Straż Miejska – opresyjna instytucja do niczego

Straż Miejska – opresyjna instytucja do niczego

Półtora miesiąca temu wskazałem Straży Miejskiej w Nadarzynie miejsce w którym wysypano śmiecie. Winowajca był tak nieostrożny, że wyrzucił również gazetki Makro ze swoim adresem. Być może go ukarano, ale śmiecie jak leżały tak leżą.

Po co komu Straż Miejska?

Coraz więcej burmistrzów dochodzi do wniosku, że formacja ta w najlepszym przypadku powiela funkcje Policji i Straż likwiduje, a uwolnione środki przeznacza na dofinansowanie Policji. Wielu obywateli poddanych działaniom Służby Miejskiej i Gminnej też uważa, że ulubionym jeśli nie jedynym zajęciem strażników jest wylegiwanie się w samochodzie z fotoradarem zaczajonym w miejscach gdzie wszyscy jadą szybciej niż na to pozwala bzdurne ograniczenie. Podjąłem próbę złamania tej krzywdzącej opinii i udałem się do siedziby Straży w Nadarzynie z informacją o nielegalnie wysypanym ładunku śmieci. Wandal był tak bezczelny, że opróżniając swój garaż z wieloletnich złogów dołączył też plik gazetek promocyjnych z Makro, starannie zapakowanych w folie i z dołączonym nazwiskiem i adresem odbiorcy (jakiś sklep zoologiczny w Pruszkowie). Przyjął mnie młody chłopak w mundurze dobrze zorientowany w terenie, któremu wręczyłem dwie gazetki z adresem winowajcy i wytłumaczyłem gdzie owe śmieci z przyczepki, czy może busika zostały wywalone w plener (przy drodze wyrąbanej w oziminie między wsią Parole, a nową szkołą w Ruścu, koło ambony myśliwskiej w zaroślach rosnących wzdłuż miedzy). Umówiliśmy się zresztą, że jeśli nie będzie mógł znaleźć tego miejsca to do mnie zadzwoni. I faktycznie późnym popołudniem otrzymałem telefon, że kolega zlokalizował śmieci.

No, pomyślałem sobie, chyba zmienię opinię o Straży Miejskiej. Kiedy jednak po czterech tygodniach i ponownie po sześciu odwiedziłem nielegalne wysypisko, śmieci nadal tam leżały. Nieco rozniesione przez wiatr i zwierzynę po okolicy… Ktoś tylko starannie wyzbierał gazetki Makro

Cham, który je wyrzucił być może został ukarany (albo i nie). Bo Straż Miejska jest formacją wybitnie opresyjną. Kara w postaci mandatu nie jest narzędziem do załatwienia jakiegoś problemu lecz celem samym w sobie, ukoronowaniem działania Straży Miejskiej. Gdyby się któryś strażnik pofatygował do tego sklepu i nakazał usunąć śmieci tak by się stało. Ale zamiast tego uruchomiono zapewne (albo i nie, prościej zbierać mandaty fotoradarem) biurokratyczną machinę nałożenia mandatu na sprawcę. Kogo obchodzą śmieci?

Podobne artykuły

Brak komentarzy

Skomentuj