Rumunia, Bułgaria (4) Jeszcze tu wrócimy

Rumunia, Bułgaria (4) Jeszcze tu wrócimy

Rumunia i Bułgaria – Jeszcze tu wrócimy /4/

Bułgaria słynie ze swoich pięknych, szerokich plaż z białym piaskiem. Ale są wyjątki. W Białej, gdzie zakotwiczyliśmy – w połowie drogi z Warny do Burgas – plaży prawie nie ma. Wysoki klif zbudowany z błota jak w Los Angeles opada prawie do samej wody. Na początku było jeszcze parę metrów piachu, ale trzeciego dnia zaczęło wiać i wysokie fale wymyły cały piasek. Wejść do wody odważył się jeden śmiałek, nie bojący się, że zmasakrują go fale przyboju mielące kamienie na dnie przy brzegu. Trzeba było zwiedzać okolice…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nesseber zapamiętałem z wycieczki w latach 70. ubiegłego wieku jako malownicze miasteczko położone na półwyspie wżynającym się głęboko w morze. I to się nie zmieniło. Tyle, że stare miasto i pozostałości zabudowy rzymskiej otacza teraz kilka pierścieni luksusowych i wielkich hoteli. Klimat gdzieś się ulotnił, zwłaszcza, że miasteczko stało się w miejscem ogólnokrajowego zjazdu handlarzy odpustową tandetą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sozopol przechowywałem w pamięci jako wyjątkowo urokliwe miasteczko malarzy, rzeźbiarzy, pełne galerii i lokalików z gitarzystami i rozdyskutowanymi brodaczami. Biegnące w górę lub w dół wąskie uliczki obudowane są drewnianymi okazałymi domami z charakterystycznymi wykuszami. Uliczki poprzetykane maleńkimi kamiennymi cerkiewkami i placykami z widokiem na morze. Taki Kazimierz nad Wisła do trzeciej potęgi. Znaleźliśmy się tam w 1988 r. płynąc z Burgas do Istambułu. W nocy, w gęstej mgle żeglując maleńkim jachtem bez żadnej elektroniki, mając tylko mapy, które dostaliśmy w darze od załogi rosyjskiego statku w Burgas trochę pobłądziliśmy, omal nie wpadliśmy na mieliznę, ale w końcu wypatrzyliśmy w mroku kawałek wolnego miejsca przy nadbrzeżu. Nagle zrobiło się jasno jak w dzień od skierowanych na naszą łupinkę reflektorów, pojawili się jacyś dziko gestykulujący żołnierze. Okazało się, że wylądowaliśmy w środku portu wojennego. Najpierw było nerwowo i służbowo, ale potem całkiem swojsko i po słowiańsku miło. Mogliśmy się nawet udać na zwiedzanie miasteczka. Teraz po bazie wojennej został jakiś jeden okręt z lufami do strzelania. A miasteczko pokryła gęsta szarańcza turystów i nieprzeliczona masa samochodów. Zresztą ładnych, nowych, czystych, nie widzieliśmy żadnej Łady za to nowiutkie Masseratti i owszem, było. Także tu dawny urok miejsca gromadzącego artystów prysnął, też za sprawą tysięcy straganów z odzieżą, biżuterią, kapeluszami, butami, pamiątkami itd. wśród których przesuwa się tłum turystów z dzieciakami ciągnącymi rodziców do stoisk z lodami i innymi słodyczami. Następnym razem przyjedziemy tu nie w sierpniu, w środku sezonu, ale we wrześniu lub czerwcu. Bo nadal jest to przepiękne miejsce w Europie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W upale przekraczającym 30 stopni ruszamy w stronę domu. Remontowany most na Dunaju między bułgarskim Ruse, a rumuńskim Giurgiu przejeżdżamy tym razem gładko, za to na obwodnicy Bukaresztu wpadamy w koszmarny korek setek TIR-ów. Co się okazało stołeczną obwodnicę przecina jakaś ulica z pierwszeństwem przejazdu i bez żadnej sygnalizacji świetlnej. Więc tak jest tu zawsze…

Za Ramnicu Valcea wjeżdżamy w Karpaty Południowe z przepięknymi widokami. Najpierw egzaminują nas serpentyny, ale potem jedziemy po płaskim równolegle do słynnej Trasy Transfogarskiej, którą pokonaliśmy jadąc nad Morze Czarne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedziemy wzdłuż rzeki zagrodzonej tamą, która utworzyła duży zalew u stóp gór pokrytych lasami znad których wyłaniają się nagie, skaliste szczyty. Jest to Park Narodowy Cosina. Zatrzymujemy się w miejscowości przypominającej naszą Krynicę, stylowe pensjonaty przedwojenne, eleganckie hotele. Atrakcją jest kąpielisko termalne czynne w dzień, a potem od godz. 21 do 1 w nocy. Jest już wieczór, a mnóstwo ludzi szuka kwater, nam udało się znaleźć maleńki pokój w pensjonacie za 80 lei (praktycznie = 80 zł). O ile w Bułgarii turyści byli głównie zagraniczni, przede wszystkim Rosjanie, to w Rumunii są właściwie wyłącznie obywatele tego kraju. Jest ich niespełna 20 mln, a parę lat temu było już 24 mln.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nazajutrz Ania katuje mnie zwiedzaniem Sibiu/Hermannstadt w temperaturze 34 stopni. Ale nie żałuję. Jest to najpiękniejsze miasto Rumunii, stolica Siedmiogrodu, założone przez kolonistów z Saksonii w XII wieku. Już w XIII wieku działał tu szpital miejski, bibloteka itd. W 1905 r Sibiu miało już tramwaj elektryczny jako drugie miasto w Europie. Po I wojnie światowej i rozpadzie Austro-Węgier przyłączono Transylwanię do Rumunii. A potem już było coraz gorzej. Hitler miał ideę zgromadzenia wszystkich Niemców w Rzeszy, więc przesiedlał ich bliżej centrum min. tzw. „czarni” (od ciemniejszej skóry) lokowani byli na terenie Wielkopolski włączonej do Niemiec w gospodarstwach z których wysiedlano polskich właścicieli. Era Caucescu zakończyła się masowym exodusem Sasów do RFN. Może dlatego zajmujące duży obszar stare miasto, choć nadal piękne, robi wrażenie trochę opuszczonego. Wiele pięknych kamienic straszy brudnymi oknami niezamieszkałych mieszkań. Miejmy nadzieję, że odżyje w ramach UE.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niemieccy czeladnicy branż budowlanych kontynuują tradycje średniowieczną i wyposażeni w symboliczną kwotę wędrują po Europie utrzymując się z prac budowlanych. W Hermannstadt wyremontowali kamieniczkę tuż przy jednej z bram miejskich na swoją siedzibę. Dwaj sympatyczni Niemcy chętnie opowiadają o swoim Towarzystwie Wędrowców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następny nocleg przed Oradeą, a potem ciurkiem do Warszawy, pasażerka twierdzi, że jej się pupa spłaszczyła. Przejazd przez Węgry znów męczy poprawną szybkością. O ile w Rumunii koncentrowaliśmy się na szybkim, sprawnym i bezpiecznym przemieszczaniu się, o tyle w Rumunii – jak w Polsce – znaczną część uwagi poświęcamy wypatrywaniu policyjnych fotoradarów (na trójnogach). O ile rumuńscy kierowcy jeżdżą kulturalnie i radośnie, to sterroryzowani, odmóżdżeni kierowcy węgierscy wloką się nie miłosiernie. Nic dziwnego, że wykazują się tak małą przedsiębiorczością i inicjatywą, a kraj radzi sobie najgorzej z wszystkich, które od niedawna cieszą się wolnością.

Brak komentarzy

Skomentuj