Tagi Posts tagged with "Motocyklem na Krym"

Motocyklem na Krym

Rosja 2017

Impresje (1), ostrzeżenie dla kierowców

Zwracam się do tych, którzy czytali relacje z mojej zeszłorocznej podróży od Smoleńska po Krym, a w nich peany na temat bezpieczeństwa na drogach tego kraju. Puśćcie to w niepamięć. Moje tegoroczne wrażenia są diametralnie przeciwne. Na szosach, a już zwłaszcza w miastach trwa tam bezwzględny boj o każdy metr do przodu. Blachy i plastiki  fruwają w powietrzu, a stojące na jezdni samochody dopiero co uszkodzone w stłuczkach są stałym elementem krajobrazu komunikacyjnego. Nie wiem co się stało, nie rozumiem tego. W ubiegłym roku, w drugiej połowie maja w Rosji przybyło na liczniku mojego GS 1200 w sumie 6700 km , a spotkałem tylko jedna, jedyna kolizję, na głównej ulicy  Woroneża i  widziałem jeden TIR w rowie. W tym roku w sierpniu przejechaliśmy Drogami Pobiedy podobną, nieco tylko dłuższą  trasę od Sankt Petersburga do Sewastopola, w sumie 7500 km, a widziałem dziesiątki, jeśli nie setki stłuczek i kilka poważniejszych wypadków, z dachowaniem czy ze zmasakrowanym motocyklem w na poboczu szosy. Skąd taka dramatyczna zmiana? Może to pora roku spowodowała wzrost agresji i zniecierpliwienia kierowców. W zeszłym roku w maju było chłodno, w tym roku w sierpniu upalnie, najwyższą temperaturę pokazał mi komputer na Kubaniu: 38,5 stopni. A może to sezon urlopowy zadziałał, kto żyw śpieszył na południe, nie zwracając specjalnie uwagi na innych. Czyli jazda stylem moskiewskim.

Mówiłem dotychczas o Rosji, bo Moskwa stanowi odrębny przypadek. To jakby wyższa szkoła poruszania się w chaosie ulicznym. W tym jednym z największych miast na świecie (12 mln mieszkańców w 2012 r., w NY było 8 mln)  na metr kwadratowy jezdni przypada  z pięć samochodów i każdy w tym samym momencie chce go zająć. Przepisy drogowe są – z wyjątkiem czerwonych świateł – traktowane jako pewna wskazówka, a nie wymóg. Pierwszeństwo  przejazdu  przysługuje temu, kto szybciej dojrzy jakąś lukę w korku i błyskawicznie się w nią wciśnie, a nie do tego kto np. jedzie ulicą z pierwszeństwem. I nie może być inaczej bo ci z podporządkowanych ulic staliby po prostu godzinami albo w ogóle nie ruszyliby z miejsca. Kierowcy z bocznych ulic muszą podjąć ryzyko i zrobić szarże na kolumnę samochodów przesuwających się główna ulicą.  A do tego te odległości, wjechawszy  do stolicy Rosji z Sankt  Petersburga przez prawie 40 km jechaliśmy do centrum ścisłą miejską zabudową.

Nie ma pory dnia w której Moskwa byłaby przejezdna, tłok i zbite korki występują całą dobę na okrągło. Późnym wieczorem dżentelmen w luksusowej limuzynie BMW z komórką w ręku wyjechał z bocznej uliczki prosto na motocykl prowadzącego nasza grupkę sześciu motocykli Darka, szefa polskiego oddziału Nocnych Wilków, który po Rosji i po Moskwie jeździł motorem nie jeden raz. Poza otarciem lakieru nic się nie stało, ale ulice Moskwy są dosłownie usiane stojącymi samochodami świeżo po kolizji, w których nie raz bierze udział po kilku kierowców.  W centrum są ulice, gdzie w polu widzenia, na dystansie paruset metrów  stoi kilka ofiar stłuczek.

Moja dusza anarchisty nawet by pochwalała moskiewskie olewanie zasad kodeksu drogowego gdyby nie skutki,  te dziesiątki czy raczej setki stłuczek i wypadków dziennie. Tu od razu dodam, ze o ile wzajemnie wobec siebie  kierowcy moskiewscy są bezwzględni to wobec pieszych zachowują sie z większą kurtuazją niż kierowcy polscy. Nie widziałem, żeby jakieś auto  „pośpieszało” przechodnia na pasach, czy przejechało na żółtym świetle. Nawiasem mówiąc jak w większości nowoczesnych krajów sygnalizacja mruga tam przed zmiana świateł, a przedtem pokazuje ile jeszcze sekund trwać będzie aktualny kolor.

Moskwa to specyficzny „ekosystem”, a moskwiczanie to specyficzny rodzaj ludzi. Opisywałem jak w Rosji nie mogłem zejść z motocykla, żeby na poboczu szosy czy przystanku autobusowym trochę odpocząć. Natychmiast ktoś się zatrzymywał i troskliwie dopytywał „wsio normalno?”. A kiedy w Smoleńsku spytałem o drogę  rowerzystę, ten wyjął z plecaka zeszyt i pół godziny  rysował i wyjaśniał mi jak mam jechać. Natomiast w Moskwie kiedy chcesz zapytać o coś przechodnia ten udaje, ze cię nie zauważa, mija cię z wzrokiem utkwionym w daleki horyzont i dopiero kilka  kroków dalej zatrzyma się i ewentualnie odwróci . Ten sposób komunikacji z obcą osobą doświadczyłem na ulicach Moskwy kilkanaście razy.

Na Krymie pewnej młodziutkiej dziewczynie, która mieszka w Symferopolu przyznałem się, że nie podoba mi się stolica Krymu , w przeciwieństwie do np. Moskwy czy Sewastopolu.  A ona odparła, „no w Maskwie zywiut plochije ludi”. Po ulicznych doświadczeniach w stolicy Rosji domyślam się o co jej chodziło.

Szosy w Rosji są dobre, ale co z tego kiedy przed wjazdem do każdego miasta na dwóch pasach jadą, a częściej  stoję trzy rzędy samochodów, a ci co się nie zmieścili  na jezdni, włączając pas bezpieczeństwa, nierzadko rwą do przodu wyjeżdżonym szlakiem przez kartoflisko za rowem. Jeśli jeszcze się trafi jakiś remoncik to przez kilku kilometrowy korek poruszasz się skokami po pięć metrów. Jak łatwo obliczyć na dystansie kilometra motocyklista ściska klamkę sprzęgła 200 razy. Przedramie mdlało mi od tego wysiłku, dłoń wykręcały skurcze. To się skończy  za kilka lat bo w wielu miejscach widać prowadzone z wielkim  rozmachem budowy autostrad. Na razie, przed korkami na głównych szosach radzę uciekać w boczne drogi omijające większe miasta.

Ale to nie znaczy, ze jazda na motocyklu w Rosji nie sprawia człowiekowi  frajdy. Nigdzie, w żadnym europejskim kraju nie czułem się na motorze tak wolny. Czy to za sprawa bezkresnych stepów po horyzont i tego nieboskłonu, którego jest jakby więcej niż w krajach gdzie niebo zasłaniają drzewa, lasy, góry czy domy i osiedla. A może to poczucie swobody wynika stąd, że rosyjska policja nie interesuje się motocyklistami… Na całej trasie widziałem tylko dwa przenośne fotoradary. Bikerzy cieszą się też sympatią przechodniów i kierowców,  którzy grzecznie robią miejsce dla motoru wyprzedzającego kolumnę na trzeciego czy jadącego na czołowe spotkanie z pojazdem jadącym z przeciwka.  W miastach jeździ się w kaskach, w czapkach, w chustach, czy z gołą głową.  Jak komu pasuje. Kiedyś było  w obiegu takie powiedzonko „Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce”. W przypadku jazdy na motocyklu ono się całkowicie zdezaktualizowało. W żadnym kraju nie czuję się na motorze tak kontrolowany, tak na cenzurowanym, prawie jak przestępca – jak w Polsce.  (Może w Niemczech jest nie mniej stróżów prawa, ale tam nakazy i zakazy, ograniczenia i limity są rozsądniejsze, bardziej uzasadnione i  przez to dostosowanie się do nich jest mniej uciążliwe niż wtedy, kiedy decyduje o nich bezmyślny i złośliwy urzędnik). W Polsce trzeba cały czas wypatrywać patroli i zasadzek na kierowców jakby kraj był okupowany przez wroga. (W całej trasie 7,5 tys km, pierwszy i ostatni mandat zapłaciłem dopiero  na Bialorusi, jadąc z bezpieczna szybkością 120 km/godz, ale jakiś tamtejszy bezmózgowiec uznał, że na tym łagodnym luku drogi trzeba zwolnic do 80 km/godz.).

Na motorze zawsze wożę proporczyk biało-czerwony. Przyznam się, że wjeżdżając do Rosji zastanawiałem się czy antyrosyjskie fobie i działania naszego rządu nie spowodują jakiś niechętnych reakcji Rosjan wobec polskiego motocyklisty. Całkowicie płonne obawy. Na stacjach benzynowych kierowcy odnosili się bardzo sympatycznie, przepuszczali w kolejce, upewniali się czy jadę „z Polszy”, pytali ile kilometrów przejechałem. I zadziwiająco dużo osób opowiadało , że dziadek czy babcia ma polskie pochodzenie, albo że pracowali w Polsce. Dużo więcej nas łączy niż nam się wydaje…

Wspomniałem o stacji benzynowej. Nadal obowiązuje w tym kraju nieracjonalna procedura tankowania. Najpierw czeka się w kolejce do dystrybutora, potem wsadza  pistolet do baku i staje w kolejce do kasy, a po zatankowaniu przeważnie ponownie staje w kolejce, żeby dopłacić lub wziąć resztę. Jedynym pocieszeniem jest to, że w Rosji benzyna jest świetnej jakości i prawie o połowę tańsza niż u nas.

Nie mogę się doczekać, kiedy w Rosji będzie można normalnie tankować. Nie chodzi o to, że trwa to 25 minut zamiast 5 minut. Chodzi o to, że jest to wyrazisty objaw nieufności wobec klienta (i personelu stacji). Kiedy normalnie zatankuję w Rosji ,  poczuję, że jestem w normalnym obywatelskim kraju europejskim (niezależnie od tego czy na Placu Czerwonym będzie już można organizować parady równości czy nadal nie). Przyjaciółka, która zna Moskwę z czasów ZSRR opowiada, że wtedy w sklepie stało się w kolejce, żeby kupić np. ser, ekspedientka odważała go, pakowała, ale nie podawała klientce, żeby za niego zapłacił w kasie, lecz kwitek do kasy. Zakup otrzymywało się dopiero po ponownym odstaniu w kolejce i okazaniu dowodu zapłaty.  Teraz sklepy – nawiasem mówiąc nie gorzej zaopatrzone niż w Polsce – obsługują klientów normalnie. Trzeba wierzyć w progres…

 

Większa grupa motorów ma w Rosji status pojazdu uprzywilejowanego. Kiedy taka grupa zajeżdża na punkt poboru opłat na płatnej autostradzie, zaczynają tam obowiązywać specjalne zasady. Całkiem legalnie za jednym otwarciem szlabanu przejeżdża jedna para motocykli, ale zwykle rzuca się za nimi jeszcze kilku. Ostatni dostają szlabanem po kasku, lub go demontują, co dwa razy przydarzyło się też niżej podpisanemu na autostradzie z Moskwy do Woroneża. Trzeba jednak dodać, ze zarządcy autostradami wzięli sobie do serca potrzeby motocyklistów i robią szlabany  z lekkiego materiału i  lekko je przymocowują. Innym sposobem  rosyjskich bikerów na bezkosztowe pokonywanie bramek  polega na bliskim trzymaniu się za tyłem TIR-a przejeżdżającego przez punkt poboru opłat . Zanim szlaban opadnie, za ciężarówka zdąży przejechać kilka motorów. Ostatni czasem jak wyżej…

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress