie jeszcze bardziej groźny gdyby Sowietom udało się zainstalować rakiety pod nosem Ameryki.

Ceną za zgodę na zjednoczenie Niemiec i bezkrwawe wycofanie Armii Radzieckiej z tego i innych krajów b. Układu Warszawskiego była zgoda na nie rozszerzanie NATO na wschód. Później Rosja złagodziła swoje stanowisko i akt o wzajemnej współpracy i bezpieczeństwie pomiędzy NATO a Federacją Rosyjską z maja 1997 r. zawierał już tylko zakaz stałego stacjonowania sił Paktu na terenie nowo przyjętych państw, zakaz umieszczania w nich broni atomowej i modyfikację limitów uzbrojenia konwencjonalnego. Otworzyło to możliwość przyjęcia do NATO Polski, Węgier i Czech w końcu lat 90., a następnie trzech republik bałtyckich, Rumunii, Bułgarii, Słowacji i Słowenii w 2004 r.

Kiedy jednak zaczęto dyskutować możliwość przyjęcia do NATO Gruzji, Rosja odpowiedziała wojną w 2008 r. W jej wyniku oderwano od tego kraju dwie prowincje zamieszkałe przez ludność rosyjskojęzyczną, Osetię i Abchazję i porzucono pomysł członkostwa Gruzji w Pakcie Północno – Atlantyckim.

Kiedy wyłoniony w wyniku Majdanu prozachodni rząd Ukrainy obrał kurs na NATO i UE, Rosja zaanektowała Krym i zainspirowała rebelię w rejonie Doniecka i Ługańska. Nikt już chyba nie może mieć wątpliwości, że tak jak pół wieku temu Kennedy nie pozwolił na instalacje rakiet na Kubie, a w końcu był to niezależny kraj, tak Putin nie dopuści do włączenia Ukrainy do NATO choćbyśmy nie wiem jak się na to oburzali i nie wiem jak tego pragnęli. Nikt? Parlament ukraiński zadecydował w grudniu o rezygnacji ze statusu państwa poza blokowego, a prezydent Petro Poroszenko ma nadzieję na przyznanie Ukrainie specjalnego statusu przez NATO. Czy w Europie i za Oceanem dobrze pamiętamy lekcję kubańską?

Brak komentarzy

Skomentuj