Merkel chce u nas ulokować gości, których do siebie zaprosiła

Merkel chce u nas ulokować gości, których do siebie zaprosiła

Bundeskanzlerin Angela Merkel (CDU) gibt am Montag (21.02.2011) im Konrad-Adenauer-Haus in Berlin eine Pressekonferenz zur Hamburg-Wahl. Die CDU kam in Hamburg mit 21,9 Prozent auf das schwächste Wahlergebnis seit Kriegsende. Foto: Rainer Jensen dpa

Red. Rybińska obroniła Polskę w telewizji niemieckiej

W nocy z czwartku na piątek (17 bm godzinę przed północą i 18 bm zaraz po północy) publiczna telewizja niemiecka dwukrotnie wyemitowała program „phoenix Runde”, którego jedynym powodem było napiętnowanie sceptycznego stanowiska Polski wobec pomysłów Angeli Merkel rozwiązania tzw. kryzysu uciekinierów. Jak wiadomo Merkel proponuje przekazanie Turcji , w sumie, 6 mld euro na pokrycie kosztów pomocy dla uciekinierów przebywających w tym kraju (aktualnie 2,7 mln), a dodatkowo zniesienie wiz turystycznych dla Turków i przyśpieszenie procesu uzyskania członkostwa Turcji w Unii. W zamian Turcja przyjęłaby z powrotem wszystkich migrantów nielegalnych (nazywanych od kilku dni w Niemczech „nieregularnymi”), którzy przedostali się do Grecji i przebywają tam obecnie, z tym jednak, że za każdego uchodźcę z Syrii przesiedlonego do Turcji, Unia Europejska miałaby przyjąć innego (!) uciekiniera syryjskiego i udzielić mu azylu w którymś z krajów członkowskich.

Jest to program absolutnie nierealny. W Turcji nasila się wojna domowa z obywatelami narodowości kurdyjskiej, którzy – zwrócił na to uwagę kanclerz Austrii – mogą masowo jako turyści wjeżdżać na teren Unii i starać się następnie o uzyskanie azylu. Grecja nie byłaby w stanie zorganizować masowej deportacji „swoich” migrantów do Turcji, zwłaszcza, że nie byłyby to wyjazdy dobrowolne… Uciekinierzy tkwiący w błocie na granicy z Macedonią, którzy nie chcą się nawet przenieść do innych lepiej zorganizowanych obozów w Grecji, wciąż liczą na to, że „Mutti Merkel” doprowadzi do otwarcia granicy i umożliwi im wjazd do Niemiec, gdzie – wierzą w to powszechnie – czeka ich dobrobyt, własne mieszkania, wysokie zasiłki i – mimo że tylko niektórzy mają jakiekolwiek kwalifikacje zawodowe – dobrze płatne posady. A fundament programu Merkel, czyli rozdysponowanie przybywających do Europy azylantów między kraje członkowskie, jest więcej niż wątpliwy. I tak wszyscy trafią do Niemiec, ale sprzeciw wobec narzucania określonej kwoty uciekinierów– jak to określił przewodniczący parlamentu europejskiego Martin Schulz – „niektórych państw” może być wygodnym usprawiedliwieniem dla porażki, całkowicie nierealistycznych, pomysłów kanclerz Niemiec. Dostała ona czerwoną kartkę od wyborców w trzech krajach związkowych, gdzie CDU zanotowała dwucyfrowe straty w wyborach do lokalnych Landtagów, szef siostrzanej CSU, Horst Seehofer grozi jej wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, a cała klasa polityczna martwi się spadkiem prestiżu najważniejszych partii i drży o wynik wyborów krajowych w przyszłym roku bo nie daje się już zdeprecjonować tysięcy demonstrantów protestujących przeciwko napływowi muzułmanów, tego masowego sprzeciwu obywatelskiego, przypinaniem etykietki, że są to „prawicowi ekstremiści”.

Ale choć w Niemczech żaden „kaczyzm” nie zdusił demokracji mediów, dziwnym trafem państwowej telewizji Phoenix udało się zorganizować audycję, która miała bronić politykę pani kanclerz. Program „phoenix Runde” nosił tytuł „Wojna nerwów w Brukseli. Co będzie z UE?”. Udział wzięli poza prowadzącym, Aleksandrą Rybińską, dziennikarką z Polski (z redakcji „wSieci”) i młodym, złotoustym Turkiem, który sypał banalnymi uwagami, Josef Janning z European Council of Foreign Relation i Bascha (Basia?) Mika, redaktor naczelna Frankfurter Rundschau. Starsza pani, przypominająca pod względem generacyjnym i zaciekłością w atakowaniu Polski niektórych naszych emigrantów z 68 roku, którzy zostali na Zachodzie i szkalują nasz kraj. Ona była główną atakującą i robiła to w sposób tak irytujący, że podziwiałem polską dziennikarkę, że nie puściły jej nerwy i z lekko kpiącym uśmieszkiem klarownie i świetną niemczyzną przedstawiała argumenty polskiej strony. Kiedy dziennikarka „wSieci” powiedziała, że rząd polski poczuwa się do odpowiedzialności przede wszystkim wobec własnych obywateli i że jest z tego rozliczany przez swoich wyborców, którzy nie życzą sobie masowego napływu muzułmanów, Niemka zarzuciła jej cyniczną postawę. I to mówiła przedstawicielka kraju, w którym wszyscy najważniejsi politycy gorączkowo zastanawiają się teraz jak zahamować sukcesy wyborcze Alternatywy dla Niemiec, nowej partii która płynie na fali nastrojów antyimigranckich. Basia Mika zaprzeczyła nawet, że uchodźcy chcą dotrzeć do Niemiec, nie, oni uciekają przed bombami. Osoba z kraju gdzie codziennie zdarzają się jakieś akty wrogie wobec azylantów, podpalenia schronisk, podtapianie mieszkań, wrzucanie koktajli Mołotowa, pobicia, blokowania autobusów z uchodźcami itd. stwierdziła, że polskie władze niechętne masowej imigracji – informacje o tym nastawieniu mają się roznosić pocztą pantoflową wśród imigrantów – są winne temu, że Polska nie jest wymarzonym celem nielegalnych przybyszy. Oczywiście w ruch poszedł też główny zarzut pod naszym adresem, że nie wykazujemy solidarności z innymi krajami UE, choć tak bardzo skorzystaliśmy na członkostwu w Unii, która jest gwarantem naszego bezpieczeństwa. Red. Rybińska przytomnie odpowiedziała, że chroni nas NATO, a nie Europa, że Niemcy ze swoją polityką imigracyjną są izolowani w Europie. Josef Janning, starszy, rozsądny pan, będący przedstawicielem nauki zauważył, że skoro Polacy nie życzą sobie muzułmanów i skoro polski rząd musi się z tym liczyć to mógłby wykazać się solidarnością z UE zwiększając udział w finansowaniu pomocy dla uchodźców przebywających w obozach na Bliskim Wschodzie. Też tak uważam.

Dziś w Brukseli zostanie zapewne podpisane porozumienie z Turcją, ale jego jedyną konsekwencją będzie przedłużenie politycznego bytu kanclerz Merkel. O kilka miesięcy?

pawelkapuscinski.pl

Brak komentarzy

Skomentuj