Listy osób do likwidacji

Listy osób do likwidacji

Dowództwo NATO w Afganistanie prowadziło w latach 2009 – 2011 (za ten okres informacje przeciekły do opinii publicznej) listy osób do likwidacji, targetet killing. Znajdowało się na nich przeciętnie 750 nazwisk afgańskich powstańców. W zależności od tego jak ważny w strukturach talibów i jak niebezpieczny dla oddziałów ISAF był kandydat do wysłania na drugi świat przydzielono go do jednej z czterech grup. Czwarta grupa miała priorytet w drodze na cmentarz, tworzyły ją osoby o najwyższym stopniu ryzyka dla wojsk aliantów zachodnich. Ale również osoby niższej rangi w strukturach dowódczych talibów lub tylko podejrzanych o działalność powstańczą zwalczano nie wykluczając ofiar wśród ludności cywilnej. Do ofiar cywilnych zaliczano przy tym tylko kobiety, dzieci i starców. Ówczesny dowódca wojsk ISAF, amerykański generał David Petraeus opisał tę strategię w podręczniku Field Manual 3-24. W przypadku kiedy likwidacja osoby z listy  mogła pociągnąć za sobą do 10 postronnych, niewinnych ofiar, decyzję o wykonaniu zamachu podejmował dowódca ISAF w Kabulu. Jeśli należało się liczyć z ewentualnością większej liczby ofiar, ostatnie słowo należało do właściwej głównej kwatery NATO. Likwidację przeprowadzano głównie przy pomocy dronów i samolotów bojowych, wystrzeliwujących rakiety lub pociski z działek pokładowych. W 2009 r zginęło w Afganistanie 2412 cywili, z tego jedna czwarta z rąk zachodnich żołnierzy i afgańskich służb specjalnych. W sierpniu 2010 pochwalił się generał Petraeus liczbą 365 zlikwidowanych dowódców powstańczych tylko w ciągu trzech ostatnich miesięcy…

Atomowy wiatr

Podczas silnych wiatrów niemieckie elektrownie wiatrowe wytwarzały tyle prądu co 25 średniej wielkości elektrowni atomowych? Można? Można! Co prawda linie przesyłowe były tak przeciążone, że trzeba było wyłączać elektrownie konwencjonalne (ich ponowny rozruch jest dość kosztowny).

A jak podobały by się nam karykatury Jezusa Chrystusa?

Francuskie pismo satyryczne Charlie Hebdo  wydało swój pierwszy numer po zamachu w nakładzie 5 mln egzemplarzy. Naturalnie z karykaturą Mahometa na pierwszej stronie. Oczywiście przedrukowaną czy pokazaną w mas mediach o ogromnym zasięgu.
W imię czego prowokujemy muzułmanów? W imię nieograniczonej wolności słowa? To może zaczniemy też przedrukowywać antysemickie karykatury ze Stuermera? Wojskowy szef świeckiego rządu w Egipcie zakazał rozpowszechniania tygodnika w swoim kraju. Doskonale go rozumiem. Gdyby w Egipcie ukazywały się karykatury Jezusa Chrystusa czuł bym się tam nieswojo…

Brak komentarzy

Skomentuj