Recital Rynkowskiego. Zamiast recenzji

Recital Rynkowskiego. Zamiast recenzji

 

Jak na kogoś kto z piosenek potrafi samodzielnie wykonać tylko jeden jedyny utwór o prostej melodii:

„Hej siup Malutka! Strzelymy krasnoludka

Rączką i nóżką i główką można tyż”

musiałbym być bardzo bezczelny, żeby odważyć się napisać recenzję z recitalu artysty tak sławnego jak Ryszard Rynkowski.

Ale swoimi odczuciami podzielić się mogę. W końcu zapłaciłem za bilet. No i jest wolność słowa!

Starszy pan – nie wiele młodszy ode mnie – osobiście ujął mnie ogłoszoną ze sceny informacją, że ma córkę w wieku 6,5 roku. Dobrze się trzymający rówieśnicy budzą moją sympatię i poczucie solidarności. Jeśli jednak artysta przed wykonaniem kolejnej piosenki długo przynudza kiedy, z kim, w jakich okolicznościach i ile dziesiątków lat temu ów kawałek powstał to powstaje wrażenie, że ów wokalista najlepsze lata ma już za sobą. Że spogląda wstecz i jak to u starszych ludzi często się zdarza, nie żyje przyszłością, ani nawet czasem teraźniejszym tylko wspomnieniami wspaniałej przeszłości. Więc miałem takie odczucie, że nie uczestniczę w wydarzeniu wpisanym do obecnego życia artystycznego lecz słucham zasłużonego piosenkarza, któremu organizuje się występ na takiej samej zasadzie jak seniorom z domu emerytowanych aktorów w Skolimowie. Na jesieni, zupełnie inaczej odebrałem występ Marylki Rodowicz, która swoje szlagiery powstałe 40 czy więcej lat temu wykonała jakby były napisane specjalnie na ten recital. I jakby przed nią było jeszcze wiele, wiele nowych piosenek. Nie tłumaczyła co autor miał na myśli komponując dany utwór, a po prostu go śpiewała.

Nie znam się na muzyce, ale mam wrażenie, że tak jak aktor predestynowany do ról charakterystycznych nie powinien grać roli amanta, tak piosenkarz o zachrypniętym głosie źle wypada w piosenkach słodkich jak Barbi. Co się tyczy chrypy, to taka jaką zachwycał Wysocki i jego naśladowcy uzyskuje się od płukania gardła hektolitrami wody ognistej. To budzi sympatię męskiej części widowni i wyrozumiałość u płci pięknej. Natomiast chrypa Rynkowskiego kojarzy się raczej ze schorzeniem laryngologicznym i budzi współczucie.

Ale niewątpliwie są piosenki made Rynkowski lub skomponowane jakby specjalne dla niego („Wypijmy za błędy”) które zapewniły mu ogromną popularność, ale z jakiś względów podczas wczorajszego recitalu w warszawskiej „Romie” niestety ich nie wykonał.

Podobne artykuły

Brak komentarzy

Skomentuj