2017 Wojna z Rosją

2017 Wojna z Rosją

2017 Wojna  z Rosją

Przerażający scenariusz wydarzeń w Europie – generał NATO ostrzega

Jest to książka z gatunku political fiction opisująca scenariusz konfliktu wojennego w Europie, który miał się wydarzyć w maju tego roku.  Prezydent Rosji, wymieniany w książce nie z nazwiska lecz z funkcji lub jako „drań” postanawia wcielić do Federacji Rosyjskiej trzy kraje bałtyckie. Wprawdzie są w Europie polityce głoszący, że przypisywanie Putinowi tego zamiaru jest totalnym absurdem (jak twierdzi Gerhard Schroeder, eks-kanclerz, który jako jedyny przywódca zachodnioeuropejski sprzeciwił się agresji na Irak Busha jr. pod  wymyślonym pretekstem posiadania przez ten kraj broni jądrowej), ale w naszej części Europy wielu polityków pogląd o złowrogich planach Rosji w pełni podziela. Na pewno podpisuje się pod nim szef naszego MON-u, dla którego – jak wnioskuje po jego słowach i działaniach – wojna z Rosją jest całkowicie pewna, nie wiadomy jest tylko jej termin.

Kreml wysyła na Łotwę pewnego majora Specnazu, specjalistę od prowokacji politycznych, który daje pieniądze dwóm przedstawicielom rosyjskiej mniejszości na zorganizowanie demonstracji przeciwko Łotyszom, a następnie ich morduje wycinając na ciałach symbole łotewskiej dywizji SS. Dla podgrzania atmosfery nasłany przez Rosjan snajper zabija trzy studentki. Prezydent Rosji zyskuje nośny propagandowo pretekst, żeby przyjść z pomocą rodakom w Pribałtyce. Wywiad NATO orientuje się, że szykuje się rosyjska inwazja i wysyła dzielnego  brytyjskiego  oficera czyli rodaka autora powieści, który ma pomóc Łotyszom w przygotowaniach do odparcia ataku. Atak jednak następuje i zaczyna się – tak jak przewidział to również min. Macierewicz – od cyberataku uniemożliwiającego Łotyszom  skuteczną obronę. Rosyjscy żołnierze – wymiennie nazywani „bandytami” – zajmują kraj, ale poruszać się mogą tylko głównymi drogami ponieważ cały kraj roi się od partyzantów. Ich liczba sięga 50 tys. Tu po raz pierwszy zastanowiła mnie zbieżność liczbowa łotewskiego ruchu oporu z liczebnością Wojsk Obrony Terytorialnej ministra Macierewicza. Przyznam się, że zacząłem podejrzewać, że dzieło wyszło spod pióra jakiegoś propagandysty z MON. Ale nie, podejrzenie okazało się bezzasadne. Generał Sir Richard Shirreff, autor książki,  były Z-ca Najwyższego Sił Sojuszniczych w Europie, rzeczywiście istnieje, pełnił służbę w Iraku, Kosowie, Bośni, Irlandii Północnej. Omawiana książka mogła być natchnieniem dla  naszego Ministra Wojny, ale nie on  jest jej autorem. Natomiast rzeczą oczywistą jest, że Antoni Macierewicz obraca się w kręgach wyższych oficerów NATO prezentujących taki ogląd rzeczywistości jak przedstawiony w „2017 Wojna z Rosją” i zapewne ćwiczony w różnych wariantach gier wojennych.

 Generał-autor z doskonałym znawstwem tematu opisuje jak nie dozbrojone, a właściwie latami rozbrajane z powodu oszczędności  armie europejskie nieporadnie usiłują przyjść z pomocą Łotyszom, Litwinom i Estończykom – bo konflikt rozlał się już na te trzy kraje. Początkowo bardziej zresztą chodzi o demonstrację solidarności NATO z ofiarami rosyjskiej agresji i  pokazanie gotowości do uruchomienia artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego nakazującego wszystkim krajom przyjść z pomocą każdemu zaatakowanemu uczestnikowi Sojuszu. Ale mszczą się lata zaniedbywania potrzeb wojska, ich nieprzygotowanie organizacyjne, krępowanie przepisami np. o przerzucaniu wojsk miedzy krajami europejskimi (dopiero na dniach zniesiono te ograniczenia). Brytyjczycy dla zademonstrowania siły wysyłają swój największy lotniskowiec na Bałtyk, bez samolotów, które jeszcze nie są gotowe do udziału  w akcji i bez dostatecznej eskorty, z jednym okrętem podwodnym choć operuje tu pełno  rosyjskich podwodniaków, z jedną fregatą bo w drugiej rozleciał się silnik kiedy konwój przyśpieszył. Duma Royal Navy zostaje zatopiona przez skromnego rosyjskiego chłopa, dowódcę  konwencjonalnego okrętu podwodnego, ginie 900 członków załogi i komandosi gotowi do pokazowego desantu. Kreml nie chciał się oczywiście zetrzeć z potęgą całego NATO, ale zaraz na początku wojny wydarza się incydent z zatopieniem dwóch „demonstracyjnych” okrętów wojennych w porcie ryskim, brytyjskiego i niemieckiego i nie ma już odwrotu od wojny z Sojuszem, nawet Niemcy są zdecydowani działać. Kreml szybko opanowawszy kraje bałtyckie, ufny w swoją tarczę nuklearną tak za bardzo się tym jednak nie przejmuje. Wysyła  tylko przeciwnikom sygnały o gotowości użycia taktycznej  broni jądrowej w postaci stacjonujących w Kaliningradzie ponad 300 rakiet Iskander z głowicami  znacznie silniejszymi od bomby, która zmiotła z powierzchni ziemi Hiroszimę. Losy wojny odmieniają jednak  partyzanci, którzy swoją aktywnością zmuszają Rosjan do ściągnięcia posiłków z Kaliningradu i z Ukrainy. Można powiedzieć, że te wojska obrony terytorialnej przesądziły o porażce Rosji. Na Zachodzie następuje otrzeźwienie polityczne, słabych niezdecydowanych polityków zastępują ludzie pokroju Churchilla. Sojusz zbiera w końcu potężne siły konwencjonalne, ale nie kieruje ich  – jak powinni się spodziewać generałowie rosyjscy – na Pribałtykę, żeby odbić okupowane kraje lecz przygotowuje tajną operacje ataku na enklawę rosyjską. Z Łotwy przedziera się  na kilku motocyklach terenowych oddział „leśnych braci” z brytyjskim oficerem na czele, którzy podchodzą pod samo ogrodzenie centrum dowództwa atomowych wojsk rosyjskich w Kaliningradzie. Wyznaczają komandosom sojuszu miejsce na desant i wiążą wymianą ognia rosyjską  ochronę. Moment lądowania komandosów brytyjskich i amerykańskich jest precyzyjnie zgrany z uruchomieniem  komputerowego wirusa Rasputin, który kompletnie paraliżuje rosyjską obronę. W ciągu pół godziny jaki komandosi mają do chwili naprawy przez Rosjan swojej elektroniki  udaje im się przekierować cele Iskandrów z miast europejskich jak Warszawa czy Berlin na cele w Rosji. Ta decyduje się wycofać z Pribałtyki w zamian za zwrot Kaliningradu z – co prawda mocno uszkodzonymi – rakietami Iskander. Prezydent, który lubił się pokazywać z nagim torsem na koniu lub udowadniał swoją siłę na matach judo ginie w wypadku helikoptera na Syberii. Pewnie maczał w tym palce ktoś kto przestał się bać słabnącego satrapy. Happy End!

Nie wiem czy Sir Generał jest równie biegły w grach wojennych co w pisaniu bajek wojennych, ale jeśli kiedyś Minister Obrony ustanowi nagrodę literacką za najbardziej wybujałe fantazje wojenne to były z-ca naczelnego dowódcy Sojuszniczych Sił  Zbrojnych NATO w Europie na pewno na nią zasłużył.  W swojej biblioteczce nie ustawię jego dzieła obok traktatu Carla von Clausewitza „O wojnie”.

Paweł Kapuściński

Obecnie w dyskusjach najpierw szufladkuje się dyskutantów według ich światopoglądów, dzieli na przeciwników i zwolenników i dopiero potem w zależności od tego do której grupy autor jakiegoś poglądu został zaliczony, „nasz” czy „nie nasz”,  przyznaje się mu rację lub jej odmawia.

 Autora powyższej recenzji nie da się jednak sklasyfikować tak prosto. Owszem,  nie podoba mi się antyrosyjska fobia rządu. Przyznaję się nawet do jeszcze większej herezji. Nie chcę widzieć w Polsce obcych czołgów, ani z namalowanymi gwiazdami czerwonymi, ani z białymi. Życzyłbym sobie też, żeby zakończyć tę tragifarsę z miesięcznicami smoleńskimi i rozliczyć szarlatana, który na hipotezie „zamachu” buduje swoją pozycję polityczną.

Z drugiej jednak strony całym sercem popieram starania obecnego rządu o reformę sądownictwa. Z obrzydzeniem patrzę i słucham tego co mówi niewydarzona opozycja. Oburzony jestem jej wpływem na opinie publiczną w krajach zachodnich. Za skandal uważam wypowiedź belgijskiego polityka, wysokiego  urzędnika UE, bodajże w randze komisarza, który mówił o marszu 60 000 polskich faszystów w dniu Święta Niepodległości. A swoją drogą nic tak nie umacnia PiS jak idiotyczne działania opozycji…

 

Brak komentarzy

Skomentuj