Tagi Posts tagged with "Maroko"

Maroko

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

http://filmateur.ch/dat/seks-s-krasivoy-devushkoy-prosto-porno.html секс с красивой девушкой просто порно  

ресторан шиша москва Na pożegnanie Fezu ostatnia fotka z tarasu na dachu hotelu Jardin i dalej w drogę

зимняя спецодежда для руководящего состава Przygotowaliśmy się do podróżowania po Afryce, letnie buty, letnie kurtki, bawełniane podkoszulki, odjechaliśmy już kawał drogi w głąb lądu, a pogoda – w połowie kwietnia – jak u nas w chłodne lato. Każdy ma w bagażniku po kilka butelek wody, a tu ani śladu upału. Gorzej, dopada nas ulewa i towarzyszy nam aż do celu podróży w tym dniu, a jest nim Kasbah (oberża) Panorama. Przyjeżdżamy tam późnym wieczorem po ciemku brnąc w błocie przez jakieś nieużytki. Nie posądzałem się o takie umiejętności jazdy off-roadowej (ale co mają powiedzieć dwaj koledzy Jacek i Czesiek na ciężkich, sześciocylindrowych BMW GTL?).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

вздутие после еды что делать Panorama okazuje się niezwykle klimatycznym miejscem. Budynek zbudowany jest z wysuszonych bloczków gliny i gdyby nie dach o który bębni ulewa pewnie by się rozpłynęła na deszczu. Ale w środku jest luksusowym hotelem. Spotykamy  grupę Polaków uprawiających popularną tu turystykę terenowymi samochodami z napędem na cztery koła. Chłopcy są bardzo muzykalni, jeden z nich, Łodzianin pięknie śpiewa włoskie romanse, dołącza dwóch Arabów zawzięcie i rytmicznie walących w bębenki, mamy bardzo sympatyczny wieczór.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

занимательная грамматика 7 класс русский язык Nazajutrz widzimy za oknem powód dla którego Panorama jest tak popularna wśród turystów. W odległości paruset metrów puste, pustynne pole przechodzi w wysoką na kilkadziesiąt metrów wydmę piasku. Jest to jakby przednia straż Sahary. Wydma nosząca nazwę Erg Chebbi ma 7 km szerokości i 27 km długości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

http://pahawards.org/community/kak-reshat-zadachi-po-himii-oge.html как решать задачи по химии огэ U stóp góry piachu jak wybudowane z gliny domy miasteczka Merzouga, żyjącego z obsługi turystów i zaopatrywania ich w pamiątki, które inaczej niż na całym świecie nie są Made in China lecz są rzeczywiście miejscowego pochodzenia. Wkoło jakby zabronowane, puste pola na których „posiano” niewielkie kamienie, rosną nędzne drzewo-krzaki obgryzane przez rude wielbłądy. Czasem jakiś pastuch przegania przez szosę stado też brązowych kóz. Od czasu do czasu widać namioty koczowników. Przy jednej jurcie zauważam panel solarny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

фото и телефон женщин одиноких знакомство питер Do pełnej cywilizacji jest stąd sto kilkadziesiąt kilometrów. Er Rachidia jest pięknym, pastelowo-różowym miastem z własnym lotniskiem i pełnymi samochodów i przechodniów ulicami. Można by pomyśleć, że jest się w jakimś kraju południowej Europy gdyby nie mauretańska architektura domów z płaskimi dachami i gdyby nie czystość, która mogłaby zawstydzić śmieciarzy np. z Sycylii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

секс с симпатичной мамкой видео Na południu miało być biednie, nie bardzo to widać po wyglądzie miast i miasteczek. Tylko ludzie są biedni i namiętnie usiłują zarobić parę drachm sprzedając jakieś kamienie półszlachetne, wisiorki, pierścionki i inne ozdoby lub świadcząc jakąś przysługę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tankujemy przeważnie dwa razy dziennie. Benzyna dobrej jakości kosztuje wszędzie tyle samo, a pompiarze skrupulatnie wydają resztę. Spotykamy tu często podstawowy środek lokomocji i transportu towarów: ryksze. Z przodu motocykl z tyłu platforma. Często duże napisy informują, że jest to pojazd tak „renomowanych” marek jak Kewesaki, Koyota, Suzuyama…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kierujemy się w stronę Atlasu, wysokie ośnieżone szczyty coraz bliżej. Czeka nas tam przygoda, której się nie spodziewaliśmy… Ale na razie gnamy luksusową szosą wśród czerwonego krajobrazu mogącego służyć jako sceneria do filmów przedstawiających powierzchnię Marsa. Mijamy miasteczka i górujące nad okolicą kazby czyli fortece.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wreszcie docieramy do podnóża Atlasu i wjeżdżamy w wąski malowniczy wąwóz z pionowymi skałami w kolorze ochry. Dołem wzdłuż asfaltowej szosy wartko płynie szeroki strumień. Przed wjazdem do wąwozu parking z turystycznymi autobusami i ciężarówkami przerobionymi na kampery.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłum turystów. Jedziemy dalej, tu nie spotykamy już ludzi za to coraz częściej drogę przegradzają strumyki przelewające się przez asfalt. Są na tyle płytkie, że nie stwarzają problemów, jeśli nie liczyć przemoczonych butów i nogawek. Świeci słoneczko i jest jeszcze przyjemnie.

IMG_7014 (1)

Wspinamy się coraz wyżej i zaczyna być coraz chłodniej. Zmieniam obuwie na suche. Za miasteczkiem drogę przegradza nam spora rzeka. Zsiadamy z motorów, naradzamy się, sondujemy głębokość, zbierają się kibice, kierowcy wysoko zawieszonych dostawczych ciężarówek pokazują, że damy radę. I faktycznie kolejno przejeżdżamy przez rzekę, ciężkie GTL z asystą. Na drugim brzegu zmieniam buty na trzecią parę, jest już popołudnie, słońce coraz częściej przesłaniają chmurki, jest coraz chłodniej. Jedziemy wciąż w górę, temperatura spada, powyżej widać spłachetki śniegu. W tym dniu wspięliśmy się na wysokość 2670 m, a temperatura spadła do 6 stopni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W małej berberyjskiej wiosce Paweł prowadzi nas w wąską uliczkę między nędznymi zabudowaniami, która według mapy ma się kończyć szutrową drogą, ale kończy się polem, a droga okazuje się koleinami wyrytymi w błocie, pełnymi kałuż i dołów. Bohatersko jedziemy kilkaset metrów, ale w końcu dajemy za wygraną i zawracamy do wioski. Tam czeka już na nas tłum dzieci. Mali Berberowie zachowują się inaczej niż ich arabscy rówieśnicy. Chcą koniecznie coś dostać, pewien malec chce, żeby mu dać skarpetki, które suszę pod pajączkiem, na miejscu pasażera. Kiedy otwieram centralny kufer, żeby sięgnąć po wodę momentalnie widzę w nim chudą łapkę grzebiącą wśród moich rzeczy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Słońce zachodzi, robi się chłodno, wszyscy jesteśmy przemoczeni. Zawracamy i dojeżdżamy do rzeki, którą parę godzin wcześniej już forsowaliśmy w tę stronę. Przed brodem skręcamy w drugie rozgałęzienie szosy i znów jedziemy w bezludne pustkowie wysokiego Atlasu. Zaczyna się ściemniać, przejeżdżamy przez kilka strumieni aż dojeżdżamy do tej samej rzeki, tylko, że tu jest ona głębsza i jeszcze bardziej wartka. Jesteśmy w pułapce. Wracamy 10 km do rzeki, którą już sforsowaliśmy. Wody jakby w niej więcej, ale dajemy radę. Mnie i Pawłowi kończy się benzyna. W najbliższej osadzie, w kompletnych ciemnościach rozświetlonych tylko ręcznymi latarkami, w „stacji benzynowej” składającej się z beczki i ręcznej pompy tankujemy paliwo. Przed północą docieramy do eleganckiej oberży w której Paweł zarezerwował nam nocleg.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dopiero rano, z okna pokoju widzę jaka to piękna okolica

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedy zacząłem się zastanawiać jak zatytułować swoje obserwacje i rozmyślania podczas 4 400 kilometrowej podróży motocyklem (BMW R1150 GS z 2001 r) po Maroku przyszły mi do głowy trzy spostrzeżenia, które najbardziej różniły się od tego co spodziewałem się zobaczyć w tym afrykańskim kraju graniczącym z pustynią Sahara.

Wyobrażałem sobie ten kraj w rodzaju Egiptu, pustynny i zasłany… torebkami foliowymi. Nic bardziej fałszywego. Maroko jest duże (447 tys. km kw. , Polska 312 tys.) i w znacznej części pokryty górami (o wysokości do 4160 m n.p.m.) co łącznie z wpływem Oceanu Atlantyckiego (prawie 1900 km wybrzeża Oceanu i Morza Śródziemnego) powoduje, że inaczej niż np. w Grecji czy Chorwacji, już nie mówiąc o Egipcie krajobraz jest prawie wszędzie zielony, a w górach  drzewa rosną na większej wysokości niż u nas. Zaskakuje obfitość wody, często widzi się rzeki, jeziora, sztuczne zalewy, strumyki z małymi wodospadami, kanały irygacyjne czy choćby duże kałuże wody w wyschniętych korytach rzek, które na południu kraju „czynne” są tylko okresowo. Jeśli zaś chodzi o czystość, to w miastach jest tak jak u nas, czyli poprawnie, natomiast poza miastami tam jest bez porównania czyściej. Nigdzie, w żadnym rowie przy drodze nie widziałem wyrzuconego z samochodu worka ze śmieciami, butelek czy puszek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W wielu krajach arabskich turyści narażeni są na nachalne zainteresowanie miejscowych. W Maroku to zainteresowanie ma przyjazny charakter, a dzieci (których jest tu mnóstwo:1/3 społeczeństwa) pozdrawiały naszą grupę sześciu motocykli tak entuzjastycznie jakbyśmy rozrzucali dolary. Na trasie spotkałem 70 letniego Holendra samotnie podróżującego motocyklem, który w Maroku był już 30 razy, często przejazdem do Mali czy Senegalu. Twierdził, że to absolutnie bezpieczny kraj, na ogół nocuje w namiocie rozbitym „na dziko”, na motocyklu na ulicy zostawia kask, rękawice i nigdy mu nic nie zginęło. W końcu to kraj muzułmański, gdzie za kradzież obcinano ręce…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bramą do Maroka jest hiszpańskie miasto Malaga gdzie przyleciałem z Warszawy liniami norweskimi za jedne 600 zł w obie strony. Paweł przywiózł nam tu motocykle busem z przyczepą. Zestaw transportowy zostawił po prostu i bezpłatnie na pierwszej lepszej ulicy gdzie nie było żadnego zakazu. Jest to takie dziwne miasto – dziwne dla nas, przybyszy z krajów o represyjnym nastawieniu wobec zmotoryzowanych ze strony wszystkich, którzy maja jakąkolwiek władzę – gdzie można parkować wszędzie (o ile nie ma ograniczeń np. przed hotelem czy szpitalem) i to bezpłatnie. Władze miejskie mają tu inne podejście do swoich „poddanych” i ich potrzeb. Np. w Torremolinos, opodal Malagi widziałem dwa komunalne place zabaw specjalnie dla psów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z wejściem ze śluzą, żeby wychodzący zwierzak nie wypadł na ulicę, z przyrządami „gimnastycznymi” jak kładka-huśtawka czy drabina przystosowana dla czworonogów.

Z Malagi jedziemy 120 km szeroką trasą szybkiego ruchu, równoległą do płatnej autostrady, do portu w Algeciras, na Zachód od Gibraltaru. Morze, góry, eleganckie hotele, piękne widoki przypominające Lazurowe Wybrzeże, francuską perłę Morza Śródziemnego Z ciężkich chmur zaczyna padać deszcz. W połowie kwietnia jest zaledwie kilkanaście stopni ciepła. Po półtorej godzinie płynięcia promem, lądujemy w hiszpańskiej enklawie Ceuta, już w Afryce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest to przepiękne, bogate miasto położone na siedmiu wzgórzach i półwyspie wrzynającym się w Morze Śródziemne. Na zdjęciu słynny pomnik Herkulesa rozpychającego brzegi Afryki i Europy. Przejście graniczne, po stronie marokańskiej zdaje się początkowo potwierdzać wszystkie uprzedzenia wobec krajów arabskich. Otacza nas kilkunastu bezzębnych, czterdziestoletnich staruszków w szlafrokach z kapturami oferujących pomoc w wypełnieniu dokumentów. I faktycznie sprawnie wypisują nam jakieś papierki i zręcznie kierują do umundurowanych pograniczników. Biorą za to po 10 drachm od łebka czyli po jednym euro. Opłacało się bo cała odprawa trwała może 15 minut choć kontrola graniczna jest pięcioetapowa. Jeden mundurowy stawia stempel, po czym idzie się do następnego, kilkanaście metrów dalej, który sprawdza pieczątkę i kieruje do następnego itd.

Pierwsze wrażenie po marokańskiej stronie granicy jest fatalne. Podchodzą jak wygłodniałe psy odpędzane przez policjantów jacyś młodzi oberwańcy przy których warszawscy bezdomni wyglądają jak dżentelmeni z londyńskiej City. Żebrzą o pieniądze, coś do jedzenia, papierosa. Opisuje ten incydent, żebyście się na początku nie zrazili do tego kraju i jego mieszkańców. To nie byli Arabowie lecz Cyganie. I już nigdy więcej, podczas całej trasy liczącej 4000 km nic podobnego się nam nie przydarzyło.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dokładnie opisana historia tych ziem liczy ponad trzy tysiąclecia. Zajmujące 40 hektarów ruiny rzymskiego miasta Volubilis słyną z świetnie zachowanych mozaik. A najstarszy kamienny eksponat datowany jest na 285 rok przed naszą erą. .Jeszcze wcześniej tę część Afryki kolonizowali Fenicjanie bo już w XII wieku przed naszą era budowali pałace, miasta, porty. W tym czasie nasi przodkowie zajmowali się zbieractwem i mieszkali albo jeszcze w szałasach albo może już w kurnych chatach. Potem w V w p. n. e. rozwijali ten kraj Kartagińczycy, a sto lat przed urodzeniem Chrystusa zaczęli się tu osiedlać Rzymianie. I pozostawili po sobie nie tylko ruiny wspaniałych budowli czy nawet całych miast, ale też genetyczne ślady wielowiekowej kultury widoczne na twarzach współczesnych mieszkańców Maroka. Są kulturalni, noszą się godnie a ich ciemne oczy błyszczą inteligencją. Co się zaś tyczy urody kobiet, to trzeba przyznać, że Berlusconi ma świetny gust (bohaterką bunga-bunga była młoda Marokanka). Kobiety w kolorowych powłóczystych szatach, z włosami zakrytymi lub nie tworzą barwny element marokańskich miast. Ale zasiedlają je głównie dzieci, grzecznie, dużymi grupami idące lub jadące na rowerach do szkoły albo wracające z niej. Szkoły są duże ogrodzone murami – które w Maroku pełnią funkcję zwykłych ogrodzeń – i czynne od rana do wieczora. Najwyraźniej muzułmańskie Maroko nie ma problemów z niżem demograficznym (w latach 50-tych 7 mln mieszkańców, ostatnio ponad 32 mln) i szkoły muszą pracować na dwie zmiany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z przejścia granicznego jedziemy pięknym bulwarem (w drodze powrotnej pojedziemy równoległym odcinkiem malowniczej autostrady) wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego mijając ogrody ekskluzywnych hoteli do miasta Tetuan. Europejskie, pełne palm i zieleni miasto z architekturą, którą nazwałbym „mauretańską” i imponującymi gmachami różnych urzędów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A potem Paweł poprowadzi nas na boczną drogę prowadzącą dziesiątkami jeśli nie setkami serpentyn przez masyw górski Er Rif. Tu ze zdumieniem stwierdzamy, że drogi w Maroku, nie tylko w tej części najbliższej Europie, ale jak się potem okazało, w całym kraju, są bez porównania lepsze niż w Polsce. Mają lepszą nawierzchnie i są lepiej utrzymane! I oznakowane! To znaczy jest najwyżej jeden procent tych wszystkich znaków drogowych jakie są ustawione przy polskich szosach i ulicach. Ta lawina znaków drogowych w Polsce wywołuje co najwyżej oczopląs kierowców, a na pewno nie poprawia bezpieczeństwa. Tam są w zasadzie tylko znaki stop i dwa znaki ograniczające prędkość: do 60 km/godz w miastach i do 100 km/godz. na szosach. Te ograniczenia są tak rozsądne, że choć mijaliśmy dziesiątki posterunków policyjnych czy królewskiej żandarmerii monitorujących szybkość pojazdów wjeżdżających do miast czy osiedli nigdy nie wpadliśmy w pułapkę radarową, bo tak liberalne przepisy przestrzega się bez przymusu. Nawiasem mówiąc w czasie całej podróży po Maroku i paruset kilometrów po Hiszpanii, łącznie około 4500 km widzieliśmy jedną, jedyną kolizję. W bezludnej okolicy jakiś kierowca osobowego auta najechał z tyłu ciężarówkę. Pewnie zaspał. W Polsce na tak długiej trasie widzielibyśmy zapewne sto razy więcej stłuczek i kolizji. Dokładnie tyle razy więcej ile razy więcej lobby producentów znaków drogowych i polscy urzędnicy uwielbiający wychowywać, zakazywać, nakazywać umieścili tych znaków przy naszych drogach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy kontakt z marokańską gastronomią w jej ulicznym wydaniu. Na ulicy, pod zadaszeniem z plandeki wiszą półtusze wołowe i baranie. Na pocieszenie dodam, że w Maroku nie ma much i innych latających insektów (za to na południu można spotkać – choć lepiej nie – skorpiony).Tuż obok duży grill. Wyobrażam sobie jakby na ten widok zareagowały paniusie z naszego SANEPID-u…Do steków wołowych podają sałatkę z pomidorów, cebuli i papryki. Zjadamy to ze smakiem puszczając mimo uszu przestrogi przed jedzeniem surowizny w tym afrykańskim kraju. Przez cały pobyt myjemy zęby wodą z kranu, pijemy owocowe soki wyciskane na ulicznych straganach i właściwie nikt z naszej ósemki nie miał żadnych, a przynajmniej wymagających czegoś więcej niż węgla, sensacji żołądkowych. Zemsta Faraona czyha na wydelikacone żołądki Europejczyków w Egipcie, tu nie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem docieramy do malowniczego Chefchaouene, z domami pomalowanymi na niebiesko i piękną starówką. Nocujemy w klimatycznej oberży urządzonej z najwyższym estetycznym smakiem. Nie jest to wyjątek. Wszystkie zabudowania w Maroku są mniej czy więcej udekorowane.

Za murami okalającymi medynę rozciągają się skaliste, ale łagodne wzgórza łańcucha górskiego Rif. Dolina zielona, żyzna i podobno wykorzystywana do uprawy marihuany. Ale nikt nam nie proponował jej zakupu czyli kifu, mieszaniny marihuany i tytoniu, a my wolimy andrenalinę fundowaną nam przez motocykle. W następnych dniach mieliśmy jej w nadmiarze…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale najpierw ciesząc oczy pięknymi krajobrazami, z przystankiem nad wielkim zalewem Al Waha dojeżdżamy do Fezu

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress