Syryjczycy chuliganią, rząd niemiecki kręci

Syryjczycy chuliganią, rząd niemiecki kręci

 

Po tygodniu dochodzeń w sprawie napastowania kobiet w noc sylwestrową w Kolonii – ponad 200 zgłoszeń od poszkodowanych, a w niektórych przypadkach nawet zgwałconych Niemek przez tłumy liczące 1000  podpitych Arabów – policja ustaliła tożsamość początkowo16 sprawców (ostatnia informacja z 8 stycznia – 31 cudzoziemców, w tym 29 ubiegających się o azyl). Było wśród nich 14 niedawno przybyłych uciekinierów z Syrii, jeden Afgańczyk i jeden Irakijczyk.

Największym skandalem w tym skandalu jest jednak to, że władze – miasta, landu i rządu federalnego – usiłowały początkowo ukryć fakt, że większość rozwydrzonych cudzoziemców było Syryjczykami. Oficjalnie mówiło się o mieszkańcach nieokreślonych krajów Afryki Północnej, których w rzeczywistości pod Dworcem Głównym i katedrą w Kolonii prawie wcale nie było. Usiłowano wprowadzić w błąd opinię publiczną także nieprawdziwym twierdzeniem, że sprawcami był element kryminalny, któremu chodziło o okradanie kobiet, a molestowanie miało na celu odwrócenie ich uwagi. Tak naprawdę było odwrotnie, rabunek towarzyszył „rozrywkom seksualnym”.

Przez pierwszych kilka dni stycznia temat sylwestrowych wydarzeń w Kolonii i w wielu innych miastach niemieckich np. w Hamburgu, Stuttgarcie, Dueseldorfie, a także za granicą np. w Zurichu prawie w ogóle w mediach niemieckich nie istniał, a przez następne dwa, trzy dni świadomie rozpuszczono częściowo fałszywe informacje i dopiero kiedy prasa dotarła do wewnętrznych materiałów i opinii policyjnych prawda wyszła na jaw. Minister spraw wewnętrznych oficjalnie przyznał dziś, że dwie trzecie tłuszczy polującej na kobiety, wyzywającej je od najgorszych, organizująca „ścieżki zdrowia” dla osaczonych Niemek, grup osobników obłapiających kobiety, zdzierających z nich odzież, a przy okazji rabujących torebki składała się z Syryjczyków ubiegających się o azyl w Niemczech. Arabscy młodzieńcy starannie przygotowali się do Sylwestra, przy jednym z nich znaleziono kawałek papieru z niemieckimi zwrotami w rodzaju „pocałuj mnie” i arabskimi tłumaczeniami. Większość legitymowanych okazywała zaświadczenia z Urzędu ds. Uciekinierów i Migracji. Jeden z funkcjonariusz usłyszał od arabskiego chuligana, że ma się zachowywać wobec niego uprzejmie, bo jest Syryjczykiem i do Niemiec zaprosiła go pani Merkel. To akurat jest niestety faktem…

Prawda o zachowaniu uciekinierów jest niesłychanie niewygodna dla rządu, którego szefowa z kompletnie niewyjaśnionych powodów (sentymentalnych? humanitarnych?) we wrześniu ub.r. zaprosiła do Niemiec uciekinierów zatrzymanych na Węgrzech i uruchomiła tym wędrówkę ludów do Europy. Uczyniła to bez żadnych konsultacji z rządami innych krajów, z pogwałceniem unijnych przepisów nakazujących staranie się o azyl w pierwszym kraju do którego migrant dotarł, zalegalizowała przekraczanie unijnych granic bez wiz, a nawet całkiem bez dokumentów. Doprowadziła do chaosu w wielu miastach niemieckich, wzrostu bezrobocia, galopujących wydatków. Dla obserwatorów z zewnątrz niezrozumiała jest też reakcja niemieckiego społeczeństwa. Masowe wsparcie, które udzieliło swojej kanclerz osiągnęło temperaturę kolektywnej, powszechnej histerii. Tysiące i tysiące wolontariuszy wykonywało większość pracy związanej z przyjęciem uciekinierów, zapewnieniem im warunków do egzystencji. Władze samorządowe są przeciążone robotą, a instytucje państwowe łącznie z policją postawione wobec zadań, którym nie są w stanie podołać.

Jeśli zmieni się nastawienie społeczeństwa do uciekinierów, spadnie gotowość wolontariuszy do świadczenia pracy na ich rzecz dojdzie do poważnych napięć społecznych. W końcu może się wyczerpać cierpliwość rodziców, których dzieci nie mogą ćwiczyć w szkołach bo sale gimnastyczne służą za schronienie dla uciekinierów.

Ale kanclerz Merkel jak uparta dziewczynka tupiąca nóżką nie zgadza się na wprowadzenie górnego limitu dla azylantów w liczbie 200 000 rocznie ( w tym roku przybyło ich 1,1 mln) o którą daremnie apeluje szef koalicyjnej CSU. W styczniu codziennie średnio 3,3 tys nielegalnych imigrantów przkracza niemiecka granicę co jak łatwo policzyć daje ponad milion przybyszy rocznie. A przecież w miesiącach letnich migracja rośnie. Nie można jednak powiedzieć, że rząd niemiecki nic nie robi. Od nowego roku weszły nowe przepisy o deportowaniu azylantów naruszających prawo, a już po tygodniu ich obowiązywania rząd chce je zmienić i zaostrzyć. Natomiast kanclerz Merkel, która jak mantę powtarzała „damy radę”, teraz usiłuje spacyfikować przeciwników swojej polityki migracyjnej hasłem szybkiej integracji przybyszy. Jak uczy doświadczenie jest to iluzja. Jak na razie najbardziej jeśli nie jedynym widocznym objawem przyjmowania przez uciekinierów standardów zachowań niemieckich gospodarzy jest to, że Arabowie nauczyli się pić alkohol…

pawelkapuscinski.pl

Brak komentarzy

Skomentuj