Pojedynek Merkel i Schulza

Pojedynek Merkel i Schulza

Oglądałem pojedynek kandydatów na kanclerza Niemiec po wyborach parlamentarnych 24 września br czyli Merkel i Schulza. Oboje wypadli nie przekonywująco. Pani kanclerz była spięta, nerwowa, zachowywała się tak jakby wiedziała, że zrobiła coś źle i jej to wyciągną. Czwórka dziennikarzy nie tylko bezpardonowo ją przepytała, ale wręcz przeczołgała przez problemy imigracji, które samowolna decyzja Merkel z września 2015 bardzo zaostrzyła. Merkel zachowała się jak wiele kobiet w sytuacji kiedy wiedzą, że nie mają racji i nie mają dobrych kontrargumentów. Uciekła w upór twierdząc, że zrobiła dobrze i podjełaby taką samą decyzję jeszcze raz. Stara śpiewka. Zachowuje się w tej sprawie – mówiąc bez ogródek – jak idiotka. Oboje kandydatów nie potrafiło dać żadnej racjonalnej recepty na rozwiązanie dwóch kwestii, które mają rzekomo załatwić problem imigracji. Jest to kwestia integracji, na ponad milion imigrantów na rynku pracy wylądowało 15 tys. z nich bo w swej masie okazali się nie wykształceni, nie posiadający zawodu i nie garnący się do pracy. Kandydaci na kanclerza Niemiec opowiadali trele morele na temat działań integracyjnych, ale na pytanie jednego z dziennikarzy ile to potrwa – jedną generację, czy może też moja córka będzie się z tym zmagała, a może moje wnuki? Schulz potrafił tylko odpowiedzieć z głupim uśmiechem, że na pewno nie wnuki. Dziennikarze zaakceptowali twierdzenie, że cała generację czyli wiele, wiele lat. Kandydaci nie potrafili też uzasadnić, dlaczego druga nadzieja na problem imigracji okazała się płonna. Chodzi o tych przybyszy, którzy nie dostaną azylu, którzy „nie mają co szukać w Niemczech i zostaną deportowani do swoich krajów. Pobożne życzenie. Takich „uchodźców” czekających na deportację jest ponad 220 tys., a jak się uda wsadzić do samolotu 20-30 osób i wysłać do domu to cała prasa niemiecka się o tym rozpisuje.
Dziennikarskie przesłuchanie obfitowało w zabawne momernty. Dziennikarka spytała oboje z głupia frant – dziś jest niedziela, czy byliści państwo w kościele? Merkel, szefowa partii chadeckiej spontanicznie przyznała, że nie była. Schulz (jest pochodzenia żydowskiego) na moment się zmieszał, a potem coś tam mówił o wizycie w kaplicy, na to Merkel też coś takiego wrzuciła o modleniu się za ojca.
Schulz zarzucał Merkel na spotkaniach wyborczych, że jest „abgehoben” (wyalienowała się/odleciała), na mnie zrobiła raczej wrażenie, że jest „abgenutzt” (zużyta). Ale była to inna Merkel niż ta pewna siebie kobieta, która w świetle jupiterów głosi swoje prawdy, a dziennikarze je skrzętnie notują i puszczają dalej w świat.Chwilami była wręcz zalękniona. O Schulzu nie wspomnę, bo jest to beznadziejny przypadek polityka bez żadnej wizji, żadnego pomysłu na rządzenie, który najpierw chce zdobyć władzę, a co będzie potem to się zobaczy. Bardzo mi w tym przypomina równie beznadziejną polską opozycję.
Niemcom można tylko współczuć, że mają tak kiepski wybór miedzy dwiema bezbarwnymi postaciami, bo do urn idą za trzy tygodnie. My mamy kilkanaście miesięcy, więc jest iskierka nadziei, że powstanie jeszcze jakaś alternatywa polityczna poza PO-PiS. Po ostatnich wyczynach Macierewicza i wprowadzeniu powszechnego poboru do wojska od 1 stycznia postanowiłem nie głosować na tę partię, choć bardzo cenię to, że PiS twardo broni nas przed inwazją obcych ludów. Ktoś mi wytłumaczył, że szkody z tego tytułu będą jednak mniejsze niż szkody, które wywołuje polityka PiS.

Brak komentarzy

Skomentuj