Tagi Posts tagged with "wyprawy motocyklowe"

wyprawy motocyklowe

положениео комиссиипо введению эффективного контракта  

страшные истории новосибирска Kiedy u Tomka zbieramy się w siedem motocykli, na niebie wiszą ołowiane chmury. Ale na poczatku czerwca jest ciepło więc umawiamy się, że deszczówki założymy dopiero jak zaczną padać pierwsze krople. Bocznymi drogami, kawałek nawet szutrem, dojeżdżamy do szlaku TIR-ów od Sochaczewa do Mińska. Przed Grójcem napotykamy 7-kilometrowy, stojący chyba od wielu godzin korek ciężarówek i aut osobowych. Ależ nam muszą zazdrościć kiedy swobodnie śmigamy obok nich.

http://ciaodj.com/love/porno-v-spalne-domashnee.html порно в спальне домашнее Tomek, organizator wypadu do Rumunii i natura wodzowska obejmuje komendę nad grupą i pewnie prowadzi w dość szybkim tempie. Koło Sandomierza niebo pozbywa się wody. Zaczyna padać, Tomek jedzie, przestaje padać, zaczyna lać, Tomek jedzie. Jest ulewa, Tomek jedzie, my za nim, w kufrach deszczówki. Pierwszy ja się buntuję kiedy woda zaczyna mi spływać po plecach i brzuchu. Jesteśmy przemoczeni do tzw. suchej nitki.

http://orel-smeta.ru/delo/znaki-sinusa-kosinusa-tangensa-i-kotangensa.html знаки синуса косинуса тангенса и котангенса IMAG0437

как сделать массу для депиляции Często się zdarza, że kierowców przyssie do kierownicy jakaś tajemna siła i nie potrafią się zatrzymać mimo chóru głośnych protestów ze strony pasażerów, żony, dziecka, teściowej i nawet psa. Podejrzewam, że tu zadziałało jeszcze coś innego. Faceci pracujący w korporacjach lub w ich cieniu potrzebują od czasu do czasu jakiejś męskiej przygody, żeby odreagować, żeby się sprawdzić. Czy dlatego tu, gdzie ja mówię o wycieczce lub podróży oni używają określenia „wyprawa”? Mokra różnica między wycieczką a wyprawą zostaje podkreślona kiedy stojąc przed światłami w jakimś podkarpackim miasteczku zostaję zmieciony przez Daniela. Zawadza mnie swoim kufrem tak skutecznie, że padam na asfalt. On zresztą też. Podnóżek wbija mi się w stopę, boli jak cholera, kufer zdeformowany, gmol przygięty. Szkody okazały się zresztą mniejsze niż przypuszczałem, za naprawę Motomirek wziął całe… 30 zł.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

порно пьяные в говно бабы луганск снято на телефон Lidka jadąca na jakiś zlot Afrika Twin opuściła nas wcześniej, za to w Dukli dołącza Toopi ze Śląska. Już na Węgrzech, na jakiejś dziurawej drodze, nieopodal małej wsi Lężan stwierdza, że lewy kufer chce się pożegnać z jego Afriką wskutek pęknięcia spawu mocowania. Mariusz rusza w stronę najbliższych zabudowań i po chwili wraca z informacją, że gospodarz ma spawarkę. Sprawdza się jego przekonanie, że jeśli trzeba coś naprawić, znajdziesz pomoc w najbliższych trzech domach. Już po ciemku docieramy do malowniczego miasteczka Tokaj. Nocujemy w uroczym pensjonacie gdzie chłopcy zarażeni Transfagarską i Transalpiną zawsze się zatrzymują jadąc do tego królestwa ostrych zakrętów i serpentyn.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

если жена спит мужчина очень хочется секса Na przejściu do Rumunii czekamy w długiej kolejce, bo dokładnie sprawdzają dokumenty. Dopisuję to do rachunku dla Merkel, sentymentalnej baby zakręconej na punkcie imigrantów. Za granicą jedziemy przez Satu Mare i Negresti ale za Boga nie pamiętam, w którym z tych miast jechaliśmy aleją przepięknych architektonicznie pensjonatów i nowoczesnych hoteli. Żeby nam się w głowach nie poprzewracało Tomek wybiera coraz węższe drogi asfaltowe, aż zjeżdżamy w drogę gruntową. Wysypana jest luźnym tłuczniem wielkości damskiej pięści. Trzymam lekko kierownicę, która trochę myszkuje i trzymam silnik na obrotach. Usta mi się nie zamykają, bo cały czas na głos przeklinam. Ale i innym ta „nawierzchnia” nie była w smak. Potem jedziemy gliniastą, wyboistą drogą polną, gdzie zaliczam parkingówę. Oficjalne wyjaśnienie brzmi, że moja wysoka szyba zniekształca obraz na pewnej wysokości i dlatego nie doceniłem głębokości dziury. W głębi duszy wiem, że jestem słaby w jeździe terenowej. Kiedy rzeczka nieznanej głębokości przegradza nam drogę zawracamy. Ale w żyłach pulsuje już nam andrenalina zagłuszająca zmęczenie. To się zemści na najbliższym postojach. Nieuwaga wynikająca ze zmęczenia spowodowała, że przed restauracją Toopi ustawił swój motocykl tak nieszczęśliwie, że przewraca się na nową maszynę Tomka. Podziwiam opanowanie właściciela przewróconej maszyny i wygłaszam umoralniającą pogadankę o tym, że skoro „gleba” na własnym motocyklu to hańba, to jak nazwać uszkodzenie maszyny kolegi!

нирвана полли перевод IMAG0442

Kiedy opuszczamy góry przejeżdżamy przez ładne wsie. Ale puste, tylko starzy ludzie siedzą na ławeczkach i patrzą przed siebie pustym wzrokiem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymujemy się w Sapanta i zwiedzamy tam słynny „wesoły cmentarz”. Krzyże i nagrobki są drewniane i pomalowane wesołymi kolorami, obrazki przedstawiają dowcipnie właściwości nieboszczyka.

20160610_190335

Kiedy ruszamy na urrra, wszyscy naraz – wspominałem o andrenalinie – w powstałym zamieszaniu Toopi swoim motocyklem „demontuje” kufer Jarka. Pęka aluminiowy odlew mocowania. Jarek okazuje się jednak prawdziwym Mc Goverem, ma w swym bagażu nawet piłę i z kawałków drewna z pobliskiego tartaku oraz tuzina trytek konstruuje drewniany stelarz. Konstrukcja wytrzymała aż do kraju.

IMG_20160610_200836

Jarek jest największym pechowcem nie dość, że kufer ma przyczepiony trytkami to jeszcze wysiadł mu akumulator. Swojego GS 1150 zapala na pych. Ale te awarie nie robią na nim najmniejszego wrażenia, pcha się w miejsca, gdzie inni wjechać się nie odważają.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nocujemy w przepięknym ośrodku hotelowym, wśród gór, kolacja w pawilonie ustawionym nad strumykiem, jemy pstrągi z tej rzeczki. Strumyk szemrze pod samym oknem sypialni.

IMAG0436

Nazajutrz jedziemy nieopodal obejrzeć najwyższą konstrukcję drewnianą na świecie, dzwonnicę kościelną. W drodze przez park Jarek nie domknął wizjera i tuż koło oka użądliła go osa. Puchnie w oczach. Opuchlizna nabiera kolorów. Za chwilę, z prawej strony wygląda jakby walczył z Kliczką na pełnym dystansie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kierujemy się na północny wschód, w rejon gminy z polskimi wsiami. Tomek wybiera drogę możliwie jak najbardziej krętą. Zaczyna się czar zakrętów i serpentyn. Tego nie zrozumie nikt poza motocyklistami. Manewr wygląda prosto i nieskomplikowanie. Przed wejściem w zakręt zmniejsza się szybkość, redukuje bieg, następnie robi się przeciwskręt, wypychając do przodu tę stronę kierownicy w którą motocykl ma się pochylić i dostosowując szybkość do pochylenia pokonuje się zakręt, a od połowy już przyśpiesza. Im większe pochylenie tym może być większa szybkość. Ale ileż w tym wszystkim miejsca na finezję i doskonalenie się. Czy wybrałem idealną linię? Ups! zakręt wyrzucił mnie na pas przeciwnego kierunku, dobrze, że nikt nie jechał! Cholera, dlaczego nie przydusiłem motoru głębiej w zakręt tylko zacząłem hamować? O! teraz znalazłem idealną linię skrętu. Dobrze, że później zacząłem hamować i szybciej dodawać gaz, przez to zbliżyłem się do jadącego przede mną. Nie bój się wejdź w tę agrafkę z większą szybkością. I tak idzie zakręt, za zakrętem a cały czas trwa wewnętrzny dialog motocyklisty ze sobą. Każdy zakręt jest inny, każdy niesie inne emocje i wnioski.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W deszczu docieramy do wsi, której polska, oficjalna nazwa brzmi Nowy Solan. Nocujemy w tamtejszym Domu Polskim, który pełni rolę domu kultury, klubo kawiarni i hotelu. Zaskakujące wrażenie jest, kiedy miejscowi rozmawiają na ulicy po polsku. Są to potomkowie „imigrantów”, których w XIX wieku, po odkryciu złóż soli sprowadzono z podkrakowskiej Wieliczki. Obydwie miejscowości oddalone od siebie przynajmniej o 1000 km, znajdowały się na terenie ówczesnych c.k. Austro-Węgier. Stelarz do mocowania kufrówAfryki Leżana znów potrzebuje interwencji mechanika, tym razem niezbędna jest śruba, którą donoszą miejscowi chłopcy.

Rano ruszamy w ulewnym deszczu, tylko Daniel zostaje bo chce wziąć udział w niedzielnej mszy odprawianej oczywiście po polsku w miejscowym kościele. Przez pierwsze dwie, trzy godziny ulewy spotykamy tylko dwóch motocyklistów. Masochiści jacyś, czy może też przerabiają wycieczkę krajoznawczą na męską wyprawę motocyklową? Zwiedzamy przepiękny wąwóz Bicas do którego wjeżdża się szosą pełną zakrętów i serpentyn. Podziwiam Leżana, który w najbardziej malowniczych miejscach, lekko zwalnia, wyciąga jedną ręką aparat z kieszeni i robi zdjęcia. Na krętych drogach górskich chłopcy tradycyjnie mi odjeżdżają. Jeszcze na pierwszym czy drugim zakręcie widzę zapalające się światła stopu, a potem tracę ich z oczu. Nie gonię ich, mam pewność, że zaczekają przy najbliższym rozwidleniu dróg. Ja bardzo rzadko dohamowywuje wchodząc w zakręt, najczęściej puszczam gaz dostatecznie wcześnie, żeby mój bokser GS 1200 sam zwolnił. Ale jazda po górach tą metodą pochłania więcej czasu niż sportowy styl czyli gaz od połowy zakrętu – wbicie wyższego biegu – hamulec – redukcja i od nowa to samo. Podziwiamy widok dwóch malowniczych zalewów, aczkolwiek pejzaż z wodą wygląda mniej zachęcająco gdy niebo jest ołowiane i siąpi deszcz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na wieczór dojeżdżamy do bardzo ładnego, dostatnio wyglądającego miasta. Trzyjęzyczna tablica na wjeździe informuje, że jest to Sighisoara, po niemiecku Schliessburg, a po węgiersku nie do wymówienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jutro podczas zwiedzania starego miasta rozumiemy dlaczego ma opinię najpiekniejszego w Rumunii. Chwile po nas dociera do naszego hoteliku Daniel, który chyba załatwił sobie z Najwyższym asystę osobistego Aniela Stróża. Wyjechał trzy godziny po nas i te około 400 km po górach, w deszczu pokonał tak szybko, że prawie nas dogonił. Lokujemy się w małym hoteliku i suszymy ciuchy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W sąsiednim hotelu oglądamy polski mecz ME. Vis a vis naszego lokum jest warsztat motocyklowy, którego uprzejmy właściciel udostępnia Leżanowi spawarkę, a Jarkowi pożycza kable rozruchowe i obiecuje sprowadzić nazajutrz akumulator. Spaw stelarza Afriki wykonany na Węgrzech nie wytrzymał trudów jazdy po dziurach, bo choć w Rumunii trudno jest je znaleźć Tomkowi się to udaje.

 

IMAG0454

Rano wyruszamy w stronę Mekki motocyklistów Europy Środkowej i Wschodniej, ale popularnej także na Zachodzie, słynnej trasy Transfogarskiej. Wjeżdżamy w rejony trochę biedniejsze, miejscowi mężczyźni noszą tu czarne kapelusze z szerokimi rondami, mijamy też wioski cygańskie. Trafiamy na manewry, czasowo pokrywające się z wielkimi manewrami NATO u nas. Po polach i drogach harcuję wojskowe Hummery, chłopcy w mundurach serdecznie nam machają, my ich pozdrawiamy. Słychać wystrzały jakiś dział, charkot radiostacji, słowem trwa zabawa w wojenkę na całego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Na Transfogarskiej dojeżdżamy do punktu w którym znak zakazu informuje, że powyżej trasa jest jeszcze zamknięta. Koledzy wyruszają jednak dalej, a ja i czterech motocyklistów z Węgier idziemy na kawę. Kiedy po godzinie moi kompani wracają mówią, że faktycznie prawie cała szerokość drogi blokowała lawina śnieżna i tylko Jarek zdecydował się na przejazd tuż nad przepaścią, a z powrotem wypchali go ze śniegu koledzy.

IMAG0499

Transfogarską zdobędą później, kiedy ja już będę wracał do domu. Nocleg znajdujemy w pięknym, starannie zadbanym ośrodku wypoczynkowym u stóp gór. Mamy tam dwa, dwu poziomowe apartamenty na cztery osoby. Za oknem panorama gór i widok na stawy z pstrągami. Dziś tylko Mariusz walnął kufrem swojej Hondy w motor kolegi, no i zgodnie z tradycją najweselszy i najbardziej beztroski z naszej grupy Toopi, ze Śląska wykonał efektowną parkingówę.

Rano Jarek i Daniel wracają do Sighisoara po akumulator, a ja zaczynam powrót. Na dojazd do Świeradowa Zdroju, na zlot klubu motocyklowego BMW preliminuje trzy dni. Nawigacja pokazuje wprawdzie, że jest to tylko nie wiele ponad 1200 km, ale z kilkoma granicami po drodze, z tą najważniejszą, granicą obszaru Schengen na wjeździe do Węgier. Nazajutrz, tylko z miejsca bliższego kraju rusza, też Toopi i tego samego dnia osiąga Śląsk. Reszta eksploruje serpentynowe zagłębie Rumunii, jeździ w te i we wte – jeśli dobrze zrozumiałem opowieści kolegów – Transalpinę i Transfogarską z północy na południe i z powrotem, albo może odwrotnie. W notkach, które mi przekazali znajduję też dwie uwagi w nawiasach („gleba Kuny na parkingu”) i („gleba przed noclegiem”) czyli nic specjalnego się nie działo. Gonitwę po zakrętach uzupełnili wizytą w  zamku Drakuli. Kiedy pokonali 1480 schodów prowadzących do tego zamku, Jarek odczuł nieprzemożną potrzebę odpoczynku horyzontalnego. ponieważ nie było gdzie połozył się na kamieniach. Kamienie podpisały się na jego plecach.

IMAG0580

Chłopcy obejrzeli też tzw. rumuńskiego Sfinksa czyli utwór skalny wyrzeźbiony przez wiatr, zaliczyli trasę off-road (dobrze, że wcześniej wyjechałem), wykąpali się w termach Boile Felix i zajechali do Tokaju po boski trunek, który tam wytwarzają. (Jest zupełnie niezwykły, kiedy się przedawkuje i ma nazajutrz kaca, to największą ochotę ma się właśnie na wino tokaj).

IMAG0596

Dwa dni przed zakończeniem wyprawy – no, chyba rzeczywiście wyprawy sądząc po uszczerbku w sprzęcie – oddziela się od grupy Daniel. Już w Polsce, w górach koło Piwnicznej, na zakręcie 180 stopni, przy pięknej pogodzie, na suchej jezdni łapie uślizg przedniego koła i wywraca się. Podarte spodnie, zeszlifowany kufer, oderwane mocowanie kufra. Ale właściwie nic się nie stało.

A ja rozpocząłem powrót z miejsca 80 km przed Sibiu, autostradą z której musiałem zjechać na 100 km objazd po górskiej pełnej zakrętów i TIR-ów drodze. Na granicy z Węgrami miła niespodzianka, przekraczam ją w 10 minut. Pod Budapesztem jestem więc już o 15 godz, wprawdzie gubię się na rozjazdach autostrady, ale ze stolicy Węgier do Warszawy to tylko krótki spacerek. W domu jestem późną nocą. Na liczniku mojego GS-a przybyło w ciągu tych 6 dni dokładnie 3011 km.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kto był raz na Syberii, ten będzie chciał tam jeszcze wracać…

Właściwie nie był to rajd lecz pielgrzymka. Różnica jest taka, że w rajdzie jazda na motocyklach stoi w centrum uwagi organizatorów, a w tym przypadku motocykle były raczej tylko środkiem transportu. Istotą XV Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego były zaś uroczystości religijno-patriotyczne w miejscach uświęconych krwią Polaków jak Katyń czy Miednoje lub mogiły zesłanych na Sybir uczestników Powstań Listopadowego i Styczniowego, a także Memoriały poświęcone rosyjskim ofiarom represji stalinowskich czy radzieckim jeńcom poległym w II Wojnie Światowej. Pielgrzymkowy charakter tegorocznej imprezy wynikał również z faktu, że trasę i program zaplanował nie motocyklista lecz ksiądz Dariusz Stańczyk, od niedawna proboszcz parafii w Tobolsku, który towarzyszył motocyklistom jadąc samochodem razem z komandorem Stowarzyszenia RK,Wiktorem Węgrzynem. Ksiądz okazał się zresztą doskonałym organizatorem uroczystości, świetnie dogadującym się z miejscowymi władzami

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Msza święta przed pomnikiem zamordowanych oficerów polskich w Katyniu

Uroczystości miały bardzo podniosły przebieg. Komandor tegorocznej trasy, pułkownik WP, Mieczysław Struś potrafił nauczyć naszą cywil bandę pięknych wojskowych rytuałów. Ta cała liturgia wojskowa, „Na moją komendę wszyscy baczność! Sztandar XV Międzynarodowego Rajdu Katyńskiego odprowadzić!”, to samo z pocztem wieńcowym, zniczowym, pochodnie wieczorem, hymn narodowy śpiewany na baczność, zawsze wszystkie cztery zwrotki itd. to wszystko robiło duże wrażenie i na uczestnikach i na miejscowych. Nie będę jednak tego wątku religijno-patriotycznego opisywał bo wszystkie te uroczystości były dokładnie relacjonowane w TV Trwam, a zdjęcia są na stronie internetowej. Ekipa tej telewizji cały czas towarzyszyła rajdowi. Czasem czułem się wręcz jak statysta w programie telewizyjnym reżyserowanym przez księdza kapelana dla tej stacji. Niekiedy można było też odnieść wrażenie, że TV jest najważniejszym narzędziem liturgicznym księdza , bo wiele religijnych wydarzeń zaczynał od upewnienia się „Telewizja jest? Gdzie jest fotograf?”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pożegnanie przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie

Ograniczę się zatem tylko do relacji strony motocyklowej rajdu. Bo motocykle odgrywały jednak dużą rolę. Kiedy przez rosyjskie miasta jechała konwojowana przez policję kilometrowej długości kolumna marszowa, początkowo 59, potem 57 motocykli udekorowanych proporczykami polskimi i rosyjskimi to było nas słychać i było nas widać. Wzbudzaliśmy sensację i na każdym kroku spotykaliśmy się z objawami serdecznej sympatii. Ludzie stawali na chodnikach, machali, uśmiechali się, kierowcy trąbili. Mieszkańcy miast nie mieli pretensji, że blokując boczne ulice i przejeżdżając przecznice na czerwonym świetle pogłębialiśmy i tak ogromny chaos komunikacyjny. A policja w sposób zupełnie nadzwyczajny tolerowała to nasze szarogęsienie się. (Nie wyobrażam sobie co by się działo gdyby to u nas rosyjscy motocykliści chcieli regulować ruch na ulicach, żeby ułatwić przejazd swojej kolumny). Z tego co widziałem to tylko jeden raz policja interweniowała. Kiedy jeden z naszych miał w Moskwie włączone migające światła stroboskopowe, bo to zdaje się zarezerwowane tam dla przejazdów kolumn rządowych. Nawet policyjna syrena na wozie komandora Węgrzyna im nie przeszkadzała, a policja białostocka tego przywileju organów porządku odebrać sobie nie pozwoliła.

Myślę, że nie dziesiątki, a setki tysięcy ludzi widziało przejazdy naszej długiej kolumny motocyklowej powiększonej jeszcze o terenowy samochód komandora Węgrzyna, trzy busy, samochód TV Trwam i przyłączających się bikerów rosyjskich na motocyklach. Swoje zrobiła zapewne też rosyjska telewizja, ale efekt był taki, że wszyscy o nas słyszeli, wiedzieli. Gdyby rząd chciał uzyskać podobny efekt promocji Polski w Rosji, tak pozytywnie wpłynąć na wizerunek Polaków to nie wiem czy znalazłby agencję PR zdolną do podjęcia się tego zadania nawet gdyby miała do dyspozycji budżet 20 milionowy…(Ale czy będziemy mieli kiedykolwiek rząd patrzący w przyszłość, wolny od resentymentów z czasów rozbiorów i wojny z 1920 r jak też sowieckiego zniewolenia w okresie PRL-u). Czy ta popularność rajdu w Rosji i niebywała życzliwość wobec jego uczestników była zasługą… imponującego widoku kolumny motocykli na ulicach kilkunastu rosyjskich miast, czy też jakąś rolę odegrało udekorowanie maszyn również rosyjskimi chorągiewkami co wyglądało jak wielka, wielodniowa manifestacja przyjaźni polsko-rosyjskiej? Nie wiem.

Podobno decyzję o wpuszczeniu rajdu na teren Federacji Rosyjskiej podjął w celach propagandowych sam Putin, ale nie chce mi się wierzyć, żeby jeden z najważniejszych przywódców świata zaprzątał sobie głowę takimi drobiazgami. To raczej interpretacja osób, dla których Rajd Katyński jest najważniejszą sprawą na świecie i którym się wydaje, że wszyscy podzielają to przekonanie. Ale gdyby tak rzeczywiście było to lokatorowi Kremla w pełni się ten propagandowy zamiar udał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed przejściem granicznym.

Wróćmy jednak do mojej opowieści w której to motocykle grają główną rolę

Mój maleńki zielony namiocik w kształcie psiej budki, a przed nim moje Varadero, Honda zdała egzamin,natomiast namiot bez tropiku okazał się kompletnym nieporozumieniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nocujemy w namiotach na terenie kościoła w Bielsku Podlaskim. Pobudka o 5 rano, po mszy i wspaniałym śniadaniu przygotowanym przez parafian ruszamy na Białoruś. Jechałem tą trasą w I Rajdzie Katyńskim w 2001 r. Już wtedy zadziwiła mnie doskonała jakość szosy do Grodna, teraz jest jeszcze lepsza. Wzdłuż szosy pięknie utrzymane wielkie pola. Także Mińsk, który obejrzymy z dala nazajutrz – teraz miasto z 1,8 mln mieszkańców – wyraźnie wyładniał.

Jedziemy w dużym upale, nie ma czasu na jedzenie, opuszczamy główny szlak, GPS Waldka prowadzi nas boczną drogą, asfalt przechodzi w gruntówke, jest piach i jakiś płytki rów w którym utknęło suzuki Wojtka, nie lubię of road, ale moje Varadero łatwo go pokonuje, z uznaniem patrzę jak dobrze radzą sobie z terenem Szymek na chopperze yamahy i Darek na harleyu. Wyjeżdżamy znów na asfalt, zbliża się wieczór, cały dzień bez jedzenia, upał na postojach, zmęczenie i niedospanie daje o sobie znać dekoncentracją. Na lekkim łuku Darek z nieznanych powodów zjeżdża ze skarpy w łąkę. Harley koziołkuje przez przednie koło do przodu, traci szybę, jedną z bocznych lamp. Jakimś cudem ważąca ponad 300 kg maszyna nie trafia w motocyklistę. Dzwonimy po Waldka, dowódcę naszej 9-osobowej grupy, który dojechał już na miejsce. Przyjeżdża busem z lawetą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Darek (na pierwszym planie) smuci się widokiem pokiereszowanego harleya, którego wyciągnęliśmy z pleneru na szosę. Za Wojtkiem, leży na poboczu urwana szyba.

Zbieramy porozrzucane fragmenty harleya, ładujemy motor i już mamy odjechać, kiedy okazuje się, że v-strom 650 Bronka nie chce odpalić. Także on trafia na lawetę i pozostanie na niej przez dwa dni zanim Bronek znajdzie przyczynę: spalony bezpiecznik alarmu. Jadąc na miejsce zbiórki w Bogdanowie wyobrażam sobie, że koledzy zaciekawieni kraksą harleya czekają na relację, oczywiście z herbatą. Tymczasem wszyscy są w kościółku i słuchają relacji jakiejś kobiety Jest ciemna noc, słabo oświetlony teren, odnajduję Grzesia, który prowadzi kuchnię polową, zagadnięty w sprawie herbaty wskazuje kierunek, gdzie jutro, kiedy się rozwidni zobaczę na studnię kołowrotem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szczęściem Szymek ma maszynkę gazową. Tymczasem paru chłopaków z Waldkiem na czele bierze się za harleya. Przyświecają sobie latarkami. W ruch idzie „pancer taśma”, Waldek odgina błotnik, łączy cięgła skrzyni biegów, stara się wyprostować kierownicę. Takim pokiereszowanym sprzętem Darek ruszy jutro na podbój Syberii. Chapeau bas!

Nocujemy w białoruskim kościółku, ja na dywanie pod jakimś ołtarzem, Wiktor Węgrzyn na macie pod ławkami. Robię mu zdjęcie bo mi się podoba, że choć w dzień nie dzieli losu motocyklistów jadąc wygodnie samochodem, to w nocy nie szuka dla siebie większych wygód.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze do Katynia zajeżdżamy na wielkie cmentarzysko ofiar czystek stalinowskich w Kuropatach, na przedmieściach Mińska. Celebrujemy hołd dla męczenników, wśród których jest wielu Polaków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Kuropatach, na przedmieściu Mińska hołd także dla prawosławnych  ofiar stalinowskich represji.

Na granicy białorusko-rosyjskiej chwilka wątpliwości. Mamy wizy, ale czy na pewno nas wpuszczą? Na wiosnę polskie władze nie przepuściły motocyklistów rosyjskich śpieszących do Berlina uczcić 70. rocznicę zwycięstwa nad Niemcami, choć też mieli ważne wizy polskie. A jednak! Po bardzo szybkiej i sprawnej kontroli paszportowej wjeżdżamy na teren Federacji Rosyjskiej. Gromkim SPASIBA żegnamy pograniczników. Odważna decyzja, w końcu odwiedzimy miejsca zbrodni komunistycznych popełnionych rosyjskimi rękoma i miejsce bitwy w której Polacy pokonali w 1610 r Rosjan i wprowadzili się na Kreml. A na dodatek, naszą kolumnę prowadzi w samochodzie z amerykańską rejestracją Polak z amerykańskim obywatelstwem. To tak, jakby do Polski pod dowództwem Eriki Steinbach wybrał się rajd motocyklistów niemieckich chcących uczcić pamięć swoich żołnierzy poległych w bitwie nad Bzurą. Rosjanie reagują spokojniej…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za Memoriałem w Katyniu nowa prawosławna świątynia.

Katyń to miejsce refleksji nad tragicznym losem kwiatu polskiej inteligencji. Usiłuje sobie wyobrazić co czuli niewinni oficerowie, często rezerwiści kiedy już nie mieli wątpliwości, że prowadzeni są na kaźń i czeka ich niezasłużona śmierć z dala od Ojczyzny. Sam memoriał wygląda jak w 2001 r, natomiast otoczenie się zmieniło. W pobliżu stanęła piękna cerkiewka.

Pochylamy się też nad prawosławnymi ofiarami NKWD w Katyniu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Smoleńsku zajeżdżamy m.in. na sławetne lotnisko, msza, uroczystości. Od tragicznego wypadku polskiego samolotu wiozącego Prezydenta RP i elitę polityczną naszego kraju minęło 5 lat i zezłomowane wojskowe ciężarówki i cysterny zdążyły zardzewieć ale i przed pięcioma laty to prymitywne lotnisko musiało wyglądać bardzo nędznie. Odwiedzamy w tym mieście dom dziecka, zostawiamy prezenty, oglądamy występ taneczny dzieciaków, a one mają frajdę mogąc usiąść na pięknych motocyklach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W domu dziecka w Smoleńsku nigdy nie było tak głośno

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z baku harleya Darka zaczyna kapać benzyna. Prosto na świece zapłonowe. Bronek znajduje przyczynę: padł o-ring szybkozłączki. Z gumowego kapturka kupionego za 3 ruble w pobliskim sklepie AGD wycina scyzorykiem uszczelkę. Trzymała do końca rajdu. Byłem pełen podziwu…

W drodze do Kłuszyna, na miejsce bitwy z 1610 r przejeżdżamy przez miasto Gagarin (d. Puszkino), nazwane tak na cześć pierwszego człowieka w kosmosie . Ucieleśnia całą złożoność tego kraju i jego ogromne kontrasty. Szkoda, że nie było czasu, jak zresztą codziennie, podczas całego rajdu, żeby się zatrzymać i zrobić zdjęcia. Nazwa miasta nawiązuje do największych światowych osiągnięć technicznych Rosjan, a równocześnie mamy przygnębiający widok jakiś nieczynnych fabryk, zrujnowanych instalacji, jakiś spalonych szop, rozwalonych budynków. I tak kilometr za kilometrem. A pod miastem długie, straszące oczodołami wybitych okien i wrót opuszczone budynki ferm w których hodowano kiedyś bydło, trzodę chlewną, owce. Wieś za wsią ten sam obrazek kraju w którym rozsypała się struktura organizacyjna rolnictwa, a nie powstała jeszcze nowa. Przejechawszy około 7 tys. km po Rosji tylko raz widziałem nowoczesną fermę hodowlaną. Podstawowym elementem krajobrazu są nieużytki…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcia, które zdążyłem zrobić w supermarkecie w Jarosławiu (zanim mnie ochrona nie wyrzuciła) nie wskazują jednak na to, żeby sankcje UE miały zagłodzić Rosjan….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie grozi im także awitaminoza, aczkolwiek rzeczywiście te owoce, które b. kołchoźnicy oferują przy drogach daleko odbiegają od standardów jakościowych owoców z importu sprzedawanych w miastach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rozbijamy namioty na miejscu bitwy pod Kłuszynem na trawiastym wzgórzu z widokiem na nie kończący się step. W dali widzę spore stado krów. W nocy potwornie marznę i wyrzucam sobie lekkomyślność. Jak można było zabrać namiot nie posiadający tropiku, na legowisko leje się jak deszcz woda kondensująca się na pokryciu namiotu. Wstajemy razem z porannymi zorzami, msza o 6 godz., kawałek kabanosa w roli śniadania i wyruszamy w stronę Moskwy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kapelan udziela komunię

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak co dzień wszystko pod silną presją czasu. Przejechaliśmy tylko parę kilometrów kiedy jeden z kolegów zderza się czołowo z terenową Ładą, po czym wpada na niego motocyklista jadący za nim. Wina rosyjskiego kierowcy jest tu słabym pocieszeniem, na szczęście wizyta w szpitalu wypada pomyślnie. Motocyklista kontynuuje rajd w busie, a motocykle zostają w ambasadzie w Moskwie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed Kremlem.

Przed Moskwą trafiamy na wielokilometrowy korek. Totalny chaos komunikacyjny na większości ulic tego olbrzymiego miasta w którym spokojnie zmieściłyby się ze dwie, trzy europejskie stolice wielkości Berlina. Zajeżdżamy na parking przed cerkwią w której kupuję za 50 rubli bochenek wspaniałego białego chleba. Zachował długo świeżość i przez następny tydzień wespół z polskimi kabanosami czasem chronił mnie przed głodem (lekkomyślnie nie wziąłem bowiem maszynki gazowej, a tylko grzałkę).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem Miła wizyta w polskiej ambasadzie, ciepły poczęstunek. Nocujemy w domu pielgrzyma przy katolickiej katedrze moskiewskiej, jesteśmy gośćmi arcybiskupa, ja w pokoju jednoosobowym za 60 euro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nazajutrz składamy wieńce m.in. na grobie barda, przyjaciela Polaków Włodzimierza Wysockiego, a na drugim cmentarzu na symbolicznym grobie generała Leopolda Okulickiego i ostatniego Delegata Rządu Londyńskiego, Jankowskiego. W charakterze ciekawostki oglądamy też znajdujący się nieopodal okazały nagrobek ich kata, niejakiego Blochina.

Grób Włodzimierza Wysockiego i piękne nagrobki na cmentarzu w Moskwie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Moskwy jedziemy do Włodzimierza na uroczystości na cmentarzu z udziałem mera miasta. W tym mieście towarzyszą nam dwaj rosyjscy bikerzy z klubu Nocne Wilki. Ich motocykle są udekorowane wielkimi klubowymi flagami (na zdjęciu poniżej)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze widzimy na szosie ekipę, która skończyła malować 20 mb. jezdni, robotnicy oparci o blokujący ten pas busik palą papierosy, sączą coca colę i czekają aż farba wyschnie. Nie wzrusza ich, że zwężenie szosy powoduje powstanie dwukilometrowego korka.

Stacje benzynowe w Rosji serwują zawsze dobrą i tanią benzynę i zadziwiają zawsze absurdalnym systemem – najpierw płacisz, potem tankujesz, jak zapłaciłeś za więcej niż się zmieściło w baku, odbierasz resztę, jak masz jeszcze miejsce w baku dopłacasz i dotankowujesz. Na ogół można płacić kartami płatniczymi, zjeść coś na ciepło, kupić coś w „mazinie” i za darmo załatwić się w czystym przybytku. Ale na Syberii bywają i takie zabytkowe latryny jak na zdjęciu poniżej, dumny napis informuje, że jest to Toalet i, że jest płatny 10 rubli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za Moskwą drogi równie dobre jak dotychczas, szerokie, pustawe, proste, z równym i przyczepnym asfaltem. Dużo TIR-ów. O ile samochody osobowe nie odbiegają standardem od tych, które jeżdżą po naszych drogach (różnią się tylko tym, że są przeważnie brudne), o tyle w transporcie towarowym dominują stare ciężarówki, jednak mają one zawsze sprawne światła, kierunkowskazy, światła stop i hamulce. Wobec naszych uprzedzeń zabrzmi to niewiarygodnie, ale na szosach rosyjskich czułem się bezpieczniej niż na polskich. Przejechawszy tam około 7 000 km nie widziałem, żadnego wypadku jeśli nie liczyć drobnej kolizji w stolicy Rosji, gdzie jeden Moskwiczanin najechał na bagażnik drugiemu. Natomiast w rowach sporo wielkich ciężarówek, których kierowcy najwyraźniej przysnęli podczas monotonnej jazdy na prostych szosach, co nie najlepiej świadczy o organizacji transportu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sesja fotograficzna naszych chłopaków z rosyjskimi motocyklistami w Suzdalu

We Włodzimierzu osiągnęliśmy już tę część Rosji, której nie udało się zająć Niemcom w czasie wojny. Tu też, jak w innych miastach, pomaga policja konwojując naszą kolumnę, ale nasi chłopcy blokują skrzyżowania, żeby kolumna motocykli nie musiała się podzielić. Tu dochodzi do jednego z dwóch incydentów, których byłem świadkiem. Jakiś krewki kierowca nie chce się podporządkować poleceniom naszego „szeryfa”, na szczęście nie dochodzi do rękoczynów.

Na nocleg jedziemy do Suzdalu, docieramy tam po ciemku i rozbijamy się na trawniku jakiegoś eleganckiego ośrodka wypoczynkowego. Pokój kosztuje 3450 rubli, decyduję się na namiot, na szczęście noc była ciepła. Nazajutrz jeździmy po okolicy Suzdalu dosłownie usłanej pięknymi klasztorami i cerkwiami. Tu były początki państwowości rosyjskiej. W XI wieku był tu kreml. Kreml to coś w rodzaju naszego Wawelu, siedziba władz świeckich i duchowych. Nawet fizycznie widać jak ściśle cerkiew prawosławna była spleciona z władzą państwową. W cerkwi męskiego klasztoru z XVI w dwóch mnichów urządza dla nas przepiękny koncert. Śpiewa tylko dwóch mężczyzn, a cerkiew przepełniają dźwięki tak gęste jakby to była cała orkiestra symfoniczna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Niżnym Nowogrodzie wymykam się z jakiegoś kolejnego eventu religijnego i pędzę w miasto kupić okulary do czytania. U nas wystarczy pójść w tym celu do supermarketu, a co najwyżej do apteki. Ale Rosja nie jest urządzona tak, żeby ludziom było wygodnie. Jest to ostatnie kryterium na które zwraca się uwagę. Szkieł do czytania nie znajduję nawet w aptekach, dopiero u optyka udaje mi się zdobyć „oczka” (rosyjska nazwa okularów) za 1400 rubli (ca 100 zł). Żałuję, że nie mam więcej czasu na zwiedzenie tego pięknego miasta położonego w miejscu w którym Oka wpada do Wołgi.

Kreml w Kazaniu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Im dalej na wschód tym bogaciej. Za Niżnym Nowogorodem wjeżdżamy jakby do innego kraju, czyste samochody, skromne chałupki ustępują miejsca coraz okazalszym domom. Zachwycam się Kazaniem, stolicą Republiki Tatarstan. Jest to miasto całkiem europejskie o standardzie powiedzmy Salzburga. Wjeżdża się do niego wielokilometrową oświetloną aleją, przez długi most nad Wołgą, która jest tu szeroka jak jaka cieśnina morska. W dole wiele wysp, z białym piaskiem jak na plażach morskich, eleganckie wille, wiele ma własne pomosty dla łódek. Potem aleja prowadzi przez las w którym stoją luksusowe hotele i motele. Jedziemy bulwarem wzdłuż kanału z którego tryskają fontanny, kończy się placem z ogromnymi wodotryskami. W oddali widzimy tutejszy kreml czyli zespół zamkowy z kopułami cerkwi, meczetu, jakąś wieżą i dachami jakiś budynków publicznych. Wszystkie religie, wszystkie kultury. Obiecuje sobie, że tu jeszcze przyjadę, ale w roli turysty, a nie pielgrzyma, która to rola coraz bardziej mi ciąży. Nocujemy w podziemiach kościoła, niektórzy idą na miasto, paru nawet do klubów. Ja w swoje nowe legowisko, bo Bronek za 600 rubli kupił mi tu wygodny materac, nie muszę obijać bioder na macie centymetrowej grubości. Ranek wita nas deszczową pogodą, wizyta w jakimś klasztorze i wyjeżdżamy do Ufy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następuje załamanie pogody. Najwyższa temperatura w tym dniu 11 stopni, rano 7 stopni, do tego cholerny wiatr, bo te ogromne płaskie przestrzenie dają się mu rozpędzić. Przypominam sobie szkolne nauki o sadzeniu ochronnych pasów leśnych w ZSRR. Leje deszcz, jezdnia jest śliska od błota naniesionego z bocznych dróg. Po południu jestem już mocno zmęczony, lekko przemoczony i bardzo przemarznięty. Podczas tankowania proponuję przystanek na herbatę, ale dowódca naszej grupy przynagla do pośpiechu, tak jak zresztą cały czas. Ruszamy, ale po kilkudziesięciu kilometrach zatrzymujemy się, żeby poczekać na Bronka, który został dłużej na stacji benzynowej, prowadzi bowiem księgowość wspólnych tankowań całej grupy. Stoimy, czekamy i nagle Darkowi odjeżdża noga na śliskim asfalcie i harley się przewraca. Trudno o lepszy dowód zmęczenia. Ma z nas wszystkich najgorzej, bo nie chroni go urwana szyba, a zgięta kierownica zmusza do przyjęcia niewygodnej, nie symetrycznej pozycji. Pół godziny później na prostej drodze, tuż przede mną, przewraca się na bok i razem z motorem szorując po szosie ześlizguje się na jej lewą stronę. Mówi, że dodał gazu na białym pasie. Dobrze, że nikt nie jechał, a tempo było umiarkowane. Harley ląduje na lawecie, znajdzie się tam jeszcze chopper, który spadł do rowu. Kierowcy jednak dojdą do siebie do rana, motory zostaną podreperowane i nazajutrz jadą o własnych siłach.

Na stacje benzynową w Ufie docieramy już po ciemku. Podobno komandor ze swoim sztabem pojechał jeszcze dalej za Ufę. Wciąż leje, wszędzie kałuże wody. Ktoś przynosi wiadomość, że możemy rozbić namioty za płotem stacji. Część bierze się za rozstawienie namiotów, dowódca jednej z grup załatwia swoim nocleg pod dachem. My, z Bronkiem i Wojtkiem urywamy się na poszukiwanie hotelu. Znajdujemy, ale bardzo drogi, Bronek bierze na siebie uregulowanie rachunku. Rano pławimy się w luksusie, apartament ma nawet własną banię, wyjeżdżamy dość późno, ale łatwo doganiamy grupę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Powyżej widok z okien naszego VIP-owskiego apartamentu na przedmieściu Ufy

Przed Czelabińskiem pamiątkowa fotka przed tablicą pokazującą, że tu zaczyna się Azja (poniżej). Czelabińsk zwany w czasie wojny Tankgradem był kuźnią arsenałów Czerwonej Armii. Czołgi chyba nadal są tu obecne, bo trafiamy na odcinek asfaltu typu tarka, najwyraźniej skutki przejazdu czołgów może na jakiś poligon doświadczalny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rozczarowuje mnie Ural, ostrzyłem sobie zęby na ostre zakręty, na serpentyny, a to takie łagodne górki jak Beskidy. Jesteśmy na Syberii, ale krajobraz jak w Polsce, może tylko więcej brzóz. I płasko jak na lotnisku.

Do Tobolska wjeżdżamy w ścianie deszczu. Czoło kolumny już stoi, zatrzymały się też motocykle z pierwszego szeregu naszej grupy. Bronek wolno dojeżdża i hamuje, ale ABS zignorował działanie hamulcy i suzuki Bronka wjeżdża w kufer bmw Emila, bmw pchnięty do przodu, odchyla kierowcę do tyłu, Emil puszcza wciśnięte sprzęgło i hamulec, motor skacze do przodu i wykręca efektowny piruet na sąsiednim pasie, a po drodze uszkadza kufer poprzedzającego go bandita 650 Waldka. Dobrze, że nazajutrz nigdzie nie jedziemy, liczę na to, że odpocznę i trochę odeśpię. Jesteśmy bowiem koszmarnie nie wyspani, codziennie wstając o świcie. Kilku kolegów skarży się, że musi walczyć z sennością podczas jazdy. Ale ja przeżywam prawdziwy dramat bo senność za kierownicą to mój najsłabszy punkt jako kierowcy. Dopada mnie ze wzmożoną siła przy wolnej jeździe. A my wleczemy się po pustych, szerokich i prostych szosach. Próbuje rozmawiać na ten temat z prowadzącym grupę Waldkiem, który zresztą sam mówi, że senność opuszcza go dopiero powyżej 130 km/godz, ale w grupie nie wszyscy lubią szybszą jazdę i trzeba się do nich dostosować. Ale jak długo można bezkarnie wlec się za tylnym kołem motocykla Szymka, nawet zabawnie podskakującego jak piłka bo mu wysiadł tylny amortyzator. Już pomijając, że kompletnie traci się całą przyjemność jazdy motocyklem, to jest to niebezpieczne ze względu na senność. Któregoś dnia mówię Waldkowi wprost, że nie daję rady, że opadła mi głowa w czasie jazdy, oczy mi się zamkneły, a ja znalazłem się na lewej stronie szosy i że nigdy nie byłem tak blisko poważnego wypadku. Proponuje mi motor na lawetę, a ja do busa. Postanawiam zostawać w tyle, jechać indywidualnie i robić sobie krótkie odpoczynki a następnie doganiać grupę. Ta metoda doskonale zdaje egzamin, aż do dnia, kiedy jechaliśmy z Kirowa do Jarosławia i akurat  kiedy my odpoczywaliśmy – dołączył do mnie Bronek – grupa skręciła, a my pogoniliśmy za nimi prosto. Kiedy się zorientowaliśmy w pomyłce byliśmy 65 kilometrów za trasą i drugie 65 km musieliśmy wracać. Na dodatek szosą o wyjątkowo podłej nawierzchni. Oczywiście w tym dniu nie dogoniliśmy grupy.

Mury kremla w Tobolsku i wieża ciśnień z trzema flagami: Tobolska z lewej strony, z sierpem i młotem w środku, dla uczczenia bardzo tu uroczyście obchodzonej 70 rocznicy zwycięstwa w Wojnie Ojczyźnianej i rosyjskiej z prawej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale to było później, na razie jesteśmy w Tobolsku,w pierwszej stolicy Syberii (do 1904 r.), potem przeniesionej do Tiumenia w związku z uruchomieniem tam stacji kolei transsyberyjskiej. Nocujemy w pomieszczeniach przeznaczonych dla pielgrzymów i w samym katolickim kościele Tobolsku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kilkusettysięczny Tobolsk szczyci się tym, że urodził się tu światowej sławy chemik Mendelejew. Przez 9 miesięcy mieszkał tu też ostatni car po pozbawieniu go władzy w 1918 r. Podobnie jak wszystkie miasta które odwiedziliśmy Tobolsk ma kilka uniwersytetów i instytutów. Słynie też z tego, że znajduje się w nim około 180 cerkwi. Pod dowództwem księdza kapelana idziemy zwiedzać tutejszy kreml, zespół cerkiewno-klasztorny i siedzibę przedstawiciela carskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest to tak piękne, że nie będę próbował opisywać, bardzo proszę obejrzeć zdjęcia. Kreml tobolski położony jest na wysokiej skarpie nad malowniczo wijącym się Irtyszem. Wszystkie budynki zostały gruntownie odremontowane w pierwszych latach XXI wieku. W całej Rosji odbudowano już wszystkie obiekty sakralne, powstają nowe cerkwie i klasztory, a życie religijne przeżywa niesłychany renesans (Putin też chodzi do cerkwi).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem zwiedzamy jeszcze położony 20 km w dół Irtyszu Abołak, atrakcję turystyczną w postaci wioski zbudowanej na wzór osiedli osadników syberyjskich z czasów Iwana Groźnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z Tobolska udajemy się do Tiumienia liczącej ponad pół miliona mieszkańców stolicy Syberii założonej w XVI wieku. W sposób nadzwyczajny opiekuje się tu nami miejscowa drogówka i niezwykle serdecznie pozdrawiają naszą kolumnę przechodnie i kierowcy.. Niektórzy oficerowie policji biorą udział w mszy świętej odprawionej przez naszego kapelana w małym polskim kościółku założonym w 1904 r. przez rodziny zesłańców i tzw. dobrowolców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W XIX w. część Polaków, zwłaszcza z zaboru austriackiego w poszukiwaniu lepszych perspektyw życia emigrowała do Ameryki, a wielu Polaków, zwłaszcza z Królestwa Kongresowego udawała się na zagospodarowywane dopiero tereny Syberii i dorobiła się tu znacznych majątków. Rozkwitły tu też nauki przyrodnicze, zwłaszcza geologia.

Wieczorem docieramy za Jekatierynburg, na miejsce gdzie spalono ciała zamordowanej w samym mieście w 1919 r. rodziny ostatniego cara Mikołaja II. Dokonano zabójstwa 11 osób w tym siedmioro członków carskiej rodziny. W latach 2000. powstał tu klasztor i wybudowano siedem cerkwi na cześć każdego zamordowanego Romanowa. Pełne są osobistych pamiątek Mikołaja II np. krzyż z relikwiami czy przepiękna ikona. Niestety przybyliśmy o zmroku i nie dało się zrobić dobrych zdjęć tych przepięknych budowli. Nocujemy za darmo w dużym i świetnie prowadzonym Domu Pielgrzyma, zwyczajową ofiarą jest 500 rubli (jakieś 6,5 euro), ale od nas nie chcą przyjąć pieniędzy. Następnego ranka zwiedzamy miasto. Po drodze widzimy ogromny pomnik Lenina, który najprawdopodobniej – dokumentacja jest jeszcze utajniona – podpisał rozkaz uśmiercenia cara, jego żony i dzieci.

Muzeum Techniki, Uniwersytet i centrum Jekatierynburga

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następnego dnia jedziemy do Permu, po drodze przekraczamy kolejną wielką syberyjską rzekę Kamę, przegrodzoną wysoką tamą. Niedaleko znajduje się fabryka ciężarówek Kamaz. W Permie nocujemy na stadionie, część w namiotach, większość w pomieszczeniu pod trybuną. Składa się ono głównie z korytarza gdzie na rozłożonych taflach teflonu ćwiczą młode łyżwiarki, w szerszym pomieszczeniu jakaś gimnastyczka ćwiczy pod okiem trenera.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gimnastycy się zwijają, żeby ustąpić nam miejsce, ale na stadionie do późnych godzin wieczornych trwa ruch, niektórzy biegają, inni ćwiczą na przyrządach gimnastycznych, pośrodku trwa jakiś amatorski mecz piłkarski. Kiedy podziwiam aktywność fizyczną społeczeństwa, jeden z rozmawiających z nami bikerów rosyjskich żartobliwie gasi mój entuzjazm: „99 procent pijut, a ten 1 procent, który nie pijut, właśnie tu biega”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Kirowa przyjeżdżamy w deszczu, nocujemy w wygodnym i stylowo zaaranżowanym przez dobrego designera hostelu na brzegu rzeki Wjatka, która jest w tym miejscu szersza niż Wisła w Warszawie. Na parterze pod hostelem znajduje się bardzo „klimatyczny” lokal, jest to bowiem budynek po starej tkalni. Większość rajdowiczów jedzie z kapelanem na mszę i jakąś wspólną kolację, kilka osób wymięka z obawy przed deszczem i idzie na kolację piętro niżej. Towarzyszy nam właściciel hostelu, który opowiada, że Kirow, przed wojną 25-tysięczna mieścina, swój rozwój zawdzięcza przeniesieniu do niego wielu fabryk ewakuowanych tu z Moskwy, kiedy jesienią 1941 r. Niemcy podeszli na 40 km pod stolicę. O ile 21 lat wcześniej pod Warszawą w podobnej sytuacji, tyle, że z bolszewikami w roli agresora stolicę ocalił cud nad Wisła to w przypadku Moskwy pomogła kontrofensywa doskonale wyekwipowanych dywizji syberyjskich. Między lotniskiem, a miastem stoi pomnik w kształcie zapory czołgowej w miejscu dokąd udało się dojść Wehrmachtowi.

Następnego ranka szykujemy się do 700 kilometrowej trasy do Jarosławia, niektórzy wstali już o 4 rano, ale wyjeżdżamy o 8. To na tym odcinku pobłądziliśmy z Bronkiem i nie dogoniliśmy grupy. W Jarosławiu dostajemy koordynaty na miejsce postoju, ale nawigacja wyprowadza nas 55 km za miasto, kiedy jest już ciemna noc, a my znajdujemy się na gruntowej drodze na jakimś pustkowiu zawracamy do najbliższego hotelu w mieście. Przejechaliśmy w tym dniu 930 km.

Rano, wyspani i wysuszeni ruszamy w pogoń za resztą. Udaje nam się dogonić tylko najwolniej jadącą grupę żółtych, która z reguły przyjeżdżała na miejsce zbiórek jako ostatnia. Wobec ciężkich warunków pogodowych żółci rezygnują z odwiedzenia zespołu sakralnego w Siergijew Posad nie daleko Moskwy i kierują się od razu na Miednoje. Bronek się upiera, żeby jednak próbować dogonić rajd i na szczęście udaje mu się mnie przekonać. Po drodze przejeżdżamy przez miejscowość o znajomej nazwie Borodino. Spotykamy resztę rajdu na olbrzymim parkingu przed klasztorami. Przekraczamy bramę i znajdujemy się w cudownym miejscu pełnym zabytkowych obiektów, które staram się opisać aparatem fotograficznym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pełno tu cudzoziemców z całego świata, dużo Japończyków. Kiedy wracamy na rozległy plac przed świątyniami środkiem ucieka jakiś młody człowiek, goniony przez grupę ludzi. Nasz dzielny kapelan bez chwili zastanowienia się z okrzykiem łapać złodzieja rzuca się w jego stronę, nie udaje mu się go złapać, ale wybija go z rytmu i kawałek dalej zostaje zatrzymany przez ochroniarza.

Z Bronkiem musimy zatankować motory więc znów tracimy kontakt z grupą. Nawigacja prowadzi nas krótszą drogą skrajem słynnego ośrodka atomistycznego Dubna – na wjeździe posterunek policji z bronią długą – i na prom więc szybko spotykamy naszych w Miednoje nieopodal Memoriału zamordowanych przez NKWD polskich oficerów i prawosławnych ofiar stalinowskich represji (których pamięć też uczciliśmy złożeniem wieńca, zniczy). Większość rozstawia namioty, część jedzie do pobliskiego ośrodka wypoczynkowego. Po rozmowie z Węgrzynem, który surowo ocenia mój nie regulaminowy „przeciw senny” tryb jazdy postanawiam wracać do domu sam, tą samą trasą co rajd w Rosji, omijając tylko Ostaszków. Biorę jeszcze udział w przepięknej, podniosłej uroczystości i mszy świętej w Miednoje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyruszam około 7 rano i po szybkim przelocie z Tweru po pustej, prostej jak strzała trasie z Moskwy na Rygę przez Wielkie Łuki (ponad 500 km) pojawiam się na granicy wczesnym popołudniem. Rosyjscy celnicy w poczuciu swojej władzy nie grzeszą uprzejmością wobec petentów, zwłaszcza, że widzą przed sobą jakąś dziwną figurę zabłoconą od stóp do głów, ale sprawnie przepuszczają mnie na teren UE. Z Łotyszami (a właściwie głównie łotewskimi Rosjanami) jest gorzej, odprawa przebiega w mieszanym stylu sowieckiej i brukselskiej biurokracji. Pod okiem celniczki muszę zjeść resztę kiełbasy, która przyszła na świat w jakiejś polskiej masarni bo do UE nie można przywozić z Rosji żywności. Nie mam map, ani nawigacji, ale droga na Kowno jest świetnie oznakowana. Mam zamiar nocować już w Polsce. Niestety na Litwie trafiam na odcinek remontowanej drogi z przemiennym ruchem co paręset metrów po pasie pełnym błota i wybojów. Niedaleko Kaunas (Kowna) w całkowitych ciemnościach, kierując się wskazówkami otrzymanymi na stacji benzynowej zjeżdżam w jakąś boczną drogę i po 2 km odnajduję hotel. Nie jest to hotel pierwszej kategorii, za 30 euro ze śniadaniem, otrzymuje klucz do pokoju z widocznymi śladami włamania. Po korytarzach i na klatce schodowej snują się jacyś rosyjskojęzyczni chudzielcy namiętnie palący papierosy. Pewnie sezonowi robotnicy bo rano przyjadą po nich pracodawcy. Rano ruszam przez Kowno, zresztą bardzo ładne miasto, Suwałki i Augustów do Warszawy, gdzie koło południa mam spotkanie z prawnikiem. Za Augustowem zatrzymuje się na herbatę i z przerażeniem stwierdzam, że nie mam portfela. Został 200 km stąd, w hotelu za Kownem, a ponieważ nie mam wielkich nadziei na jego odzyskanie blokuje karty płatnicze, pieniądze pobieram na paszport (nie zmieścił się na szczęście do portfela), tankuje do pełna i wracam do hotelu na Litwie. Po drodze modlę się – podobno najbardziej skuteczne są modlitwy do św. Antoniego – o to żebym znalazł hotel. Chyba rzeczywiście pomógł św. Antoni bo hotel znajduję, choć pamiętałem zupełnie inne otoczenie. Drzwi do mojego pokoju otwarte, tak jak je 5 godzin wcześniej zostawiłem, na szafce pusto, zrezygnowany rewiduję pokój i już mam opuścić go kiedy rzut oka na szafkę wyławia zgubę: na czarnym blacie leży czarny portfel.

Wracam przepiękną trasą z Augustowa na Białystok, późnym wieczorem jestem w domu. Na liczniku mojego Varadero przybyło 9300 km, a w głowie wiele obrazów zwłaszcza z Syberii i mocne postanowienie, że w przyszłym roku pojadę tam znów. Ale w roli turysty, a nie pielgrzyma-statysty w programie TV Trwam

Pawelkapuscinski.pl

PS. Podczas uroczystego zakończenia rajdu były przemówienia, grała orkiestra policyjna, były nagrody i podziękowania dla organizatorów i funkcyjnych. Dla motocyklistów – ogólne dla wszystkich i ogólnikowe. Nie wyróżniono najdzielniejszego z naszej grupy Darka Szulgowicza. Miał dwie kraksy, jedną dość poważna, taką po której zazwyczaj pauzuje się kilka miesięcy, zanim się człowiek odważy wsiąść na motor. A on jechał już następnego dnia i na prowizorycznie naprawionym motocyklu przejechał cała trasę. Mowa o naszej 9-osobowej grupie, a było ich sześć, być może takich cichych bohaterów było więcej…

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress