Pierwsze dni na emeryturze

Pierwsze dni na emeryturze

Do emerytury trzeba dojrzeć. Jak np. do zawarcia związku małżeńskiego czy do ojcostwa. Pracując  jest się jakby w pędzącym pociągu. Mija się krajobrazy, góry, lasy, jeziora. I wciąż jest się ciekawym co przyniesie następny zakręt, jakie widoki kryją się za horyzontem. I nagle niespodziewanie  pojawia się myśl, że przyjemnie byłoby zanurzyć się w cieniu lasu który właśnie się mija, położyć się na trawie i pogapić w obłoki, posłuchać pszczół, poczuć zapach kwiatów. Zatrzymać się! Coraz częściej nachodzi człowieka chęć wyjścia z tego pociągu. I to jest właśnie dobry moment do przejścia na emeryturę.
Wreszcie ma się mnóstwo czasu. Na przeczytanie instrukcji obsługi, których się nigdy nie czytało. Albo np. na gotowanie. Kiedy pewna 53 letnia  pani domu stwierdziła, że nigdy nie jadła tak pysznej pieczeni wołowej uznałem za stosowne podzielić się moim przepisem.

Pieczeń wołowa

Nie ma chyba domu, w którym nie czekałaby na wybawienie  butelka z resztką wina. Na ogół wytrawnego, białego czy czerwonego. Ja znalazłem  dla niego zastosowanie jako bazy marynaty. Posypuję i rozprowadzam po całym kawałku umytej wołowiny (udziec lub antrykot) mieszankę suchej  przyprawy marynatowej, a potem zawijam mięso w ściereczkę bawełnianą lub lnianą, białą lub mocno spraną. Na zawinięte, włożone do naczynia żaroodpornego mięso wylewam wino. Musi być go tyle, żeby cała ściereczka czyli cała powierzchnia mięsa była zmoczona winem, a na dnie jeszcze go troszkę zostało, żeby uzupełnić ubytek spowodowany parowaniem. W takiej winno-przyprawowej zaprawie marynuję mięso przez 1-2 dni w chłodnym miejscu (jeśli nie ma mrozu to na balkonie).
Po odwinięciu ściereczki mięsa już nie myję tylko wkładam do naczynia żaroodpornego z pokrywką. Na wierzch wlewam 1-2 łyżki oliwy. Przez pierwsze dwie, trzy godziny piekę go w piekarniku w temperaturze 150-160 st. Celsjusza. Z mięsa wycieka tak dużo soku – poziom płynu sięga do połowy mięsa – że powstaje niebezpieczeństwo, że wołowina będzie uduszona, a nie upieczona. Dlatego dwa, trzy razy przewracam ją, żeby zanurzona  była raz górna raz dolna połówka. Kiedy widelcem sprawdzam, że mięso już zmiękło zdejmuje pokrywkę i podnoszę temperaturę do 180 st. Celsjusza. Piekę od pół do całej godziny zaglądając do mięsa i polewając żeby zbytnio nie przeschło. Spróbujcie!

Podobne artykuły

Brak komentarzy

Skomentuj