Tagi Posts tagged with "sankcje"

sankcje

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Kursk (1485 km od domu) tu złamano pancerny kręgosłup Wehrmachtu

Po drodze nocuję jeszcze w Briańsku, w bardzo przyzwoitej gostinicy Wiraż. Tu pierwszy raz zetknąłem się z homo sovieticus drzemiącym w wielu Rosjanach. Miła panienka w recepcji sztywnieje jak ją proszę o podstemplowanie karteczki imigracyjnej, którą mi wręczono na granicy z poleceniem, żebym ją strzegł jak źrenicy oka. Jak to? dziś jest 17-ty, a w karteczce napisałem, że przekroczę granicę 16-go. Ona nie może mnie zameldować! Na nic moje tłumaczenia, że w hotelu w Smoleńsku szefowa poszła do domu i zamknęła stemple w swoim biurku. Recepcjonistka dzwoni na policję i po krótkiej naradzie patrzy już na mnie łagodniejszym wzrokiem. Dostaję bumagę poświadczającą dwoma stemplami fakt zameldowania.

Podczas powrotu podobna historia spotkała mnie w nieodległym Orle. Tu podejrzany był nie tylko brak stempla w karteczce imigracyjnej, ale i to, że nie mogłem znaleźć dowodu zameldowania z ostatniego noclegu. Więc znów telefon na policję z korzystnym dla mnie werdyktem. Ale służbistka kseruje wszystkie strony mojego paszportu i pomiętoszone – jak to w podróży motocyklowej – kwitki jakie dostałem w niektórych hotelach. Ale podczas powrotu już byłem mądrzejszy o doświadczenie z paru hoteli na południu Rosji i na Krymie, gdzie w ogóle nie żądano ode mnie paszportu, ważne były tylko „dziengi”. Tę środkową część Rosji nazwałem w duchu Kacapią, a jej służbistych przedstawicieli Kacapami. Nawiasem mówiąc niepotrzebnie przechowywałem te kwitki zameldowań, na granicy, przy powrocie do Polski pies z kulawą nogą nie zainteresował się brakiem rosyjskiego stempla na karteczce imigracyjnej (może dlatego, że był stempel z hotelu w Mińsku).

Przy wyjeździe na Orieł, po obu stronach szosy memoriał upamiętniający bohaterów Wojny Ojczyźnianej (w której życie straciło 27 mln obywateli Związku Sowieckiego). Co chwila odzywa się klakson lub syrena. To przejeżdżający kierowcy tak salutują. Rosjanie to naród o wyjątkowej wrażliwości patriotycznej, przypominają w tym trochę Amerykanów.

ZIS Piat’ wygrał wojnę, a ja zdałem na nim prawo jazdy w 1958 roku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drodze do Kurska miałem jeszcze nie miły kontakt z kacapską korupcją. Jeden jedyny raz zatrzymała mnie w Rosji policja drogowa. Stało się to w miejscu w którym kontrolowała prawie wszystkich. Mnie wypatrzył oficer, dowódca patrolu. Nie żądał paszportu, nie sprawdzał wizy ani dowodu rejestracyjnego. Dokładnie wiedział czego szukać. Poprosił o prawo jazdy, rzucił na nie okiem, stwierdził, że jest nie ważne i zaprosił do radiowozu. To co przeżyłem przez następną godzinę to był majstersztyk korupcji. Oficer był bardzo profesjonalnie przygotowany do stworzenia sytuacji, z której nie było innego wyjścia niż zaproponowanie łapówki. Miał cały segregator ze skserowanymi prawami jazdy z różnych krajów. Dowiedziałem się, że polskie bezterminowe (wydane przed 2013) są nie ważne na terenie Rosji i innych krajów GUS. Pokazywał mi dziesiątki ksero różnych ogłoszeń, decyzji i ustaw publikowanych w urzędowych dziennikach. W smartfonie otwierał kolejne strony przepisów. Konkluzja była jedna: motocykl na parking, a ja mogę się udać na przystanek autobusowy. Kiedy wspomniałem o „strafie” pokazał mi taryfikator z którego wynikało, że za używanie pojazdu bez uprawnień poza wszystkimi restrykcjami płaci się 15000 rubli mandatu (poznani motocykliści rosyjscy mówili, że mandaty są w granicach 1000 – 5000 rubli). Podziękowałem za konsultację prawną i zaproponowałem 100 dolarów honorarium. Po chwili namysłu, 40 latek z 20 letnim stażem w policji rzucił, no dobrze, włóż tu. Ja i motocykl byliśmy wolni, ale dopiero rozpoczęliśmy podróż, jak ją kontynuować bez prawa jazdy? Zapewniłem, że trudno, w tej sytuacji wracam najkrótszą drogą do Polski. „A dlaczego – zaprotestował policjant – chciałeś zwiedzić Kursk, Wołgograd, to jedź tam” „Chętnie bym pojechał, ale przy następnej kontroli okaże się, że moje prawko nie ważne” „A coś ty – policjant lekceważąco machnął ręką w stronę swoich podwładnych – oni się na tym nie znają! Pokażesz motocykl w swoim prawie jazdy i nie będzie żadnej sprawy.”

Po powrocie dowiaduję się w starostwie, że moje prawo jazdy, jest jak najbardziej ważne i mogę sobie dowolnie jeździć po UE, ale w Rosji do dokumentu wydanego przed 2013 r. potrzebna jest międzynarodowa wkładka. Do kogo mieć pretensję, że nie otrzymałem tej informacji przy załatwianiu wizy i specjalnych ubezpieczeń?

W Rosji ważne, ale z wkładką IMG_20160605_081000IMG_20160605_080939

 

W Kursku zatrzymuje się w bardzo eleganckim i pustawym hotelu w peryferyjnej dzielnicy willowej. Tabun sprzątaczek, chmara eleganckich ochroniarzy po 50-tce, ogromny zupełnie nie wykorzystany westybul. Niegospodarność aż kłuje w oczy. Śniadanie w olbrzymiej sali, dwa stoliki zajęte, półmrok bo nie zapalają wielkich, kryształowych żyrandoli. Obsługuje kelner w garniturze. Najpierw się czeka 5-10 minut potem składa zamówienie. Można wybrać po jednym daniu z każdej grupy – chleb i ser lub jajecznica, następna grupa jakieś zupy i trzecia bliny, czwarta grupa napoje. W żadnym hotelu nie spotkałem szwedzkiego stołu. Proszę tylko o chleb i ser. Po 10 minutach dostaje dwa kuśtyczki chleba i dwa kawałki sera żółtego. Usiłuje kelnerowi przetłumaczyć, że to trochę skromnie, proszę o trzy takie porcje. Nie możliwe, jeśli jestem głodny mogę zamówić po jednym daniu z każdej grupy…

Hotel za ponad 40 dolarów

IMG_20160519_101205

To drobiazg, ale życie składa się z drobiazgów i przez te drobiazgi życie codzienne w Rosji jest bardzo trudne. O wszystkim nie decyduje rozsądek tylko norma i odpowiedni „zakon”. To ludzie się mają dostosować do przepisu, a nie odwrotnie. Zresztą nikogo nie obchodzi co chcą ludzie, to naczalstwo wszelkich rodzajów i stopni określa normy i potem cały olbrzymi kraj musi się do nich dostosować. (Mam nadzieję, że „Eurosojuz” jak tu nazywa się UE nie pójdzie w integrację polegającą na tym, że o każdym drobiazgu decyduje norma wymyślona w Brukseli). Niby jest w Rosji wolny rynek, ale jakiś dziwny, bez prawdziwej konkurencji i skrępowany „zakonami”. Wychowani w tym duchu pracownicy w ogóle nie myślą co zrobić, żeby klientowi było wygodniej, prościej. Odwiedziłem dziesiątki stacji benzynowych w Rosji i na żadnej nie spotkałem wiadra z wodą do mycia szyb i reflektorów, a szosy są tam pokryte błotem, więc jak padał deszcz miałem błoto nawet na czubku kasku. Już nie mówię o paranoicznym systemie tankowania – wynikającym z powszechnego braku zaufania – że najpierw się benzynę kupuje i płaci a potem tankuje. Czasem się udaje – głównie na stacjach Łukoilu – przekonać obsługę żeby zostawić kartę i zatankować do pełna. Na jednej stacji młodą dziewczynę, ale srogą służbistkę która jak mantrę powtarzała „nie nada” postanowiłem przećwiczyć, zresztą nie wiedziałem ile benzyny mi się zmieści. Więc najpierw kupiłem 10 litrów, zapłaciłem, wlałem, potem dokupiłem jeszcze 5 litrów, zatankowałem, a na koniec kupiłem dwa litry, zapłaciłem, ale już litr mi się nie zmieścił więc odebrałem zwrot 39 rubli.

Tu podkreślę, że tylko w stosunkach służbowych Rosjanie są jacyś nie ludzcy, w tym sensie, że nie zachowują się jak myślący ludzie tylko jak automaty stosujące odpowiedni dla danej sytuacji „zakon”. Natomiast w relacjach prywatnych są to najbardziej życzliwi, gościnni, serdeczni ludzie jakich kiedykolwiek spotkałem. Z najgorszego Kacapa wychodzi Rosjanin, dusza człowiek! Kiedy stawałem, żeby odpocząć natychmiast zatrzymywały się samochody i pytano mnie czy nic mi nie jest czy „wsio normalno?”. Kiedy na Krymie, w zupełnej głuszy położyłem się przy polnej drodze, żeby odpocząć i popatrzyć na morze i po godzinie przydreptał staruszek, czy „wsio normalno”, bo zobaczył z daleka, że jakiś człowiek leży. Ta gotowość do pomocy jest fantastyczną, wspaniałą i powszechną cechą Rosjan. A szczerze mówiąc to skrupulatne przestrzeganie „ZAKONÓW” też ma swoje dobre strony. Linia ciągła jest świętością, nikt jej nie przekroczy, samochody bezmyślnie wloką się za ciężarówką, choć na łuku widać kilka kilometrów całkiem wolnych. Także piesi na przejściach nie są płoszeni przez śpieszących się kierowców. Dzięki temu w Rosji jeździ się nieporównanie bezpieczniej niż w Polsce. W całej podróży widziałem tylko jedną stłuczkę…

Michaił, mój anioł stróż w Kursku

IMG_20160518_214009

Na parkingu przed supermarketem, nawiasem mówiąc wcale nie gorzej zaopatrzonym niż u nas, co chwila podchodzi jakiś motocyklista, zagaduje, życzy powodzenia. Pojawia się 40 latek, przedsiębiorca budowlany z Moskwy, Ukrainiec z pochodzenia, właściciel motocykla unikalnej marki Moto Morini. Michaił zaczyna od sakramentalnego czy wszystko w porządku. Za chwilę podjeżdża samochodem jego kuzyn Aleksiej (39 lat), też mający firmę w branży budowlanej. Z hotelu zabierają mnie do domu Aleksieja. Piękny nowy dom z 56 metrowym salonem, wysokość pomieszczeń: cztery metry. Przy grillu i piwku rozmawiamy o wszystkim. O koniunkturze która od dwóch lat strasznie się psuje, łączą to z Krymem, a nie ze spadkiem cen ropy, o inflacji i braku zamówień. Aleksiej jeździ BMW X5, pokazuje w garażu drugie takie samo BMW tylko całkiem nowe, musi je sprzedać bo nie wyrabia ze spłatą kredytów. Za samochód zapłacił 2 mln rubli, teraz kosztuje 3 mln rubli, tylko nikt go nie chce kupić. Nie znalazłby się też chętny na nowy dom, który Aleksiej był gotów sprzedać kiedy planował emigrację do Czech. Obaj nie lubią „Nocnych Wilków”, przyznają się do Schadenfreude, kiedy ich nie wpuszczono do Polski. O „Chirurgu” szefie tego motocyklowego klubu angażującego się w różne demonstracje polityczne, mówią że to nie motocyklista, a polityk. Podobno wielu członków innych klubów nie przepada za „Nocnymi Wilkami”. Nazajutrz Michaił poświęca mi jeszcze dwie godziny i eskortuje do swojego znajomego, dilera Germiny, który uruchamia mi nawigację. Wkłada też igłę w otworek w tablecie i resetuje mi sprzęt. Wreszcie mogę wsadzić głębiej Atlas pisany tak maleńką cyrylicą, że bez lupy ani rusz.

Ważny artykuł prof. Grzegorza Kołodki „Sankcje, które szkodzą. Także Polsce” opublikowała wprawdzie „Rzeczpospolita”, ale przeszedł nie zauważony czy też przemilczany przez inne media. Tezy profesora, byłego wicepremiera w trzech rządach:

Wycofanie się USA z sankcji gospodarczych wobec Kuby jest działaniem rozumnym, bo ponad 50-letni okres ich obowiązywania dowiódł, że są narzędziem całkowicie nieskutecznym. Niezrozumiałe jest więc nawoływanie do rozszerzania sankcji wobec Rosji. Nie udało się Zachodowi zmusić do zmiany kursu małej, ubogiej oraz słabej Kuby, nie uda się także wielkiej, zasobnej w paletę surowców i kapitał ludzki oraz silnej militarnie Rosji –pisze Kołodko. Wywołane zachodnimi sankcjami i rosyjskimi retorsjami szkody dla polskiej gospodarki sięgają już 4 mld zł rocznie. W 2014 r. eksport do Rosji zmalał o 1,3 mld dolarów, a w bieżącym roku będzie najprawdopodobniej o około 2 mld dolarów mniejszy niż w rekordowym 2013 r. Polska na antyrosyjskich sankcjach nic nie zyskuje,a niemało traci- pisze prof. Kołodko – A to, że na krótką metę zyskiwać na tym chcą i mogą niektórzy prawicowi politycy – kosztem polskich interesów – świadczy o tych politykach jak najgorzej. To ma więcej wspólnego z głupotą niż patriotyzmem, z krótkowzrocznością niż z pryncypialnością, z

Wycofanie się USA z sankcji gospodarczych wobec Kuby jest działaniem rozumnym, bo ponad 50-letni okres ich obowiązywania dowiódł, że są narzędziem całkowicie nieskutecznym. Niezrozumiałe jest więc nawoływanie do rozszerzania sankcji wobec Rosji. Nie udało się Zachodowi zmusić do zmiany kursu małej, ubogiej oraz słabej Kuby, nie uda się także wielkiej, zasobnej w paletę surowców i kapitał ludzki oraz silnej militarnie Rosji –pisze Kołodko. Wywołane zachodnimi sankcjami i rosyjskimi retorsjami szkody dla polskiej gospodarki sięgają już 4 mld zł rocznie.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress