Albo przyjmiecie więcej uchodźców, albo nie damy wam dotacji

Albo przyjmiecie więcej uchodźców, albo nie damy wam dotacji

German Chancellor Angela Merkel attends her first cabinet meeting after her summer vacation at the chancellery in Berlin, Germany, Wednesday, Aug. 14, 2013. Chancellor Merkel and her ruling coalition of the Christian parties and the Free democrats faces national elections on Sept. 22, 2013. (AP Photo/Markus Schreiber)

Nie weźmiecie uciekinierów, nie damy pieniędzy

W miarę jak narasta kryzys imigracyjny w Niemczech i iluzją okazują się kolejne pomysły jego rozwiązania, coraz bardziej zdecydowanie mówi się w Berlinie i Brukseli o rozwiązaniu „w ramach europejskich” czyli zmuszeniu krajów członkowskich do przyjęcia narzucanych im kwot uciekinierów.

Początkowa „Willkomenskultur”, czyli festiwal humanitaryzmu i kolektywnej histerii Niemców na punkcie serdecznego przyjęcia imigrantów, wraz z maskującym przyszłe problemy zawołaniem Angeli Merkel „Damy radę”ustąpił najpierw hasłom o konieczności przyspieszenia integracji przybyszy i przyhamowania imigracyjnej rzeki przy pomocy Turcji. Skala imigracji jest – i pozostanie – jednak tak olbrzymia, że organizacyjnie i finansowo nawet tak dobrze zorganizowane państwo jak Niemcy nie są w stanie poradzić sobie z problemem „zagospodarowania” mas uciekinierów. Turcy się za bardzo nie kwapią do pomocy Europie, zwłaszcza, że ta z jednej strony chce dać im 3 mld euro (Erdogan chce 5 mld) za zatrzymanie transferu uchodźców, z drugiej strony – co za hipokryzja! – wyrzuca krajowi, który ma już u siebie 2,5 mln uchodźców z Syrii, że zamknął granicę przed kolejnymi dziesiątkami uciekinierów z Alepo, miasta „wyczyszczonego” z rebeliantów i niestety mieszkańców przez rosyjskie bombowce i rządowe czołgi.

Nie rozwiązane problemy ze znalezieniem lokum dla rzeszy imigrantów, zapewnienia szkół dla ich dzieci, opieki zdrowotnej, źródeł finansowania, a wreszcie opór ze strony miejscowej ludności przed obcymi – nie ma dnia, żeby nie podpalono jakiegoś schroniska, czy nie zatrzymano autobusu wiozącego Arabów – oraz spadające poparcie dla CDU i osobiście dla pani kanclerz w obliczu wyznaczonych na 13 marca wyborów w trzech krajach związkowych powoduje nerwowe i dramatyczne miotanie się kierownictwa politycznego Niemiec. Od nowego roku uchwalono już dwie zmiany przepisów regulujących zasady przyznawania azylu, każda kolejna je zaostrza, a teraz mówi się o trzeciej ustawie, która ma m.in. ograniczyć prawo do sprowadzania rodzin przez osoby, które legalnie pozostały w Niemczech. Wydłuża się listę krajów tzw. bezpiecznych – ostatnio zaliczono do nich np. Afganistan – żeby przybyszom z tych krajów odmawiać azylu i odsyłać ich z powrotem do siebie. Wprowadza się przyśpieszone procedury załatwiania wniosków i deportacji. Austria, do nie dawna wzorowy uczeń Niemiec, ogłosiła maksymalną kwotę azylantów w tym  roku i ograniczyła przyjmowanie uchodżców do 80 osób dziennie (i przepuszcza przez swoje terytorium do Niemiec maksymalnie 3 200 osób dziennie).

Ale tak naprawdę to jedyną nadzieją pani Merkel na pozbycie się nadmiaru uciekinierów jest obdarowanie nimi innych krajów unijnych. Co gorsza nadal, mimo zimy, fala imigracyjne nie słabnie, więc tu nie chodzi tylko o tych, którzy w Europie już są, ale również o tych, którzy przybędą w przyszłości. W Grecji urządzono pięć Hotspotów, czyli obozów przejściowych gdzie imigranci będą rejestrowani, ich wnioski tu rozpatrywane – zgodnie z zasadą, że o azyl można się starać w pierwszym kraju Unii do którego się przybyło – a te osoby, którym azyl przyznano będą kierowane do różnych krajów – nawet wbrew swojej woli, bo przecież wszyscy chcieliby do Niemiec lub Skandynawii, gdzie opieka społeczna i zasiłki są najwyższe… Pani Merkel, która mocno się przyłożyła się do wzmożenia wędrówki ludów swoją własną, nie konsultowaną z innymi krajami członkowskimi i łamiącą prawo unijne decyzją z 4 września o wpuszczeniu nieograniczonej liczby uchodźców zatrzymanych na Węgrzech, nie wypada ustalić górnego limitu uchodźców wpuszczanych w danym roku. Bo to by przekreśliło całą filozofię jej działania w tej sprawie. Więc tak jak przy powodzi ratuje się miasta wysadzając wały, żeby obniżyć poziom wody, aby fala powodziowa wylała na tereny mniej wartościowe tak teraz fala imigracji uderzająca w Niemcy ma być osłabiona skierowaniem jej także do innych krajów. Grupa Wyszegradzka, czyli Polska, Węgry, Słowacja i Czechy sprzeciwiająca się narzucaniu liczby przyjmowanych azylantów stała się obiektem wściekłych ataków i wręcz nienawiści ze strony unijnych i niemieckich elit politycznych. Zwłaszcza politycy niemieccy prześcigają się w zaostrzaniu tonu. Nawiasem mówiąc nie dawno pierwszą stronę popularnego i umiarkowanego austriackiego tabloidu „Kronnen Zeitung” zdobił tytuł: „Bruksela karci Austrię, Austriacy odpowiadają zwarciem narodowych szeregów”. Groźby pod adresem krajów Europy Środkowej są coraz bardziej konkretne. Jeśli nie zgodzicie się osiedlać imigrantów skończą się unijne dotacje. Możemy się obrażać, możemy wskazywać na niewłaściwość polityki zapraszania gości nie do swojego domu, ale z tym tematem Polska będzie musiała się zmierzyć (co prawda jeszcze nie w tym roku, bo trwa już realizacja zatwierdzonego budżetu UE). Wydaje mi się, że powinny trwać prace studyjne na temat jak jednak zwiększyć liczbę przyjmowanych imigrantów i jak przekonać Unię, żeby nie zmniejszała nam dotacji. W pierwszej kwestii możemy brać – i tak po części robimy – przykład z Niemiec, które w obawie przed tworzeniem się kryminogennych gett w dużych miastach lokalizują ośrodki dla uchodźców w gminach. I gdyby zrobić taki ogólnokrajowy przegląd potencjalnych możliwości – czasowego lub stałego – zagospodarowania imigrantów na tzw. głębokiej prowincji to pewnie ujawniłyby się jeszcze jakieś rezerwy. Wydaje mi się też, że na przykładach konkretnych projektów wspieranych dotacjami np. wszystkie programy infrastrukturalne w dziedzinie transportu, można skutecznie przekonywać Unię, że zmniejszenie dotacji uderzy także w jej interesy (jak te nieszczęsne sankcje). Ale na pewno staniemy wobec dylematu co nam się nam bardziej opłaci, stracić częściowo dotacje czy jednak przyjąć więcej obcych.

W żadnym razie nie można chować głowy w piasek w nadziei, że „jakoś to będzie”, że „nasza chata z kraja”. W lutym przedostało się do Grecji 35 800 uchodźców i było to więcej niż w czerwcu 2015 kiedy rozpoczęła się masowa wędrówka ludów…

pawelkapuscinski.pl

Brak komentarzy

Skomentuj