Bez kategorii

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nocleg na parkingu przed Woroneżem (4 810 km od wyjazdu)

Nocuje w motelu przy ogromnym parkingu TIR-ów, więc ze względu na to sąsiedztwo zakładam blokadę na koła swojego BMW, właściciel Goldwinga przykrywa go pokrowcem. Ale nic się nie dzieje, mówiłem, że po Rosji podróżuje się bezpiecznie, choć w Kursku Michaił i Sasza opowiadali, że na dalekim wschodzie grasują bandyci, którzy napadają na samotnie nocujących w namiotach i mordują ich. Podobno co roku zdarza się parę takich przypadków… Ale to daleko od cywilizacji.

Poznaję ukraińskiego kierowce rosyjskiego TIR-a, ciężarówka śmierdzi alkoholem jak gorzelnia. Okazuje się, że wiezie do Moskwy alkohole skonfiskowane przez władze w wytwórni, która produkcję trzeciej zmiany sprzedawała na lewo, bez akcyzy. Butelki różnych trunków i kilku litrowe gąsiory ze spirytusem załadowano jak węgiel, więc popękały i alkohol cieknie na ziemię. Oleg wiezie ten ładunek do „unictożenia”. Na czym ma ono polegać? Po butelkach przejedzie buldożer. Nie można tego było zrobić na miejscu? Oleg wzrusza ramionami. Widocznie tak nakazuje „zakon”… Ten kraj sam sobie pęta nogi w wyścigu gospodarczym świata.

Następnego dnia nie pada ale potężnie wieje. Na którymś „kolco” czyli rondzie zjeżdżam do jakiegoś miasteczka zamiast na obwodnicę. Stan nawierzchni ulic fatalny, nie do wyobrażenia. Widać też, że nie dawno przeszedł tędy jakiś kataklizm, połamane drzewa, wielkie kałuże. Kilkadziesiąt kilometrów dalej widzę sprawcę. Na niebie fantastyczny spektakl kłębiących się chmur. Już raz to widziałem, na Mazurach, wtedy wiatr złamał maszt naszej Sasanki. Orkan usiłuje zepchnąć mnie z szosy. Przy wyprzedzaniu TIR-a prawie mu się to udaje. Deszcz i huragan zbliżają się, przetną szosę która jadę. Mam lekkiego pietra, przyśpieszam. Zdążyłem, za mną huczy, a przede mną łagodny krajobraz z plamami słońca. Kiedy wpadam do Orła świeci słońce.

Orzeł, gostinica, która straszy (5 364 km od wyjazdu)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gostinica Orieł została zbudowana w 1952 r. jeszcze w czasach Stalina, którego duch tu straszy. Pisałem już o dylematach recepcjonistki, która nie wiedziała czy może mnie przyjąć, bo nie mam potwierdzenia zameldowania z ostatniej nocy, o telefonie do służb i kserowaniu wszystkich stron w paszporcie. Nazajutrz rano obserwuję jak młoda kelnerka obsługuje starszego gościa. Podchodzi do stolika i bardziej rzuca niż stawia zamówione dania, bez słowa, bez uśmiechu. Widocznie na zachowanie jeszcze nie ma stosownego „zakonu”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wnętrze hotelu, jak skansen, jakby zaraz mieli się pojawić delegaci na któryś zjazd KPZR.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pluszowe kanapy, kryształowe żyrandole, złocenia i czerwony aksamit na ścianach. W pokoju dwie szklanki i „obiezatielno” dwa kieliszki. Bateria od pilota tv tu też oczywiście rozładowana. Sięgam po miejscową gazetę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na pierwszej stronie karykatura. Przedstawia robotnika, który przychodzi z propozycją zakładu i biurokratę, który ściska torbę z pieniędzmi na tle nowego centrum handlowego i powiada „Nie przychodź mi tu więcej”. Podobna tematyka karykatury wewnątrz numeru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ważniak z młotkiem nad makietą miasta zwraca się do biznesmena o rysach przypominających antysemickie karykatury hitlerowskie: „Nie byłbym naczelnym architektem, gdybym nie znalazł dla was miejsca pod budowę”. Obok artykuł, który wiele wyjaśnia, od styczniem do końca kwietnia produkcja przemysłowa regionu zmalała o 2,3 proc. Takie dylematy przeżywaliśmy na początku lat 90-tych kiedy upadłe zakłady przerabiano na hurtownie i centra handlowe. Ex towarzysze radzieccy nie odrobili lekcji zmiany systemu gospodarczego i są 20 lat za nami…

1372 km w jeden dzień

Nazajutrz, jest to piętnasty dzień mojej podróży, mam już ochotę jak najszybciej wrócić do współczesności Via obwodnica Briańska i obwodnica Smoleńska docieram do drogi ekspresowej Moskwa-Brześć. Chyba w całej Europie nie ma trasy umożliwiającej tak szybki przejazd. Między Rosją a Białorusią nie ma żadnego posterunku granicznego, nie ma nawet znaku ograniczającego szybkość. Nie ma policji drogowej, są fotoradary, które olewam. Szoruję 160 km/godz, wolno jechać 120. Wieczorem dojeżdżam do Brzęścia. W przeciwną stronę jadą w kierunku Moskwy tysiące motocyklistów, widać, że też jadą szybciej niż wolno. W Brześciu był zlot, było na nim 12 000 motocyklistów, zapewne z Polski też. Jadę za drogowskazami na Warszawę i ląduję na przejściu dla ciężarówek. Wracam do miasta, trafiam na właściwe przejście. Kiedy mnie znudziło, że na granicy nic się nie dzieje podjeżdżam do kolejki, która nie ma nic do oclenia. Jakaś baba wyskakuje z mordą kto mi tu kazał podjechać, mnie nada w kolejkę z mającymi coś do oclenia. Przejeżdżam między budami pograniczników. Z jednej wychodzi jakiś młody białoruski Kacap w mundurze i czapce o średnicy pizzy dla 12 osób i pyta kto mi kazał tędy, między ich budkami przejechać. Widać, że jest głęboko dotknięty, że ktoś się zachował nie zgodnie z „zakonem”. Opieram się o motocykl, zamykam oczy i usiłuje się zresetować. Jakiś młody człowiek pyta po rosyjsku czy się dobrze czuję. Po chwili jestem w Polsce.

Kiedy wyjeżdżałem miałem na liczniku 37 650 km, po powrocie jest 44 386 km. Przejechałem 6 736 km! Na prawdę aż tyle? Przecież nic się nie działo…

Więcej „szczęścia” miał Gerd i Kristin (pisałem na FB o ich wyjeździe do Kazachstanu). Mieszkający w Anglii Gerd z paszportem holenderskim i jego żona z paszportem niemieckim poruszali się swoimi motocyklami zarejestrowanymi w Anglii. To przekraczało możliwości intelektualne pograniczników i nie wpuścili ich do Kazachstanu, który był celem ich podróży.

Paweł Kapuściński

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kercz, jestem na Krymie (3 650 km od domu)

Z promu do miasta jedzie się dziurawą szosą, potem nie oświetloną ulicą wśród rozsypujących się chałup. Ale miasto dość ładne, z malowniczymi bulwarami nad morzem, zadbanymi parkami i ruchliwą dzielnicą handlową.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nazajutrz pędzę na południe do Sudaku, miasta położonego na półwyspie wcinającym się w morze. Jadę trochę okólną drogą, przez góry, skały, parędziesiąt kilometrów używania po serpentynach nie gorszych niż w Alpach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pod Sudakiem łatwo trafiam na dom z motocyklem na dachu. Akurat wychodzi na ulicę gospodarz 57 letni Aleksandr, nie wierzy własnym oczom. Pamięta, że jakiś motocyklista z Polski, słabo mówiący po rosyjsku zapowiedział swój przyjazd ustami recepcjonistki hotelu w Wołgogradzie, ale to było kilka dni temu. Sasza, jest znany raczej pod pseudonimem Burżuj, także w Warszawie gdzie również jest oddział klubu Rolling Anarchy. Instaluje się w jego klimatycznym pensjonaciku i idę nad morze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przechodzę przez jakieś rozległe nieużytki. Stoją tu zbudowane z bloczków piaskowca opuszczone budy, po parę metrów kwadratowych, z oknami lub bez, w niektórych jakieś resztki umeblowania, materace. Cały Krym jest nimi usiany. Ziemi „niczyjej” jest tu skolko ugodno, więc Tatarzy je sobie budowali na lato i żeby podkreślić swoje prawo do Krymu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Ukrainie wystarczyło trochę hrywien, żeby taką samowolkę budowlaną uchronić od represji, obecna administracja rosyjska je burzy, ogłasza teren parkiem przyrodniczym, stawia kontenery na śmieci.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podchodzę do brzegu a tu z fal jak jakaś rusałka wyłania się szczupła blondynka, właścicielka skuterka, który stoi na brzegu. Tatiana 50 lat jest chudożnicą, mieszka z 64 letnim mężem też chudożnikiem w górach w zamku, który sobie zbudowali. Oboje na emeryturze. Dzieci każdego z nich w miastach. W zimie, kiedy podmiejska okolica wyludnia się żyją jak samotnicy w monastyrze. Bardzo ciekawa rozmowa o życiu, o naturze, o przyjaźni. Artystka kokieteryjnie przechyla głowę, patrzy w oczy. Krok do zakochania się… gdyby nie przeszywające błyski jej dwóch złotych zębów.

IMG_7739

Powyżej jednorodzinny zamek Tatiany.

Sasza jest tak miły, że myje mi motocykl kercherem, a wody tu tak mało, że musi być przywożona cysterną. Cały Krym jest jej pozbawiony, nie spotkałem tu ani jednej rzeki czy rzeczki. Przyjeżdża na Kawasaki Denis z Woroneża, były major policji, a obecnie właściciel banku. Szwendał się po półwyspie, wraca do domu, przywiezie tu rodzinę, a sam wybierze się samotnie w góry Ałtaju i nad Bajkał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy piwku rozmowa o motocyklach i nie tylko. Sasza narzeka, że po aneksji Krymu ceny jak w Moskwie, a letników mniej. Przedtem przyjeżdżali tu motocykliści z wschodniej bogatej Ukrainy, tylko 300 km – 350 km stąd, ale teraz Ukraina objęła Krym sankcjami i embargiem. Syn Saszy prowadzi dużą zagraniczną hurtownię z narzędziami, eksportuje do Rosji, zaopatrywał też sklep ojca w Symferapolu. Już tego nie może robić. Przyjeżdżają wyłącznie turyści z Rosji, którym 80 procentowy spadek wartości rubla w ciągu dwóch lat nie pozwala jeździć na zachód, ale z Moskwy jest grubo ponad 1000 km. Sąsiad nie przepuszcza też turystów z innych krajów. Krymczanie są uwięzieni na swoim półwyspie, nie dostają wiz do krajów poza Wspólnotę, np. do Polski. Myślę sobie, za co ofiary aneksji są tak karane, chyba, że za to, że ją popierają. Sasza twierdzi, że wszyscy krymczanie są wdzięczni Putinowi. Ponoć ubiegł o dwa dni Prawy Sektor i sprzymierzonych z nim Tatarów. „Byłby drugi Donieck” – mówi. U bogatego Tatara zrobiono rewizje w pięciu filiach jego firmy, znaleziono 400 Kałaszników i 800 magazynków. Przypomina, że Tatarzy wysadzili słup magistrali wysokiego napięcia zaopatrującej Krym w energię i nie dopuszczali ekip remontowych. Nazajutrz poznam żonę Saszy, ładną, młodszą od niego o 20 lat Ukrainkę. Rozmawiają po rosyjsku. Afera krymska zaczęła się od zakazu używania w urzędach, szkołach, w dokumentach tego języka. Posunięcie nie do pomyślenia w demokratycznym świecie np. w Górnej Adydze we Włoszech czyli w Suedtirol gdzie języki włoski i niemiecki są równoprawne.

Następnego ranka znów pada deszcz. Jadę do Jałty, najpierw cudowne 80 km drogi nad morzem, potem 20 km szerokiej trasy. Przestało padać zaczęło lać, a na dodatek mgła. Trasa cały czas wznosi się lub opada, nie mam gdzie postawić motocykla, żeby zrobić zdjęcia. W Jałcie zerwana trakcja trolejbusowa tworzy gigantyczny korek. Nie decyduję się zjechać w dół nad morze, bo się później nie wydostanę. Z tego co widzę miasto zostało brutalnie zgwałcone przez postsowieckie bloki. Jak w b. Jugosławii dużo nie dokończonych inwestycji. Poniżej taka ruina inwestycyjna, bezpośredni efekt aneksji Krymu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale na Krymie są też takie ładne hotele:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ładną drogą jadę ponad sto kilometrów do Sewastopolu, wciąż leje, wciąż mgła. Zwiedzanie portu odkładam do jutra. Jadę do Symferopolu, po drodze mijając płaski Bakczysaraj z jego meczetami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Symferopolu błądzę po uliczkach z nawierzchnią ukraińskiej jakości. Omal się nie wywaliłem, omal nie wpadł na mnie miejscowy w sportowej Ładzie. Zwracam uwagę na samochody prowadzone przez kierowców z ciemniejszą karnacją skóry, które mają z tyłu na szybie nalepki z datą „1944 – 05 – 18” otoczoną drutem kolczastym. W tym dniu o świcie zaczęła się dwudniowa akcja deportacji Tatarów w zemście za kolaborację z Niemcami (Tatarzy stworzyli m.in. Brygadę Górską SS, dziewięć batalionów ochronnych). Sowieci na rozkaz podpisany przez Stalina przesiedlili z Krymu do Azji 194 tys. Tatarów. Kiedy nazajutrz ponownie zbliżam się do Jałty uzdrowisko spowija mgła. Decyduje się wracać do domu. Poniżej, ja na promie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeprawa promowa z Krymu do Rosji też połączona z lustracją zawartości kufrów. Nocuje przed Słowiańskiem nad Donem w motelu bogatych Tatarów. Właścicielka nie chce nawet obejrzeć paszportu, tak samo jak w hotelu pod Symferopolem. Na południu maja w d…. kacapskie „zakony”. Motor nocuje na zapleczu, gdzie jest też grill:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do ponad milionowego Rostowa nad Donem wjeżdżam w porze szczytu komunikacyjnego. Tłok jak w Warszawie, poziom agresji podobny. Nawigacja prowadzi mnie w kółko. Bo nawigacja ma to do siebie, że nie proponuje jednej optymalnej drogi i nie zawraca na nią kiedy pomylisz np. wyjazd z ronda. Nie, chwilkę przelicza trasę i znów autoryzuje kierunek, który wybrałeś, w końcu ziemia jest okrągła. Ale dzięki temu kręceniu się zwiedzam to piękne, bogate miasto, na którego ulicach nawet jakby dziur było mniej. Rzeka, nie daleko do ujścia do Morza Azowskiego, jest tu tak głęboka, że przy nadbrzeżu cumują nawet łodzie podwodne. W końcu proszę miejscowego motocyklistę, żeby mi pokazał drogę. Ale młodziak przede wszystkim chce pokazać jak dobrze jeździ w korkach, ledwie nadążam. Rozstajemy się na pięknym Prospekcie Teatralnym. Tu mi korek nie przeszkadza, podziwiam elewacje secesyjnych kamienic, zieleń, ogromne „płoszadzie” (place).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miasto, podobnie jak wiele innych na południu i na wschodzie Rosji założono na początku XIX wieku. W pewnym sensie Rosja jest młodym państwem, jak Stany Zjednoczone, tam fundamentem byli pionierzy ceniący ponad wszystko wolność, a na południu Rosji chłopi uciekający przed uciskiem pańszczyźnianym (Kozacy).

Szukamy wrogów nie tam, gdzie oni są.

Dyktatora szukamy na Wschodzie podczas gdy on działa na Zachodzie. Putin cieszy się zaufaniem 85 proc. obywateli, a to Merkel, która samowolnie rządzi w Niemczech , nie licząc się ze społeczeństwem, z innymi partiami, nawet koalicyjnymi i  13 marca w trzech Landach otrzymała od wyborców czerwoną kartkę, stworzyła prawdziwą dyktature. Na ostatnim szczycie w Brukseli władała Unią Europejską jak królowa Europy zawierając z 80 milionową Turcją układ, który nie tylko nie obroni naszego kontynentu przed arabską inwazją, ale otworzy jeszcze śluzę dodatkowej imigracji znosząc wizy m.in. dla tureckich Kurdów. Merkel ogarnięta potrzebą władzy jak wielu dyktatorów przejdzie w niesławie nie tylko do historii polityki, ale też historii psychiatrii.

Przyciągamy NATO do krajów wschodnioeuropejskich – co tylko zwieksza niebezpieczeństwo przypadkowego wybuchu konfliktu – a w rzeczywistości narażeni jesteśmy na zupełnie inną inwazję, nie ze Wschodu lecz z Południa. Nawet papież nazwał rzeczy po imieniu mówiąc dosłownie o „muzułmańskiej inwazji w Europie”.  Nasi, europejscy politycy tkwią w wyobrażeniach o świecie jak by to był wiek XIX. Trudno o przykład bardziej żałosnej decyzji politycznej jak decyzja prezydenta Francji, który po zamachach w Paryżu wysłał kanonierkę pod brzegi Syrii i przyłączył się do koalicji bombardującej Państwo Islamskie. Merkel oczywiście mu w tym basowała i rzuciła na front kilka swoich rozpoznawczych mysliwców Tornado, w ramach tzw. „solidarności europejskiej”. Politycy europejscy, z niewieloma wyjątkami, zachowują się jak ślepe szczenięta, albo utracjusze z mottem „po nas potop”, oczywiście w imie najwyższych wartości europejskiego humanizmu.

pawelkapuscinski.pl

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress